Majówka pełna emocji i kolejne typy

Nie zamierzam się rozpisywać o szczegółach głównych wydarzeń minionych kilku dni – o tym można będzie przeczytać w kolejnym numerze czasopisma Mat. Jednak nie wspomnieć o pierwszym zjeździe Ekstraligi oraz pierwszej rundzie meczów pretendenckich także nie mogę!

 

Trzy pierwsze rundy, tak jak napisałem na stronie Ekstraligi, mogły praktycznie rozstrzygnąć losy tytułu. Wszystko za sprawą kojarzeń, bo WASKO HetMaN (tak, właśnie taka jest pisownia nazwy tego klubu – HMN, to skrót od Huty Metali Nieżelaznych) Szopienice Katowice w trzech pierwszych meczach aż dwa razy mierzył się z ubiegłorocznymi medalistami. I z tymi drużynami, czyli z moją Polonią Wrocław oraz z Pasjonatem Dankowice Szopienice wygrały. Oba mecze zasłużenie, oba mecze pewnie, jak na prawdziwego mistrza przystało. Żeby jednak było ciekawiej, katowiczanie zachowali się w stylu Janosika i oddali punkcik Odrodzeniu Kożuchów, z którym zremisowali (szczęśliwie!) wszystkie partie. Więcej o poczynaniach swoich i swojej drużyny pisze na swojej stronie Bartosz Soćko.

Dzięki tej stracie punktowej WASKO musi jeszcze popracować. Meczem o mistrzostwo będzie pojedynek z Polonią PGNiG Warszawa w siódmej rundzie. Warszawska drużyna, która w tej chwili dzieli pierwsze miejsce, także liczy się w walce o mistrzostwo – zremisowała jedynie z Pasjonatem, wygrywając dwa pozostałe mecze. Przed meczem z WASKO warszawiacy grają jeszcze z imienniczką z Wrocławia – wygrana da im pewny medal, porażka sprawi, że WASKO będzie bezpieczne.

Dość nieoczekiwanie do walki o medale włączyła się ekipa z Grudziądza. Rotmistrz Twoja Szkoła minimalnie wypunktował Drakona i Odrodzenie, a także zremisował z Polonią Wrocław. Mecz ten był chyba najbardziej emocjonującym pojedynkiem wrocławskiego zjazdu – wynik 3-3 był raczej sprawiedliwy, ale szala przechylała się to w jedną to w drugą stronę kilka razy. Skończyło się tym, że aż dwie partie zakończyły się trzykrotnym powtórzeniem pozycji, z czego poloniści zadowoleni nie byli – przynajmniej raz ta pomyłka kosztowała nas cały punkt!

Moja drużyna, pierwszych trzech rund do udanych zaliczyć nie może. 1,5-4,5 z WASKO to naprawdę przykra porażka, zwłaszcza że zasłużona. Co prawda, po mniej więcej 1,5 godzinie gry nic nie zwiastowało problemów – tylko ja stałem gorzej, pozostali mieli pozycje dobre lub lepsze, ale na koniec przegraliśmy aż trzy z tych partii, chociaż ja jakoś uciekłem Bartoszowi Soćce. Ta porażka, a także wspomniany remis sprawiają, że o złoto już raczej nie powalczymy, ale o medal nie tylko możemy, ale powinniśmy się starać aż do ostatniej partii.

Więcej niespodzianek, przynajmniej dla mnie, przyniosły rozgrywki pretendentów w Kazaniu. Tego, że odpadnie Topałow w ogóle nie brałem pod uwagę. Cztery partie meczu z Kamskim pokazały jednak, że Bułgar stracił formę. Przygotowany był nieźle (białymi zaprezentował całkiem ciekawe pomysły), momentami grał bardzo dobrze, ale jednak nie tak jak nas do tego przyzwyczaił. Szczytem jego nieporadności była końcówka czwartej partii. Wcześniej Topałow grał na wysokim poziomie i rozłożył rywala na łopatki. W wygranej pozycji pozwolił jednak uciec Amerykaninowi na remis i tym samym odpadł z walki o szachowy tron. Czy Topałow zdoła się jeszcze podnieść? Wygląda na to, że po przegranej z Anandem wpadł w kryzys i to całkiem poważny. Gratulacje dla Alekrotha, który przewidział wygraną Kamskiego!

Przeciwnikiem Kamskiego w tej fazie zawodów będzie Gelfand, który łatwo rozprawił się z Mamedjarowem. Najstarszy zawodnik cyklu (43 lata!) był lepiej przygotowany, co wielkim zaskoczeniem nie było – nie od dziś wiadomo, że ma solidny sztab współpracowników złożony z rodaków (m.in. Huzman czy Rodshtein). Mamedjarow, który w Kazaniu współpracował z Ubilavą ( były trener/sekundant Ananda) oraz Raufem Mamedowem, z zadaniem sobie nie poradził. Wynik 2,5-1,5, jedyny jaki udało mi się dokładnie przewidzieć, był absolutnie zasłużony, choć mógł być wyższy. Gelfand znany jest jednak ze swojego pragmatyzmu i spokojnie dążył do wyznaczonego celu jakim był awans do 1/2.

W drugiej części drabinki było nieco (jednocześnie!) ciekawiej i nudniej! Wszystkie partie tempem klasycznym w meczach Aronian-Griszczuk oraz Kramnik-Radżabow zakończyły się remisami. O ile w pojedynkach pierwszej pary działo się niemało, to w drugiej nie działo się zupełnie nic.
Aronian, przez wielu uważany za faworyta cyklu, odpadł już na pierwszej przeszkodzie. Na pewno ogromny wpływ na losy meczu miała pierwsza partia, w której Ormianin bardzo pewnie wypunktował rywala i… podobnie jak Topałow w ostatniej partii z Kamskim wypuścił wygraną pozycję. Ok, miał dwie minuty na zegarze; ok, trzeba było policzyć kilka wariantów, ale to jest gość o rankingu 2800 i wyjątkowych umiejętnościach.
Swoje szanse miał też Aronian w trzeciej partii, ale i ona zakończyła się podziałem punktu. Partie czarnym kolorem były bezbarwne – Griszczuk (który miał całkiem niezły sztab: Swidler, Bacrot, Riazancew), nie uzyskiwał nic, co mógłby zamienić na punkty. Z drugiej strony, to mogła być taktyka meczowa – gra na dogrywki.
Tutaj działo się bardzo, bardzo wiele. W pierwszej partii rapidów Aronian przegrał białymi praktycznie bez gry. Żeby było śmieszniej, w rewanżu, także bez gry wygrał. Wydawało się, że Levon wrócił na dobrą drogę i wygra także w trzeciej partii. Miał czystego piona więcej! Griszczuk, nie po raz pierwszy w tym meczu, bronił się jednak bardzo dobrze i – nie bez pomocy rywala – zremisował. W ostatniej partii także spodziewałem się podziału punktów i blitzów, a tutaj Griszczuk rozegrał bardzo dobrą partię i w spokojnej linii, uznawanej za dobrą dla czarnych, wypunktował swojego rywala. Szok!

Bez wątpienia Griszczuk zasłużył na awans, bo walczył bardzo dzielnie, ale… i tak większe wrażenie robiła gra (i przygotowanie) Aroniana. Zabrakło jednak wykończenie wygranych/lepszych pozycji. Być może wpływ na formę Ormianina miało zdrowie – na transmisji video było widać, że co i rusz kasłał.

Rywalem Griszczuk będzie Kramnik, który stoczył z Radżabowem pojedynek prawdziwych nudziarzy. Żeby doczekać się jakichkolwiek emocji musieliśmy najpierw obejrzeć osiem remisów – najpierw cztery w szachy klasyczne, potem cztery w szachy szybkie. Wszystkie partie były pozbawione jakiegokolwiek ryzyka. W przypadku Kramnika to typowe, Radżabow zaś postanowił nie igrać z losem – słusznie. W swoich przewidywaniach stawiałem, że Kramnik wygra 3-1, ale nie przewidziałem tego, że Azer w końcu zmieni Królewsko-Indyjską na coś innego.
Blitz, na całe szczęście, był już żywszy. Formuła była taka, że przy tempie 5+3 gramy dwie partie (maksymalnie pięć razy) a potem Armageddon. Pierwszą partię białymi wygrał Radżabow i był już bardzo bliski awansu. W rewanżu wpadł czarnymi w gorszą pozycję, ale Kramnik nie realizował przewagi zbyt dobrze i powstała remisowa końcówka. Kiedy obaj zawodnicy mieli po ok. 15 sekund nagle… nawalił zegar! Przerwa (w blitzowej partii!) trwała ok. 5-10 minut, a po niej… Radżabow przegrał w 10 posunięć tracąc najpierw jednego, potem drugiego piona. Zwolennicy teorii spiskowych mogą teraz sobie poużywać – Rosjanin, gra w Rosji, w kluczowym momencie psuje się zegar…
Po tym dziwnym epizodzie Radżabow się już nie podniósł i zasłużenie przegrał kolejną porcję dwóch blitzów.

Co ciekawe, a co możemy zaobserwować na tym zdjęciu wygrali wszyscy „czerwoni” zawodnicy z plakatu przygotowanego przez organizatorów. Podejrzane…!

A teraz znowu zabawię się z „eksperta”. W pierwszej rundzie wyszło mi to kiepsko, ale teraz postaram się lepiej przewidzieć wyniki.

Griszczuk – Kramnik

Derby Rosji będą wyjątkowo ciekawe, także z uwagi na to, że obaj zawodnicy mają w swoich sztabach rodaków: Swidler oraz Riazancew u Griszczuka, a u Kramnika Karjakin. W Kazaniu jest także Denis Chismatullin, ale nie wiadomo komu pomaga. Wygląda zatem, że batalia będzie ostra.

Czego się spodziewać po meczu? Dogrywki…! Wszystkie klasyczne partie tych zawodników, a było ich jedynie… sześć (dziwne jak na dwóch czołowych zawodników jednego kraju i czołowych zawodników świata) zakończyły się remisami. Sądzę, że kolejne cztery także się tak zakończą. Stawiam zatem na 2-2 i na wygraną … raz, dwa, trzy… Griszczuka w dogrywkach!

Mój typ: 2-2, dogrywki wygra Griszczuk

Gelfand – Kamsky

W starciu dwóch weteranów (Gelfand ur. 1968, Kamsky ur. 1974), którzy wygrywali Puchar Świata ciężko wskazać faworyta. Każdy ma swoje zalety, które mogą przesądzić o wyniku meczu. Jeśli mam na kogoś postawić, to na Gelfanda – wygrał dużo bardziej pewnie niż Kamsky (nawet biorąc pod uwagę klasę rywala). Ale za zawodnikiem z Izraela przemawiają także liczby – z 24 partii, które zawodnicy Ci rozegrali Borys wygrał 6, Gata 3, a 15 zakończyło się remisami. Co więcej, w finałowym meczu pretendenckim W Eliście o prawo gry w turnieju o mistrzostwo świata w San Luis Gelfand pokonał Kamskiego 3,5-1,5 (mecz miał mieć 6 partii, ale skończył się przed czasem). To co nieco mówi o tym, że Kamskiego z Gelfandem gra się ciężko. Największym problemem Amerykanina będzie biały kolor – mecz z Topałowem pokazał, że Gata nie ma większych pomysłów, a z Gelfandem lepiej nie będzie. Myślę, że największe szanse mistrz USA może mieć w dogrywce, ale nie sądzę by do niej dotrwał.

Mój typ: 2,5-1,5 dla Gelfanda

 

Jak zwykle zachęcam do komentarzy!

4 komentarze

  • Gaju
    10 maja 2011 - 08:31 | Permalink

    Moja żona trafnie przewidziała wszystkie wyniki 1/4-ej(!) Ponieważ jednak jednoczesna wygrana Kamskiego i Griszczuka nie mieściła mi się w głowie, czujnie powstrzymałem ją od obstawienia:) Pojedynek Kramnika z Radjabowem był najnudniejszym, jaki w życiu obserwowałem. Obydwaj przygotowali w zasadzie to samo (paskudną wersję Nieprzyjętego Gambitu Hetmańskiego), dość pewnie wyrównywali po debiucie i z samej gry niewiele można było powiedzieć o dyspozycji jednego czy drugiego. Zaczynam się zastanawiać nad premiowaniem zwycięstw czarnymi…

  • chessfan
    10 maja 2011 - 13:22 | Permalink

    Przerzuciłeś się na statystykę w przewidywaniach?
    Griszczuk jakoś mnie nie przekonuje póki co, ale Kramnik też nie zaszalał w poprzednim meczu… w sumie zgadzam się z typami autora.

  • 10 maja 2011 - 20:03 | Permalink

    Ale, że Aronian odpadł?! To był mój faworyt 🙁
    A z tymi zegarami to już tak jest. Pamiętam, że ten model szwankował przy bulletach dokładnie tak samo – też się w pewnym momencie zerował.
    W półfinałach liczę na Kramnika i Gelfanda.

  • 11 maja 2011 - 17:38 | Permalink

    Ciekawe komentarze! Mnie także zdziwiło, że odpadli Topałow z Aronianem. Jednak szachy są nieprzewidywalne. 😉

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *