Kozacka posucha

14
42

 

Odkąd sięgam pamięcią, a nawet nieco dalej, bo już po II wojnie, w Polsce był problem z najlepszymi szachistami. Chociaż nie brakowało zawodników o dużych predyspozycjach, to arcymistrzów najwyższego sortu, tytułowych „kozaków”, nigdy doczekać się nie mogliśmy. Teraz do czołówki dobija się Radek Wojtaszek, ale problem tak jak istniał, tak istnieje nadal. Dlaczego tak jest?

 

Na wstępie jednak kilka słów odnośnie mojego poprzedniego wpisu, który był przyczyną licznych dyskusji. Tak jak obiecałem sobie, nie mam zamiaru kontynuować „polemiki” z p. Konikowskim. Chociaż poprzedni wpis cieszył się dużym zainteresowaniem, to podtrzymywanie konfliktów nie jest moim marzeniem. Chciałem tylko wypowiedzieć opinię, z którą zresztą zgadza się bardzo wiele osób. Tak jak sądziłem, „nieprzekonywalni” swojego zdania nie zmienili, ale może mniej wtajemniczeni mogli wyrobić sobie bardziej obiektywne spojrzenie na niektóre problemy.

Na zakończenie poprzedniego tematu przytoczę jednak jeden cytat (chociaż zapewne warto byłoby zaprezentować ich więcej) p. Kledzika (małe przedstawienie – p. Kledzik jest doktorem chemii Uniwersytetu Gdańskiego, o jego umiejętnościach szachowych, bądź przynależności do jakiegokolwiek środowiska związanego z szachami nie wiadomo mi nic).

Am Bartel błądzi myśląc, że Darek sam ustala wybór debiutów.

Tego cytatu komentować nie będę (chodzi oczywiście o Darka Świercza), chociaż naprawdę ciężko się powstrzymać. Ale skoro błądzę i wiem mniej o moim młodszym koledze niż doktor chemii, to zamilknę, tak jak planowałem. W każdym razie powyższy cytat wprawia mnie w znakomity humor.

Przejdźmy jednak do tematu, który chciałem się zająć, a który nurtuje mnie od dawna. Nie tylko zresztą mnie. Wielbiciele szachów, juniorzy, rodzice, trenerzy, a wreszcie sami arcymistrzowie także od czasu do czasu zastanawiają się dlaczego w Polsce od wielu lat nie pojawiają się zawodnicy klasy światowej. Teraz pojawiła się nadzieja, związana z osobą Radka Wojtaszka, ale pamiętajmy, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Problemu braku superarcymistrzów nie można moim zdaniem ograniczyć do jednej kategorii – wtedy jego rozwiązanie byłoby wyjątkowo banalne. Zachęcam zatem do zapoznania się z moim punktem widzenia i podzielenia się swoimi spostrzeżeniami.

„Zrobienie” arcymistrza światowej klasy to proces złożony. Najlepsi zawodnicy mają gigantyczną wiedzę, wyjątkową odporność nerwową, dobrą lub w najgorszym razie niezłą kondycję fizyczną, wyjątkową pazerność na sukcesy, a niektórzy do tego jeszcze „dar Boży”. O tym jakie cechy potrzebne są dobremu szachiście też któregoś razu napiszę – bo myślę, że to ciekawe. W każdym razie mnogość czynników, które wpływają na poziom szachowej gry sprawia, że i przyczyny dla których nie mamy w Polsce gwiazd są różne.

Zacznę od tego, że trochę przecenia się wszystkie nasze talenty. Medale ME czy MŚ, zwłaszcza w starszych kategoriach nie są żadną realną miarą talentu. Najlepsi na świecie zawodnicy, którzy mogą osiągnąć „COŚ”, szybko kończą z takimi zawodami, więc sukcesy w tych turniejach nie oznaczają automatycznie, że zawodnik ma wielkie perspektywy. Pamiętam, że jak podczas ME’18 w Budwie, które udało mi się wygrać, miałem bodajże 5 numer startowy. Gdyby startowali wszyscy najlepsi, zapewne nie znalazłbym się w startowej trzydziestce. Złoty medal zatem nie oznaczał praktycznie nic.

Prawdziwych talentów, takich z których można oszlifować prawdziwy diament, nie mamy – i nie mieliśmy – wcale tak wiele.

Historia – ważna czy nie?

Na obecną sytuację na pewno wpływają uwarunkowania historyczne. Można to traktować jako „tanie usprawiedliwienie”, ale moim zdaniem to bardzo istotny czynnik. Od lat najlepsi polscy szachiści dochodzili do poziomu pierwszej setki na świecie. I to był maks. Z perspektywy lat zaskakuje mnie to, bo z tego co mi wiadomo najlepsi szachiści w czasach PRL żyli całkiem nieźle, mieli okazję rywalizować z niezłymi zawodnikami, ale postępów nie robili. W porównaniu do socjalistycznych sąsiadów – Czechów, Rumunów, Węgrów czy Jugosłowian byliśmy o lata świetlne w tyle. To trochę przechodzi na następne pokolenia. Dlaczego? W każdym sporcie, a myślę, że zwłaszcza w szachach, potrzebne są wzorce. „Stary” arcymistrz ma zawsze bardzo wiele do przekazania swoim następcom. To nie tylko wiedza, ale także podejście, zachowania itp. Im lepszy weteran, tym więcej może przekazać.

Z problemem braku starszych wzorców borykali się mocno zawodnicy urodzeni w latach 75-78 – Markowski, Kamiński, Kempiński, Macieja, Soćko. Młode wilki już na początku lat 90-ych praktycznie nie miały z kim rywalizować. Szybko byli najlepsi w kraju i to mogło stać się przyczyną stagnacji. Na szczęście potem Polakiem został Michał Krasenkow, co wydatnie pomogło w progresie niektórych zawodników. Przyjechał ktoś, kto miał ogromną wiedzę i doświadczenie, ktoś kto wszystkich przerastał poziomem – można więc go było gonić. A nie było to proste, bo Michał cały czas był zawodnikiem pierwszej setki, raczej powyżej 50-ego miejsca, a nawet przez moment był 10-ty!

Od wyżej wymienionych arcymistrzów uczyli się i uczą się nadal ich młodsi koledzy urodzeni w latach 85-88 ( w tym autor tych słów) i młodsi. Jest czego się uczyć i dzięki temu polska czołówka staje się coraz lepsza (czy komuś się to podoba czy nie).

Przyczyny „historyczne” są jednak do nadrobienia – otwarcie granic na początku lat 90-ych pozwoliło na zatrudnianie arcymistrzów zagranicznych, z czego Polacy chętnie korzystali. Mimo wszystko jednak najlepszy nawet szkoleniowiec nie zastąpi krajowego „guru”, którego najpierw się podziwia, potem dogania, ogrywa, a potem słucha jego porad. Tego przez wiele lat nam brakowało.

Ekonomia – ważna czy nie?

Przyczyny ekonomiczne często są w ogóle pomijane – niesłusznie. Młodzież grająca w szachy to zazwyczaj ludzie inteligentni, którzy w momencie kończenia liceum stoją przed wyborem – studia czy szachy. Wybór ten zawsze jest ciężki, zazwyczaj kończy się to albo wyborem studiów, albo wyborem… studiów – praktycznie każdy szachista na te studia się wybiera, Ci bardziej ukierunkowani na szachy traktują je jednak na luzie. Ci, którzy szachy odstawiają na dalszy plan skupiają się na tym etapie już na swojej karierze, która z królewską grą związana nie będzie.

Co sprawia, że młodzi i nieźli zawodnicy z perspektywami w tak młodym wieku (jeszcze przed 20-stką) rezygnują z szachów? Odpowiedź jest banalnie prosta – perspektywy. Jeśli młody zawodnik widzi, że najlepsi krajowi zawodnicy „kokosów” nie mają – nie będzie wiązał swojej przyszłości z szachami. Po co poświęcać się tak pracochłonnej dyscyplinie, by potem ledwo wiązać koniec z końcem?

Najgorzej wyglądała sytuacja krajowej czołówki za kadencji poprzedniego związku, gdzie p. Janusz Woda i spółka na arcymistrzów patrzyli niechętnym okiem. Wtedy standardem było to, że czołówka nie grała w MP, rezygnowała z kadry itp. Hasło „stawiamy na młodzież” było bardzo szlachetne, ale… tę młodzież właśnie zniechęciło. Są to być może daleko idące wnioski, bo ciężko zło całego świata zrzucać na kilka osób, ale właśnie taka postawa ówczesnego związku kosztowała nas bardzo wiele. Czarnota, Moranda oraz Olszewski – każdy z nich to materiał na silnego arcymistrza. Kiedy jednak szli na studia w polskich szachach było fatalnie, więc oni w ogóle o karierze zawodowca szachowego nie myśleli. Gdyby najlepsi polscy arcymistrzowie mieli wówczas lepszą sytuację nie jest wykluczone że Paweł, Wojtek czy Michał rywalizowaliby teraz z Radkiem Wojtaszkiem o miano najlepszego polskiego zawodnika. Dla nich może i lepiej, że wybrali studia, polskie szachy poniosły jednak wielką stratę.

Oczywiście, można powiedzieć, że motywacją ekonomiczną powinny być pieniądze dla najlepszych szachistów świata. To prawda, ale pamiętać należy, że nie każdy tam dochodzi. Dużo łatwiej znaleźć się w krajowej czołówce. Jeśli człowiek ma gwarancję, że to zapewni mu w miarę sensowną egzystencję, ma pewnego rodzaju ubezpieczenie, wtedy może walczyć o wyższe cele. Inaczej wybiera studia.

Zresztą większość państw europejskich ma ten sam problem – jak wspomagać najlepszych zawodników by oni pozostali przy szachach. Anglik Luke McShane, uznawany przez lata za wielki talent, na pewien czas po zakończeniu studiów (podczas których i tak grał mało) porzucił szachy. Prawdopodobnie wiele na tym stracił – ostatnio pokazał jak wielki ma potencjał. Jeszcze więcej jednak straciły na tym angielskie szachy, bo McShane mógł zajść tak daleko jak Nigel Short.

Podejście – ważne czy nie?

Od tak dawna jak jestem częścią polskiego środowiska szachowego, nie spotkałem jeszcze nikogo kto byłby ukierunkowany tylko na szachy. Na szachowy sukces! Zapewne dwa punkty, które wymieniłem wcześniej mają na to wpływ. Brak podejścia ukierunkowanego na osiągnięcie szachowego olimpu jest chyba najpoważniejszą bolączką polskich szachów. Cele, które stawiają sobie zawodnicy, rodzice, trenerzy czy działacze są skromne – medale MP, MŚ juniorów (które są tak naprawdę mało ważne) czy tytuł arcymistrza – to poprzeczka zawieszona zdecydowanie za nisko. Osiągnięcie tych celów się udaje i wszyscy są zadowoleni.

Problem w tym, że zawodnik, który ma już 18 lat, a wcześniej chciał jedynie wygrać jakieś ME czy MŚ i zostać GM-em najczęściej stracił już kilka cennych lat. Szachy były dla niego bardziej przygodą niż sposobem na życie i straconych lat nadrobić się nie da, zwłaszcza że już zaraz studia…

Zawodnik ukierunkowany na sukces -np. Carlsen czy Karjakin, jakiego w Polsce nigdy nie spotkałem – już od najmłodszych lat stawia na szachy. Do szkoły chodzi, ale szkoła mu nie przeszkadza – u nas sprawa ma się z tym zupełnie inaczej. Zdolni juniorzy poza tym, że tracą godziny ucząc się zbędnych rzeczy, to na dodatek często rezygnują z turniejów z przyczyn szkolnych. Dodatkowo mają mocno ograniczony czas na trening, bo wiadomo, że szkoła lubi dręczyć materiałami, których nauka nic nie daje w przyszłości. W efekcie zawodnik, który ma talent zamiast trenować uczy się budowy pantofelka albo innych pierdół. Carlsen czy Karjakin tego robić nie musieli!

Ok, szkoła jest ważna, nie warto być głupim, dlatego to jestem jeszcze w stanie zrozumieć. Nie mogę jednak zrozumieć dlaczego tak wielu naszych juniorów nastawionych jest nie na postęp, ale na wynik. Co prawda to problem nie tylko szachów, ale całego polskiego sportu. Szachista ukierunkowany na największe sukcesy zawsze szuka okazji do gry z lepszymi, nawet jeśli zbiera baty. Trzeba się uczyć, a najlepiej uczyć się na własnych błędach. Ostatnio jeden z naszych największych talentów zagrał w MŚ szkół. Po co, skoro był zdecydowanie lepszy od rówieśników? Najlepsi odpuszczają takie turnieje. Najlepsi szybko opuszczają turnieje juniorskie. Inny talent regularnie gra w prowincjonalnych openach, zamiast szukać zawodów, w których może grać z arcymistrzami. Dziwne, ale znamy to nie od dziś!

 

Turnieje – ważne czy nie?

Obecnie w Polsce z turniejami jest kiepsko. Było znacznie lepiej. Pod koniec lat 90-ych były świetne turnieje w Polanicy, Koszalinie, Świdnicy. Można było grać tylko w kraju i spotykać znakomitych arcymistrzów. Ba, w Polanicy mieliśmy superturnieje (które zresztą upadły przez „życzliwych”). To jak wiele skorzystali Tomek Markowski, Robert Kempiński czy Bartek Macieja na udziale w tych kołówkach – tego nie da się wyrazić. Jak jest teraz – każdy widzi. Dobrze, że mamy Lublin (oby się on tylko jeszcze kilka lat utrzymał!). Niezłe openy, na przeciętnym poziomie europejskim to mniej niż liczba połowy palców jednej ręki. Zawodnik poziomu 2400 może zagrać pewnie ze dwa sensowne turnieje, w których może się wiele nauczyć zawodnik poziomu 2500 – praktycznie żadnego. Brak turniejów jest ogromny problemem i rzutuje on na bardzo wiele aspektów życia szachowego. Bo to przecież nie tylko możliwość zmierzenia się z lepszymi od siebie, ale także możliwość poznania ich, podejrzenia ich zachowania, porozmawiania czy nawet wspólnych analiz. Szachy to przede wszystkim turnieje i bez tego zawsze jest ciężko.

Podsumowanie

Aspekty, które wymieniłem, mają moim zdaniem znaczny wpływ na wygląd naszej czołówki. Na pewno nie są to wszystkie – chociażby sprawa trenowania warta jest przecież wielu opracowań ( na ten temat napiszę zapewne inny artykuł). Jednak wydaje mi się, że nawet najlepiej opracowane metody treningowe niewiele dadzą jeśli zawodnicy nie będą mieli odpowiedniego podejścia, motywacji finansowej, dobrych turniejów i najlepszych wzorców. To wszystko jest ze sobą połączone i o wszystko trzeba dbać. Mam nadzieję, że eksplozja talentu Radka Wojtaszka sporo zmieni. Już stworzył się wokół Radka WOJTASZEK CRACOVIA TEAM, co jest czytelnym sygnałem ekonomicznym. Radek jest i będzie także wzorcem dla innych.  Można się spierać czy Wojaszek jest zawodnikiem czołówki światowej (moim zdaniem jest), ale jedno jest pewne – zna od szachy przez duże „S” od podszewki i swoje doświadczenia może przekazywać następcom – chociażby Darkowi Świerczowi.

Zobaczymy czy to wszystko ruszy i czy doczekamy się w Polsce prawdziwych gwiazd, których siły nikt podważać nie będzie.

 

Dzisiaj wpis nieco krótszy, mam nadzieję, że bardziej „zjadliwy” dzięki temu. Jak zwykle zachęcam do komentowania! Niestety, skoro tym razem tekst spokojniejszy to i o komentarze trudniej. Niech żyją kontrowersje!

14 KOMENTARZE

  1. A dlaczego mielibyśmy mieć gracza ścisłej czołówki? Przecież to jest wyścig. Miejsc jest raptem kilka. A co najmniej paręnaście państw odjeżdża nam bardzo jeśli chodzi o popularność szachów, ilość profesjonalnych graczy, pieniądze, zaangażowanie, … Nawet ewentualna znaczna poprawa dużo by w tych proporcjach nie zmieniła.

    Super-GM w Polsce to byłby raczej ewenement, efekt pojawienia się unikalnego talentu wspartego sporą paczką szczęścia, coś jak Carlsen w Norwegii. Akurat trafił się nam ktoś taki w skokach narciarskich a nie w szachach…

  2. Chętnie przeczytałbym to opracowanie na temat trenowania. Niby wszyscy wiemy z grubsza jak, ale metodyka stosowana przez mistrzów robi tu dużą różnicę.

  3. „Z perspektywy lat zaskakuje mnie to, bo z tego co mi wiadomo najlepsi szachiści w czasach PRL żyli całkiem nieźle, mieli okazję rywalizować z niezłymi zawodnikami, ale postępów nie robili.”

    W ramach hobby szachowego przeglądam sobie stare roczniki miesięcznika „szachy” z lat 70-tych ubiegłego wieku. Można wywnioskować, że Polacy startowali w liczbie 1-2 zawodników w kilkunastu turniejach zagranicznych rocznie. Po kilku polskich zawodników startowało w dwóch międzynarodowych turniejach rozgrywanych w Polsce. Co dwa lata olimpiada szachowa. I to wszystko, jeśli chodzi o kontakt polskich zawodników z zawodnikami zagranicznymi. O partiach naszych szachistów z czołówką światową można pisać w skali kilku/nastu/dziesięciu partii w całej powojennej szachowej historii. Owszem, prawdopodobnie czołówka polska (pewnie z 5 pierwszych zawodników) żyła sobie nieźle, ale raczej to się nie wiązało z dużymi możliwościami podwyższania poziomu na tle międzynarodowym, już prędzej z promowaniem wiodącej partii na różnych prowincjonalnych imprezach, symultanach itp.

  4. Ciekawy artykuł i zaczynam się zastanawiać, czy nie postawić tylko na szachy, choć mam dopiero (albo aż) 13 lat. Czekam też na wpis o metodach treningu, bo myślę, że bardzo mi się przyda.

  5. Żeby doszło do takiej sytuacji, w której bedziemy mogli się pochwalić niejednym super arcymistrzem, musimy jeszcze przejść dość długą drogę, ale nie jest to rzecz nieosiągalna. Aby to mogło się ziścić, potrzebna jest atmosfera intelektualnego „fermentu”, taka, jaka istnieje w prawie każdym większym mieście Federacji Rosyjskiej. Tam prowadzone są spory o kształt szkolenia oraz wiele innych spraw, ale nie w taki sposób jak u nas i nie na takim poziomie. Z zażenowaniem śledziłem ten ostatni spór (jak coś nie da się czytać zamykam jedno oko i czytam jednym. Tak, tak! Tekst może odrzucać fizycznie!) i zatrzymałem się gdzieś na etapie tajemnicy korespondencji prywatnej (sic!). Gdy tak, dla higieny psychicznej, zaglądam powiedzmy, na ChessPro i czytam te wspaniałe felietony i relacje, patrzę na analizy, to widzę ile nas dzieli od tego poziomu. Gdy Pan Kledzik napisał mi,że nie ma żadnego związku ze sprawą kondycji naszych szachów fakt, że byliśmy państwem satelickim i dopiero od niedawna funkcjonujemy niezależnie, to nie wziął pod uwagę tego, że w Rosji ów „ferment”, ta atmosfera sukcesu, istniała dziesiątki lat. Aby dojść do wielkich sukcesów musimy w tamtym kierunku spoglądać, stamtąd brać przykład: jak prowadzić wspaniałe intelektualne spory o szachy, jak polskie szachy skutecznie rozwijać i … jak szanować swoich ideowych przeciwników.

  6. Wielu Polskich szachistów m.in. i Pan Panie Mateuszu jeste zbyt skromnych , ale to oczywiscie jest zaletą i walorem , i tak tez jest odbierane. Ale prosze spojrzeć na szachy w Polsce przez
    pryzmat innych dyscyplin sportowych . Nie problem lezy , jak jest w innych krajach. Tylko jak jest w Polsce . Jak Pan to napisał , nie mamy gwiazd szachowych w Polsce , ale własnie te „niegwiazdy ” polskich szachów osiagają wielkie sukcesy za granicą , indywidualnie jak i druzynowo. Piszę tu oczywiście o przestrzeni powiedzmy ostatnich 20lat . Proszę znaleść inną dyscyplinę sportu z takimi sukcesami jak szchiści i żeby nie obrażić nikogo oczywiście brydżyści . Ja znalazłem dwie indywidualności ostatnich 20 lat . Chodziaż – KORZENIOWSKI i skoczek narciarski – MAŁYSZ. I………………… koniec. I teraz prosze porównać rozgłos marketingowo reklamowy tych dyscyplin w porównaniu z szachami . I taka konkluzja na zakończenie . Gdyby szachy były medialne i dobrze reklamowane to gwiazdami szachowymi w Polsce było by wielu szachistów . m.in. i Pan .

  7. Tak , może masz i rację . Ale spójrzmy na problem z innej strony . Ile wpompowano pieniędzy w kadry w/w reprezentacji ? i jak na wielką skalę na sukcesy przedłożyły sie media różnego typu. W Polsce niestety tak juz jest . Że nie trzeba być gwiazdą , żeby być wielkim sportowcem i nie trzeba być wielkim sportowcem , żeby być gwiazda . Na szczęście szachów sie to nie tyczy . Ale nie miał bym nic przeciwko temu , aby wszyscy polscy arcymistrzowie w Polsce zaczęli się pokazywać medialnie i opowiadać o naszym wspaniałym sporcie w kontekście osiąganych sukcesów.

  8. Wedłu mnie Matueszu jest sytuacja jeszcze bardziej skomplikowana. Mianowicie chodzi o to co podkreśla Krzysiek. Bez „kultury i atmosfery szachowej” (a w zasadzie nawet społeczności historyczno-szachowej) nie sposób jest mieć ów „ferment”.

    Wystarczy zrobić ankiete na skalę krajową i zobaczyć (zbadać) opinie, wiedzę i stereotypy na temat szachów i szachistów. W kraju byłego ZSRR (Rosja, Ukraina i inne mocarstwa szachowe) jest nie do pomyślenia, aby ktoś nie znał zasad królewskiej (!) gry. A u nas?

    Zadam pytania na które warto poszukać odpowiedzi, mianowicie: ile % naszego społeczeństwa
    1) zna zasady gry w szachy
    2) gra na poziomie 1600 lub wyżej
    3) potrafi wymienić 10 lub więcej korzyści związanych z nauką gry w szachy
    4) zna co najmniej 10 szkoleniowców szachowych (trenerzy, instruktorzy)
    5) jest dumnym z tego, że umie grać w szachy
    6) jest dumny z tego, że jest szachistą
    7) nie wstydzi się bycia szachistą
    8) z chęcią pomoże innym nauczyć się gry w szachy (przynajmniej podstaw)
    9) grywa w szachy (codziennie, raz w tygodniu, raz w miesiącu)
    10) regularnie trenuje
    11) stale publikuje treści o tematyce szachowej (blogi, strony szachowe, zadania, artykuły, książki)
    12) posiada odpowiednie narzędzia do treningu
    13) ma wystarczające umiejętności do obsługiwania najważniejszych narzędzi do treningu (bazy szachowe, silniki, programy analizujące, robienie diagramów, analiz)
    14) uczy się szachów w szkole albo placówkach kulturalno-oświatowych
    15) zachęca innych do grania w szachy
    16) prowadzi wykłady, przemówienia i promuje korzyści z nauczania (oraz gry) szachowego
    17) prowadzi badania, ankiety oraz publikuje i promuje wyniki w zakresie korzyści bycia szachistą oraz procesu edukowania szachowego (poprzez szachy)
    18) posiada w domu przynajmniej 1 komplet szachów
    19) regularnie czyta periodyki (czasopisma) szachowe
    20) regularnie kupuje lub publikuje materiały szachowe (książki, artykuły, bazy partii, itd.)
    21) jest instruktorem, szkoleniowcem lub trenerem szachowym albo działaczem czy sędzią
    22) regularnie szkoli się (kursy, szkolenia, seminaria), aby stale podnosić swoje kwalifikacje
    23) chwali oraz akceptuje wybór innych jako bycie szachistą – osobą o dobrej reputacji
    24) ma pozytywny wizerunek osoby, która zajmuje się szachami (bez względu na formę)
    25) świeci przykładem jeśli chodzi o bycie częścią społeczności szachowej (zawodnik, działacz, sędzia, publicysta, szkoleniowiec, trener)

    Szczere i dogłębne odpowiedzi na te pytania (a jest ich co najmniej dwa razy więcej, ale nie chce zostać zbanowany) powinno JASNO pokazać, że przepaść pomiędzy nami a czołówką światową (tu mam na myśli głównie kraje byłego ZSRR) nie jest tylko i wyłącznie spowodowana tymi czynnikami, które zostały przedstawione (oczywiście są jak najbardziej istotne, ale inne także graj niespoślednią rolę).

  9. Proszę o merytoryczna analizę z w/w ankiety ( co ona ma na celu ?) Tym bardziej , że części pytań kompletnie nie rozumiem .
    1) w celach statystycznych ? może sie przydać .
    2) dlaczego 1600 , a nie 1200 ?
    3) jeżeli ktoś zna zasady gry , ale nie trenował pod okiem instruktora , czy trenera to i tak nie wymieni.
    4) Tego kompletnie , nie rozumiem . Osobiście jako dorosły człowiek mam problem z wymienieniem 10 trenerów piłkarskich ( polskich ) a co dopiero szachowych . Dla zawodników klubu ważne jest z kim obecnie pracują . A ten kto pracował z wieloma trenerami to będzie pamiętał wiecej.
    5) i 6) jedno pytanie wyklucza drugie , chociaż zależy jak zinterpretujemy samego szachistę .
    11) publikować treści o tematyce szachowej muszą osoby do tego przygotowane teoretycznie i merytorycznie , tak jak w innych dyscyplinach sportów . Jak ” 35 mln ” Polaków wie co to piłka nozna , to nie znaczy że kazdy może na jej temat pisać .
    12) i 13) rozumiem , że to pytanie do wąskiego grona instruktorów i trenerów ?
    15) , 16) , 17) również dla bardzo waskiego grona ludzi.
    18) komplet szachów może być w każdej rodzinie np. jako ozdobna pamiątka . A nie koniecznie jako narzedzie rozrywki.
    20), 21) i 22) trzeba policzyć zarejestrowanych instruktorów i trenerów
    23) , 24), 25) były zadane w innym kontekście

    Oczywiście nie mam na celu negowanie samego pomysły , ale uważam , że jak na ankietę ogólnopolska pytania nie sa dla wszystkich .

    PS. Być może nie jest tak źle w porównaniu z innymi krajami , ale potrzeba w Polsce szumu medialnego , żeby ludzie zobaczyli siłę polskich szachów , a co za tym idzie większe zainteresowanie sama gra . Bo w telewizji wola pokazać kolejna porażke polskich piłkarzy ze słabym zespołem i zrobić z tego sensacje niż osiągnięcia polskich szchistów na arenie międzynarodowej .

  10. Zgodnie z zasadami popytu i podaży.
    Piłka nożna, nawet jeśli są to nasze klęski w tej dziedzinie, interesuje 10 milionów telewidzów. Szachy, nawet jeśli są opisywane nasze sukcesy – może 50 tysięcy. Oczywiście jeśli Polak zostanie mistrzem świata, to oglądalność podskoczy gwałtownie – a więc i zwiększy się ilość poświęcanego szachom czasu w mediach. Z całym szacunkiem i dla naszych złotych Pań i dla Mistrza Europy Bartłomieja Maciei i dla Radosława Wojtaszka – szachowego Małysza jeszcze się nie doczekaliśmy. I dopóki się nie doczekamy, to jakkolwiek medialne działania PZSzach pomagają, szachy nie wzbudzą zainteresowania mas.
    I nic dziwnego – w odróżnieniu od piłki nożnej szachy to nie jest gra masowa, a gra królewska, nie każdy może i nie każdy powinien się do niej zabierać.

  11. Tak tylko zastanawiajace jest to , czym spowodowana jest taka mentalnosć Polaków . Kibice wszystkich dyscyplin sportowych w Polsce głodni sukcesu brną w otchłań niepowodzeń polskich sportowców ( niewszystkich oczywiście ) A tam gdzie faktycznie polacy odnoszą sukcesy to nie ma nikogo . W tym wątku zadałem pytanie , odnoście ostatnich 20 lat w polskim sporcie , chodzi mi oczywiście o sportowców dwudziestolecia . Znalazłem dwuch . A jednak ludzie ogladaja to ( co w gruncie rzeczy jest im to pokazywane ) czyli ogólna porażka polskiego sportu. Oczywiście sa wyjatki , ale celowo podkreśliłem okres 20 lat . I teraz proszę porównać to z sukcesami szachistów ( i zawsze bedę podkreślał brydzystów , bo mamy jednych z najlepszych na swiecie) . Czyli jak sie ludziom tego nie pokazuje to i oddźwieku nie ma . Tu nie chodzi , żeby 10mln kibicu przyszło do hali rozgrywania MP , bo to nie o to chodzi . Ale im więcej ludzi bedzie wiedziało o sukcesach szachistów tym bardziej wzrośnie zainteresowanie tym sportem .

Comments are closed.