Jaki był rok 2011? – cz.1

Koniec roku to już tradycyjnie czas podsumowań. Jakie było te mijające 12 miesięcy dla polskich szachów? Czy było dobrze, źle, a może po prostu nic się nie zmienia? 

 

Bez wątpienia nie zmienia się to, że ciężko zmobilizować mi się do regularnego pisania. Miłe prośby osób mniej i bardziej mi znanych, bym pisał dalej, znacząco zwiększają zainteresowanie skleceniem nowych tekstów, ale raz, że nie bardzo chcę poruszać kontrowersyjne tematy (a są tacy, którzy przyczepią się do wszystkiego), a dwa – by napisać coś, co ma ręce i nogi, potrzeba czasu.

 

W końcu jednak przed samym Bożym Narodzeniem znalazłem moment by usiąść. Ostatnio nagromadziło się sporo tematów, o których warto napisać – zwłaszcza warto rozwinąć dyskusję, którą zapoczątkował Piotr Murdzia na temat kondycji szachów młodzieżowych. Tu zajmę się jednak podsumowaniem roku (choć i o tekście Piotra będzie) – oczywiście subiektywnym, „obiektywni” dopiszą sobie to co i tak wiedzą – minionego roku.

 

Przede wszystkim zajmijmy się stroną sportową tego co działo się w polskich szachach, bo zdarzyło się naprawdę sporo. Dawno nie było takiego roku, w którym Polscy szachiści przywieźliby tyle medali ze znaczących imprez.

Całkiem zasłużenie najwięcej mówiło się o sukcesie Darka Świercza, który został mistrzem świata do lat 20, choć ja dokładnie na równi stawiam drugie miejsce na ME, które uzyskał Radek Wojtaszek. Oba te triumfy nie były przypadkowe i osiągnięte zostały przez najlepiej prosperujących zawodników.

Oczywiście, znaleźli się tacy, którzy kwestionowali sukcesy obu naszych asów. Cytatów przytaczać nie będę, ale mam nieodparte wrażenie, że są osoby, które komentując dwa podobne rezultaty Polaka oraz zawodnika zza granicy napiszą mniej więcej tak:

Kowalski zajął co prawda wysokie miejsce i jest to jego sukces. Zauważmy jednak, że Iwanow ma już najlepsza lata za sobą, Jones jest bardzo nierówny, a ostatnio miał kryzys, a pozostali nie byli za silni – odnośnie naszego gracza

oraz

Wielki sukces Smirnowa, który nie dał rywalom żadnych szans, w każdej partii dając z siebie 100%. Popisową partią był pojedynek z Iwanowem, zawodnikiem z czołówki światowej – pisząc o szachiście zagranicznym

Nie wiem czy to tylko moje odczucie, ale mam wrażenie, że my jako Polacy, nie wymieniam tutaj konkretnych osób, nie potrafimy się cieszyć z sukcesów naszych zawodników. Zawsze szukamy dziury w całym, deprecjonujemy osiągnięcia. Zarówno sukces Radka, jak i Darka nie powinien być analizowany przez pryzmat rywali, szczęścia czy okoliczności. Pamiętać powinniśmy o wyniku – to jest sport i na końcu liczy się to, kto jest najwyżej w tabeli.

Na szczęście mniej narzekań było przy okazji absolutnie wystrzałowego osiągnięcia naszej drużyny pań, która w Grecji zdobyła wicemistrzostwo Europy kobiet. Jednak nawet w przypadku dziewczyn nie widzę specjalnie wielkiej radości naszego środowiska. W kilka dni po ich sukcesie na próżno szukałem informacji o tym na stronach kilku wojewódzkich związków szachowych (niektóre – nieliczne – informowały, ale również lakonicznie). Czy np. w lubelskim czy mazowieckim nikt nie chce się podzielić z szachistami radosną informacją o wicemistrzostwie Europy, a woli informować o turnieju w świetlicy? Narzekamy często, że o szachach nie mówi się w mediach, a tymczasem my sami jako środowisko robimy stanowczo za mało.

Wracając jednak do medalu pań. Można o tym turnieju napisać naprawdę wiele, ale bez dwóch zdań należy kolejny raz pogratulować Markowi Matlakowi. Chociaż miałem i mam wiele zastrzeżeń zarówno do metod szkoleniowych, jak i decyzji kapitańskich pana Marka, to tak jak napisałem w ostatnim „Macie” – panu Markowi należą się ogromne gratulacje. W rozmowach z szachistami z całej Europy nie raz słyszałem komplementy pod adresem naszych dziewczyn, które nigdy nie będąc w gronie ścisłych faworytek zaskakująco często przywożą medale. Wielka w tym zasługa pana Marka. Ze swojej strony, jako kibica szachowego, za te medale panu Markowi dziękuję.

Dziękować trzeba trenerom (Markowi Matlakowi tym razem pomagał Aleksander Miśta), ale przede wszystkim zawodniczkom, które zagrały po prostu świetnie. Mi zaimponowała zwłaszcza Jola Zawadzka. Moja klubowa koleżanka pod udanych MP kolejne miesiące miała chyba najgorsze w karierze. Jednak w najważniejszych momentach mistrzostw nie zawiodła, wygrywając kapitalnej wagi partie przeciwko Ukrainie i Armenii. Brawo, brawo, brawo!

Rok, tradycyjnie, zakończyły ME w szachach błyskawicznych i szybkich. Choć przyspieszone tempo gry nadal traktowane jest z lekkim przymrużeniem oka, to brązowe medale Radka Wojtaszka i Roberta Kempińskiego cieszą, zwłaszcza, że w czołówce Polaków było naprawdę sporo, mimo jak zwykle silnej obsady.

Nieoczekiwanie gorzej poradzili sobie w tym roku juniorzy. W ME w Albenie nie było jeszcze źle, bo złoty medal Alicji Śliwickiej oraz srebra Janka Dudy i Marcela Kanarka to dorobek w miarę dobry, ale MŚ w Brazylii to już totalna klęska.

Szczerze mówiąc… dobrze się stało, bo w końcu środowisko zaczęło myśleć, co należy zmienić, co poprawić. System szkolenia mamy niezły, ba nawet chwalony przez ministerstwo. Problem jednak w tym, że ocena ministerstwa… no cóż, ja bym nie brał jej do serca. W Polsce szkolenie młodzieży w każdej dyscyplinie sportu jest nastawione na wynik. Dzisiaj czytałem rozmowę z Wiesławem Wilczyńskim, do niedawna dyrektorem ds. sportu w warszawskim ratuszu. Oto krótki cytat:

– Zanim sprowadziłem Barcelonę, rozmawiałem z zagranicznymi trenerami, którzy przyjeżdżają na turniej Białe Orły Cup – z Realu, Interu. Milanu. Oni wszyscy zauważyli, że szkolenie w Polsce jest nastawione na grę siłową, na wynik. Metody są złe. Stawia się na wyrośniętych chłopaków, zapomina się o technice. Jak nie idzie, to trener mówi: dołóż rywalowi. Dziecko po paru latach takich treningów albo meczów nie ma radości z gry, bo poddawane jest nieustannej presji. Sprowadzając Barcelonę, chciałem to zmienić. – źródło Sport.pl

 

Ta sytuacja jest wszędzie – liczą się wyniki, gdy tymczasem kryterium oceny systemu szkolenia powinno być to, gdzie zawodnik znajdzie się na końcu, a nie na początku kariery. Medale ME i MŚ juniorów w szachach to tylko początek drogi, mała nagroda zachęcająca do pracy. Jednak dla ministerstwa są one ważne.

Tu pojawiają się problemy, jak zrobić tak, żeby wilk były syty (medale dla ministerstwa) i owca cała (dziecko się dalej rozwijało). Rozwiązania nie są proste. Potrzebna jest dyskusja, potrzebne są reformy. Także w Akademii.

Choć nie jestem w stanie zaakceptować mentorskiego tonu p. Konikowskiego – jak i każdego innego dyskutanta, który wie wszystko lepiej niż inni, to zgadzam się z p. Jerzym co do tego, że trzeba modyfikować szkolenie młodzieży. Marzy mi się stworzenie spójnego systemu, w którego tworzeniu miałoby udział wielu polskich szkoleniowców. P. Matlak i p. Świć, p. Bernard i p. Żyła, p. Twardoń i p. Ostrowski, p. Szymczak i p. Mickiewicz i także p. Konikowski i także wielu innych, o których teraz zapomniałem. Chciałbym by tacy specjaliści usiedli kiedyś razem i określili co i jak należy zmienić, by z zawodników wykrzesać jak najwięcej. Jednak szkolenie młodzieży i cała Akademia to temat na osobną dyskusję – miałem przecież pisać o roku 2011.

 

Poza wpadką juniorów na pewno rozczarował występ Polaków w pucharze Świata. Zagrało ich tam tylko dwóch i walczyło zdecydowanie za krótko. Bartosz odpadł już w pierwszej rundzie, a Radek o jeden szczebel wyżej. Cienko.

Niezbyt dobrze – i przyznają to wszyscy zawodnicy – spisała się ekipa męska na DME 2011. Chociaż miejsce było niezłe, to w grze drużyny brakowało tego „czegoś”, co było choćby rok temu w Chanty-Mansyjsku, gdzie drużyna grała z polotem i do ostatniej rundy walczyła o podium. W Grecji szanse na medal były zerowe już po 6 rundach, a 8 miejsce nikogo nie grzeje.

 

To chyba tyle, jeśli chodzi o najważniejsze imprezy. Warto zapewne wspomnieć jeszcze o sporych sukcesach indywidualnych niektórzy graczy. Największy progres wśród zawodników z regiony kadry narodowej zanotowała w 2011 Karina Szczepkowska-Horowska, która w styczniu miała jeszcze 2254, a gdyby nie feralne DMPK (-23) na styczeń przekroczyłaby ranking 2400. Wśród panów najlepiej radził sobie Grzegorz Gajewski, który w listopadzie 2010 miał jeszcze 2555, a rok skończy z rankingiem 2616. Byłoby więcej, ale praca w charakterze sekundanta Radka Wojtaszka sprawia, że Grzesiek musi od czasu od czasu rezygnować ze swoich startów. Teraz jednak gra w krótkim czasie aż trzy turnieje – Rilton Cup, Aeroflot Open oraz MP – i możemy się spodziewać dalszych efektów ciężkiej pracy.

To na tyle o wyczynach naszych szachistów. W drugiej części, którą wrzucę niebawem – będzie o sprawach organizacyjnych.

Zapraszam do komentowania, a także do składania w komentarzach – nawet jeśli mocno spóźnionych – gratulacji (lub jak kto woli gratulacyj) za sukcesy naszych zawodników !

 

4 komentarze

  • 29 grudnia 2011 - 01:10 | Permalink

    W takim razie ja tutaj jako (chyba) pierwszy składam gratulacje, przede wszystkim naszym srebrnym paniom, gdzie było dużo pozytywnych emocji 🙂 i panu Wojtaszkowi za wicemistrzostwo Europy i brąz w ME szachach szybkich, także Tobie Mateuszu gratuluję za ostatnie sukcesy i rekordowego rankingu, (tuż tuż za liderem ;-))) oraz wielkie gratulacje dla pana Dariusz Świercza za złoto na MŚ !

  • Paweł
    7 stycznia 2012 - 02:09 | Permalink

    No i okazuje się, że rok 2011 był całkiem udany:) Sukcesów całkiem sporo, a przede wszystkim naprawdę dużego kalibru! MŚ do lat 20 Dariusza Świercza i srebro ME Radosława Wojtaszka to wspaniałe wyniki indywidualne! Srebro drużyny kobiecej w ME, w dodatku bez Iwety Rajlich w składzie, to myślę równie wielkie osiągnięcie, bo przecież ciągle słyszymy narzekania, że brakuje nam zdolnych młodych szachistek, które mogłyby zastąpić w kadrze starsze zawodniczki. Juniorzy przywieźli może nieco mniej medali niż zwykle, ale myślę, że był to „wypadek przy pracy”. Juniorów mamy zdolnych i na pewno z następnej imprezy znów przywiozą sporo medali:)

  • Win
    15 lutego 2012 - 22:12 | Permalink

    „Choć nie jestem w stanie zaakceptować mentorskiego tonu p. Konikowskiego – jak i każdego innego dyskutanta, który wie wszystko lepiej niż inni, to zgadzam się z p. Jerzym co do tego, że trzeba modyfikować szkolenie młodzieży. Marzy mi się stworzenie spójnego systemu, w którego tworzeniu miałoby udział wielu polskich szkoleniowców. P. Matlak i p. Świć, p. Bernard i p. Żyła, p. Twardoń i p. Ostrowski, p. Szymczak i p. Mickiewicz i także p. Konikowski i także wielu innych, o których teraz zapomniałem. Chciałbym by tacy specjaliści usiedli kiedyś razem i określili co i jak należy zmienić, by z zawodników wykrzesać jak najwięcej. Jednak szkolenie młodzieży i cała Akademia to temat na osobną dyskusję – miałem przecież pisać o roku 2011.”

    To jest ciekawy temat. Zadam bardzo dziwne na pierwszy rzut oka pytanie…

    Czy szkolenie powinno być nastawione na wytrenowanie silnych szachistów?

    O co mi chodzi? Otóż rodzice nie zapisują dzieci na naukę tańca, aby zostało zawodowym tancerzem, nie zapisują na plastykę aby zostało malarzem itd.
    Teraz już sens mojego pytania się wyjaśnia.

    Otóż potrzeba by podzielić szkolenie na dwa etapy.

    Pierwszy powszechny, nazwijmy go – szkolny (jednak jestem głębokim przeciwnikiem próby siłowego wprowadzanie szachów do szkół!!), oraz drugi – „zawodniczy”.

    Pierwszy etap wcale nie powinien akcentować treningu czysto szachowego.
    Rodzic powinien wiedzieć, że dziecko ucząc się gry w szachy nabywa pewnych umiejętności. Tutaj mała dygresja – matematyka nie uczy automatycznie logicznego myślenia. Dopiero ODPOWIEDNIE NAUCZANIE matematyki daje taki efekt.

    Według mnie tak samo jest z szachami. Granie w szachy nie nie uczy automatycznie koncentracji, ani analitycznego myślenia (ile to osób gra bez sensu blitze)!!

    Dlatego pierwszy etap treningu (zapoznawania się z szachami) powinien być zaprojektowany w szczególny sposób! Ucząc gry w szachy, można nawet wspomagać naukę działania zespołowego (analizy!). Do tego potrzebne są specjalnie zaprojektowane ćwiczenia, zadania itp.

    Dopiero drugi etap będzie stricte szachowy.

    Czekam na komentarze!

    PS: GRATULUJĘ zwycięstwa w Aereflocie!! Wielki sukces!

  • Czesław
    5 maja 2012 - 08:06 | Permalink

    Witam !
    Serdecznie winszuję Wszystkim Polskim Szachistkom i Szachistom
    nie tylko znakomitych występów na arenie międzynarodowej , ale
    przede wszystkim pokazywania , że Polacy jeszcze są i to myślący Polacy !
    Dziękuję P. Mateuszowi za podzielenie się z nami swoimi przemyśleniami.
    Pan Win zamieścił w komentarzach słuszne uwagi.
    Z mojego doświadczenia nauki szachów w szkołach podstawowych wynika , że
    podstawowe znaczenie ma umiejętność rozbudzenia zainteresowania szachami.
    Do dzieci trzeba umieć dotrzeć , bez tej umiejętności nauczyciel szachów nic
    nie osiągnie , bowiem szachy są trudne do nauczania w taki sposób , aby coś
    osiągnąć.
    Pozdrawiam z Olkusza Czesław

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *