Kilka słów o psychologii

Znaczenie psychologii  w wyczynowym sporcie doceniane jest od dawna. W szachach, w których kondycja psychiczna jest na pewno nie mniejsza niż w innych dyscyplinach,  o tym zagadnieniu wspomina się relatywnie mało. 

 

Tradycyjnie już zacznę od tego, że blog tkwił w stanie hibernacji stanowczo za długo. Widocznie jednak tak ma być. Od czasu do czasu, a nawet zaskakująco często, słyszę głosy zachęty, do popełnienia kolejnego wpisu. Dlatego, blog – choć dogorywający – nadal żyje!

 

Asumptem do popełnienia dzisiejszego wpisu jest wywiad z Lewonem Aronianem, który okazał się w ostatnim (7/2013) numerze „Mata”. Rozmawiający, Piotr Kaim (który, zdecydowanie tchnął w czasopismo nowego ducha) pytał o rzeczy ciekawe i mimo skromnej objętości, konwersacja przyniosła kilka zdań, które warto przemyśleć. Zacytuję ten fragment, który dał mi materiał do refleksji:

PK: Jak się pan przygotowuje do wielkich imprez? Pana praca koncentruje się wokół debiutu?

LA: Nie tylko. Pracuję też nad końcówkami i innymi elementami gry. Nie można też pominąć pracy nad zagadnieniami z zakresu psychologii. Trzeba wiedzieć, czego się chce oraz wiedzieć, czego chcą przeciwnicy. Kiedy mówimy o grze na najwyższym poziomie, psychologia jest ważniejsza niż cokolwiek innego.

Kiedy słowa takie padają z ust jednego z czołowych zawodników świata, jednego z 2-3, którzy są w stanie nawiązać walkę z Magnusem Carlsenem, nie można przejść wobec nich obojętnie. Zresztą Aronian, który właśnie rozegrał jeden z najlepszych turniejów nie tylko w swojej karierze, ale i być może w historii (jaka szkoda, że w ostatniej partii przegrał z van Wely’m!), nie powiedział nic odkrywczego. Mimo jednak tego, że jego słowa nie są żadną rewolucją, to poruszają kwestię, o której nie mówimy na co dzień. Zazwyczaj na pytanie o trening czy przygotowania zawodnicy opowiadają o standardowym szlifowaniu debiutów przy pomocy komputerów, o budowaniu kondycji fizycznej, czasem powiedzą coś o teoretycznych końcówkach. O psychologii nie mówi praktycznie nikt (choć nie jest wykluczone, że mnie coś ominęło).

Prawdę mówiąc nie wiem dlaczego tak się dzieje, bo chyba każdy, kto grał w turnieju szachowym „na żywo” (to wbrew pozorom ogromna różnica w stosunku do internetowej gry on-line) wie o tym, że sztuczek psychologicznych w każdej, pojedynczej partii jest co nie miara. Mam, co prawda niczym nie potwierdzone, przeczucie, że im lepszy gracz, tym lepiej radzi sobie z psychologiczną stroną szachów – może dlatego Ci lepsi gracze, którzy z psychologią są za pan brat, za wiele o niej nie wspominają. Świadomie piszę gracz, a nie szachista – często ktoś może mieć większą wiedzę, potrafić lepiej liczyć warianty, znać więcej typowych planów i znać więcej teoretycznych końcówek, ale być gorszym graczem. Między innymi za sprawą psychologii. Ba, chyba każdy zna kogoś, kto z uwagi na problem natury psychologicznej osiągnął w szachach znacznie mniej niż mógł.

Jako, że psychologicznych zagadnień, które mają się do szachów jest wyjątkowo wiele, skupię się tylko na kilku, tych najbardziej znanych. Zdecydowanie na pierwszym miejscu postawiłbym lęk przed porażką. Samo doświadczanie porażek zasługuje na osobny artykuł, ale na razie skupię się tylko na lęku przed porażką. W szachach, z uwagi na specyfikę dyscypliny – brak możliwości „wyrzucenia” adrenaliny podczas rozgrywki, długie przerwy między pojedynkami w turniejach tempem klasycznym, dające czas na rozpamiętywanie – porażka wprawia zawodników w okropny dołek emocjonalny. Niewielu jest zawodników – są to zazwyczaj gracze najwyższych lotów – którzy po porażce grają tak samo dobrze, jak przed nią. Większość traci wiarę w siebie, a to pociąga za sobą kolejne problemy. Zapewne dlatego w świecie szachowym długo (nadal?) egzystowała opinia, że po porażce najlepiej następnego dnia „twardo” zremisować. Ta, kompletnie absurdalna, metoda pokazuje, jak duży problem  z przegrywaniem partii mają szachiści. Dlatego właśnie wielu graczy wykształciło w sobie mechanizmy obronne, w postaci asekuracyjnej gry, mającej na celu ochronę przed porażką. Tak bardzo boją się przegrać, że nawet nie dążą do wygranej, często ze słabszymi zawodnikami.

Na drugim biegunie mamy zaś nadmierną pewność siebie. W szachy nie da się grać bez wiary w swoje umiejętności, ale też wiara w to, że zawsze ma się rację jest bardzo zgubna. Łatwo za to za szybko uwierzyć w swoją gwiazdę – można to zrozumieć po jednym czy drugim udanym turnieju, gorzej gdy wiara ta przychodzi po kilku wygranych partiach lub nawet po… jednej wygranej. Myślę, że podobnie jak lęku przed porażką, tak i nadmiernej pewności siebie doświadczył niemal każdy.

Łącząc te dwa tematy w całość – czyli lęk przed porażką i nadmierną pewność siebie – łatwo dojść do wniosku, że najzdrowsze jest utrzymanie zdrowego balansu pomiędzy jednym a drugim. Należy pamiętać, że porażka to naturalna część gry, który może się zdarzyć, ale jednocześnie wierzyć w to, że stać nas na grę, która nie tylko pozwoli jej uniknąć, ale poprowadzi nas do wygranej. Brzmi prosto, w praktyce jest dużo ciężej.

Tematem z nieco innej beczki, ale jednocześnie pozostającym – w moim rozumieniu – w zagadnieniu pt. „Psychologia w szachach” jest określanie celów i budowanie oczekiwań. Najczęściej z problemem tym zderzają się juniorzy, którzy często (wraz z rodzicami, a może przez nich) oczekują szybkiego „progresu” po wykonanej pracy. Nie trzeba dodawać, że „robienie” sobie smaku na wynik wcale nie zwiększa szans na sukces, zwłaszcza w szachach, w których eksplozja formy bywa zupełnie nieoczekiwania. Nie mówimy tu przecież o treningu mięśni czy techniki ruchów, ale o sporcie umysłowym, a ludzki mózg nadal jest zagadką. Zresztą o sukcesie w szachach decyduje tyle kruchych czynników, że budowanie formy, a więc i oczekiwań na jeden konkretny turniej jest bardzo ciężkie. Przejechało się na tym już wielu graczy, także tych z absolutnie najwyższej półki.

W tym miejscu warto wspomnieć o ostatnich wojażach Radka Wojtaszka. Nasz najlepszy zawodnik pod koniec 2013 roku „przypomniał” sobie, że jest graczem o ogromnym potencjale. Na Klubowym Pucharze Europy, a potem na dwóch turniejach w Szwajcarii, Wojtaszek grał tak, że ręce same składały się do oklasków. Patrząc na Radka, a znam go nie od dziś, widać było, że to zawodnik świadom swojej klasy, który nie boi się porażki i jest bardzo pewny siebie. To, co robił z kolejnymi rywalami na wspomnianych turniejach, robiło naprawdę znakomite wrażenie, a kibice zacierali ręce przed Wijk aan Zee. Przyznam się, że ja nie tylko zacierałem ręce, ale wręcz byłem przekonany, że w Holandii Radek znokautuje rywali. Tymczasem stało się zupełnie inaczej – Radek przegrał już pierwszą partię i przez cały turniej był cieniem samego siebie. Pewność siebie uleciała, być może wkradł się strach przed porażką i wszystko wzięło w łeb.

Dlaczego tak wyszło, nie mnie osądzać – najlepiej wie to Radek. To zawodnik, który często zastanawia się nad sobą, więc na pewno wyciągnie wnioski z tego nieudanego startu. Jasne jest jednak, że turniej w Wijk został przez Radka przegrany w sferze psychologicznej, a nie szachowej – bo wbrew temu, co można przeczytać „tu czy tam” – Radek przez parę dni nie zapomniał jak się gra, a od rywali (z wyłączeniem grającego na podobnym poziomie Dżobawy) jest znacznie lepszy. To jednak nie Radek, a niepozorny Ivan Saric „zatańczy” za rok z gwiazdami, a nasz as będzie musiał szukać kolejnej szansy na przebicie się do czołówki.

Powoli kończąc tę notkę – choć z uwagi na absolutny bezkres tematu, trochę głupio robić to tak wcześnie – zamknę temat tak jak go rozpocząłem – cytatem z wywiadu Lewona Aroniana.

PK: Powiedział Pan, że w Londynie (turniej pretendentów – przyp. MB) zabrakło profesjonalnego podejścia do szachów. Na czym to polegało?

LA: Idzie o to, by dawać z siebie więcej zaangażowania emocjonalnego i jednocześnie – wykazywać więcej luzu i swobody.

Znowu brzmi łatwo – starać się i być na luzie! Tak jednak trzeba i potrafią to właśnie najlepsi z najlepszych.

Na deser – i na potwierdzenie tego jak ważna jest psychologia w szachach – 5 cytatów Garriego Kasparowa.  (z moimi luźnymi tłumaczeniami)

Any experienced player knows how a change in the character of the play influences your psychological mood. (Każdy zawodnik wie, jak zmiana charakteru gry wpływa na twój nastroj psychologiczny.)

Chess is mental torture. (Szachy to menalna tortura.)

Winning is not a secret that belongs to a very few, winning is something that we can learn by studying ourselves, studying the environment and making ourselves ready for any challenge that is in front of us. (Wygrywanie nie jest sekretem nielicznych, wygrywanie jest czymś, czego uczymy się studiując nas samych, studiując otoczenie oraz przygotowując się do każdego wyzwania, które na nas czeka.)

You can’t overestimate the importance of psychology in chess, and as much as some players try to downplay it, I believe that winning requires a constant and strong psychology not just at the board but in every aspect of your life. (Znaczenie psychologii w szachach jest nie do przecenienia, i tak bardzo jak niektórzy gracze bagatelizują jej znaczenie, ja uważam że wygrywanie wymaga stabilnej i silnej psychologii, nie tylko na szachownicy, ale w każdym aspekcie życia.)

If you wish to succeed, you must brave the risk of failure. (Jeśli chcesz odnieść sukces, musisz znieść ryzyko porażki)

Jak zwykle zapraszam do dzielenia się swoimi opiniami. Temat jest naprawdę nieograniczony i każdy, kto zagrał choć jedną partię może coś powiedzieć o strachu przed rywalem, nieprzyjemnym zaskoczeniu w debiucie, pomyłce w niedoczasie przeciwnika czy o nieporadzeniu sobie w sytuacji zbyt bogatego wyboru. O tym jak komuś po porażce rozjechał się turniej i o tym jak ktoś za bardzo bał się tego, że wygra turniej (bo porażki można bać się tak samo, jak i sukcesu!).

2 komentarze

  • Pingback: "W turnieju "A" Tata Steel Chess zwyciężył Aronian, w "B" wygrywa Sarić!" - Psychologia i szachy

  • Paweł Stawarz
    8 marca 2015 - 21:46 | Permalink

    Czyżby złapanie zdrowego dystansu i lepsze przygotowanie psychologiczne przyczyniło się do zdobycia brązowego medalu w Mistrzostwach Europy w Jerozolimie? 🙂 Jakby nie było, wielkie gratulacje Mateuszu! Oby to był początek wielkiej przygody i jeszcze większych sukcesów w dorosłym życiu szachowym! 😉 Powodzenia w Pucharze Świata!

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *