Mentorskie zaszczyty

Ostatnio nieco przycichłem, ale już zbierałem się do nadrobienia zaległości na blogu. Chociaż miałem kilka pomysłów na temat, to jednak ostatecznie materiał na artykuł przyszedł do mnie sam – chociaż już wcześniej miałem pewną  myśl, by nim się zająć!

 

Zakładając mojego bloga nie miałem zamiaru pisać o konkretnych osobach, a jeśli już pisać to raczej o pozytywnych przykładach. Pewne rzeczy stają się z czasem nieuniknione, tak jest i tym razem, choć szybciej niż się spodziewałem…

Jerzy Konikowski o mnie

Nie spodziewałem się tego, ale w bardzo krótkim czasie mój blog został dostrzeżony. I to nie przez byle kogo, bo przez samego Jerzego Konikowskiego! Takiego zaszczytu się nie spodziewałem w najśmielszych marzeniach. Pan Jerzy poświęcił mojej osobie cały artykuł na swoim blogu! Zaskoczony byłem nie tylko samym faktem napisania kilku zdań o mojej osobie, ale także troską jaką p. Konikowski przejawia wobec moich wyników, a także czasu, który poświęcam na trening. Pan Jerzy jest zaniepokojony moimi rezultatami, zapewne słusznie, bo mi się także one nie podobają. Ciężko mi jednak będzie spełnić oczekiwania naszego eksperta, skoro nawet 7/9 na ostatniej Olimpiadzie go nie zadowala. Do końca też nie rozumiem, dlaczego p. Jerzy napisał

Natomiast jedyna partia z silniejszym rankingowo przeciwnikiem zakończyła się porażką.

, skoro z takimi zawodnikami zrobiłem 1,5 z 3.  Zakładam, że to przypadek, a nie brak obiektywizmu. Mimo wszystko dziękuję za troskę i obiecuję poprawę. Będę się starał, panie Jerzy, o lepsze wyniki, ale bez kilku porad pewnie się nie obejdzie.

Pan Jerzy uznał także za stosowne, by zabrać głos w sprawie mojego wpisu dotyczącego narzekania. Przy okazji przytoczył także dwie opinie (w tym jedną opinię p. Kledzika, którego określa swoim współpracownikiem) spośród kilku. Mam wrażenie, że nie do końca odzwierciedlały one ogólny odbiór czytających, ale z pewnością p. Konikowski nie chciał na swojej stronie wprowadzić Czytelników w błąd, więc może pozostałych komentarzy po prostu nie dostrzegł lub uznał, że inni nie są godni cytowania. Zmartwiło mnie jednak to, że p. Jerzy zupełnie nie zrozumiał tego, co miałem do przekazania. No, chyba, że opozycją nazywać będziemy grono nic nie robiących narzekaczy, których solą w oku są dokonania innych – to zwracam honor.

Zaszczytom jednak końca nie było! Poczułem się jeszcze bardziej doceniony, gdy p. Konikowski przyznał mi tytuł „Nowego Mentora Polskich Szachów”. Niestety, nie czuję się godny przyjęcia tego tytułu wprost z rąk jego obecnego posiadacza. Staram się zabierać głos, ale jednocześnie nie chciałbym wygłaszać kategorycznych sądów i opinii. Nie udźwignąłbym tak wielkiej odpowiedzialności na swoich młodych jeszcze barkach. W końcu trzeba mieć wiele mądrości życiowej, by pouczać każdego. Nie potrafię tego.

Jerzy Konikowski radzi – na jakiej podstawie?

Pan Jerzy zaś pouczać potrafi wyjątkowo dobrze. Przyznam się – śledzę stronę p. Jerzego od pewnego czasu (tym większa jest rozpierająca me serce duma, że się tam znalazłem!) i z otwartymi ustami chłonę kolejne uwagi. Z niecierpliwością czekam, aż znajdą się tam porady dla mnie. Ah, przepraszam! Jedna już się znalazła – p. Konikowski uznał, że mam problemy z pamięcią (bo nie pamiętałem naszej rozmowy, która ponoć miała miejsce w okolicach 1998 roku).

Póki co jednak muszę się skupić na uwagach dotyczących innych. Uwag tych jest tak dużo, że muszę je streścić. By ująć to krótko ( i to pozwolę sobie przejść na ton nieco poważniejszy) – nie bardzo rozumiem na jakiej podstawie p. Konikowski pozwala sobie pouczać innych trenerów (i zawodników).

Ktoś powie – przecież to znakomity trener!. Być może. Jednak zawsze sądziłem, że za trenerem przemawiają wyniki jego zawodników. Ilu zatem medalistów mistrzostw świata czy Europy wychował ten trener? Ilu wychował arcymistrzów? Obawiam się, że liczba ta bliska jest zeru.

Jak to? A choćby Wojtaszek? – oburzeni zakrzykną niektórzy Czytelnicy. Fakt – taka współpraca miała miejsce. Fakt – p. Jerzy zachował się naprawdę wspaniale (proszę nie doszukiwać się tutaj ironii), oferując pomoc zdolnemu juniorowi z małej miejscowości. Niestety, na tym chyba sprawę zamknąć należy. Nie wiem jak wyglądała ta współpraca, ale obawiam się, że Radek wiele więcej niż materiały z firmy ChessBase nie otrzymał. Fakt – materiały fajne, ale chyba nie świadczą jeszcze o klasie trenera. Jerzemu Konikowskiemu – zwłaszcza gdy Radek został czołowym zawodnikiem świata – bardzo zależało na upublicznieniu szczegółów współpracy z Wojtaszkiem.

Opublikował on nawet na swojej stronie (też polecam, mocna rzecz) swoją korespondencję z Radkiem, nie informując o tym naszego czołowego szachisty! Mnie zawsze uczono, że istnieje coś takiego jak tajemnica korespondencji i na miejscu Radka… no cóż, nie puściłbym tego płazem… Zakończenie współpracy – zdaniem p. Konikowskiego – zostało wymuszone przez bliżej nie sprecyzowane środowisko. Ciekawe, czyżby p. Konikowski zakładał, że Radek nie miał własnej woli? Czy lepiej oceniał pomoc szkoleniową jako dwunastolatek, czy lepiej jak już miał szesnaście lat? Sądzę, że mając już 2400 i wiek jak na szachistę dojrzały wiedział co dla niego dobre…

Mniejsza jednak o listy i zakończenie pracy – współpraca była i nikt jej nie neguje. Jakie były jej efekty? Nie mnie osądzać, ale na pewno znaczącym jest fakt tego, że w ostatnim numerze Mata wśród trenerów, którzy najbardziej mu pomogli w karierze Wojtaszek wymienił Mariana Wodzisławskiego oraz Artura Jakubca. Jerzego Konikowskiego między nimi nie wymienił. Czy to także czyjaś sprawka? Myślę zatem, że używanie nazwiska Wojtaszka jak miecza, by przebić się do głów środowiska szachowego jest nieco dziwne. Sukces – a wyniki Radka jako całokształt to osiągnięcie bez wątpienia – ma jednak wielu ojców i każdy by się z chęcią pod nim podpisał!

Jerzy Konikowski polemizuje

P. Konikowski na swojej stronie publikuje także różnego rodzaju „polemiki”. Oto co napisał w odpowiedzi na zarzuty „że nie ma kwalifikacji, do zajmowania się zawodnikami powyżej rankingu 2300” :

Na koniec jeszcze małe wyjaśnienie. Gdy tylko opublikuję coś polemicznego na temat polskich szachów, to natychmiast gromada „dyskutantów” obraża mnie na różnych forach ze stwierdzeniem, że nie mam prawa do krytyki, ponieważ nie mam do tego żadnych kwalifikacji. Przypominam, że moi podopieczni zdobywali tytuły mistrzów Polski juniorów i seniorów, reprezentowali Polskę na olimpiadach szachowych. Sam posiadam jako trener brązowy medal olimpijski w kategorii kobiet (Malta 1980). Podobnie w Niemczech niektórzy moi podopieczni zdobywali tytuły mistrzów kraju i bronili barwy tego kraju na olimpiadach. Posiadam I klasę trenerską, nadaną mi przez Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu (2003) oraz najwyższą licencję trenerską w Niemczech, którą mi nadała Niemiecka Federacja Sportu. W latach 80-tych minionego wieku miałem jako zawodnik przez kilka sezonów ranking 2400, co odpowiada obecnemu 2500. Nie otrzymałem tytułu mistrza FIDE, lecz wywalczyłem go w dwóch turniejach międzynarodowych w Dortmundzie (1981 i 1982). Obecnie za takie wyniki otrzymuje się tytuł mistrza międzynarodowego. Opublikowałem wiele artykułów o treści szkoleniowej i książek, co można obejrzeć na mojej witrynie w zakładce „Publikacje”. Mam więc wystarczające kwalifikacje, aby ocenić siłę gry polskich szachistów i udzielać rad!

No cóż, mnie ten fragment – napisany przez p. Jerzego – nie przekonał. Żadnych nazwisk, żadnych tytułów, same ogólniki. Na pewno, wiele osób skorzystało na pracy z Jerzym Konikowskim, ale czy to byli arcymistrzowie, mistrzowie międzynarodowi? Czy jego wychowankowie grają obecnie w szachy, czy też osiągali sukcesy trzydzieści lat temu? Bo szachy przez ostatnie dekady nieco się zmieniły… Poza Radkiem ( i Naiditschem, z którym p. Konikowski przepracował – jak sam pisze – rok, kiedy Niemiec miał 12 lat i (z tego co wiem) bardziej uznaje się za ucznia Adriana Michalczyszyna) nie znam żadnych zawodników, którzy mieli kontakty (bo raczej nie mogę powiedzieć – wyszkolonych) z tym trenerem.

Dziwią mnie zatem ciągłe uwagi dotyczące czy to niezłych arcymistrzów (Darek Świercz, a nawet – uwaga! – pouczany był ostatnio Radek Wojtaszek!), czy to trenerów, którzy osiągnęli znacznie więcej niż p. Konikowski. Marek Matlak, Ryszard Bernard czy ostatnio Oleksandr Sulypa. Na pewno szkoleniowcy Ci mają lepsze i gorsze strony. Osiągnięć – i to znacznie większych od p. Jerzego – odmówić im jednak nie można. Okazuje się jednak, że p. Jerzy zna rozwiązanie wszystkich problemów dotyczących szkolenia zawodników czy organizacji szkolenia w Akademii. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie. Niestety, ja wielu rzeczy – pewnie dlatego, że nie jestem trenerem – nie rozumiem. Kilka przykładów, które nie dają mi spokoju: Jak Polak żyjący (i szkolący) w Niemczech, może z niechęcią patrzeć na zagranicznych trenerów w Polsce? Czy Niemcy mają prawo do treningów z Polakiem, a Polacy nie mają prawa do treningów, np. z Ukraińcem? Dlaczego Darek Świercz powinien – wg p. Jerzego – grać w ważnych turniejach wyłącznie 1.e4, podczas gdy wcześniej Radkowi Wojtaszkowi (będącemu na podobnym etapie kariery) p. Jerzy zalecał rozszerzanie repertuaru. Na jakiej podstawie p. Jerzy – nie mając żadnego kontaktu z Darkiem – ocenia, że ktoś (tutaj pojawia się np. sugestia Piotra Murdzi – również dobrze można zapytać czy to nie sprawka Michaela Jordana) poza nim samym ma wpływ na jego debiutowe wybory? Podobnych wątpliwości mam bardzo wiele i zupełnie nie rozumiem na jakiej podstawie Jerzy Konikowski wygłasza swoje zdecydowane opinie. Pół biedy jednak, gdy p. Jerzy swoje opinie trzyma dla siebie, nawet kiedy je publikuje. Gorzej, gdy na siłę próbuje zainteresować nimi innych.

Jerzy Konikowski o Polskim Związku Szachowym

Co ciekawe, z dalekiego Dortmundu, p. Konikowski ocenia także działania Polskiego Związku Szachowego. W swoich licznych wpisach oczerniał już różne osoby, w tym Piotra Murdzię, obecnego Szefa Wyszkolenia. Trzeba mieć naprawdę wiele tupetu ( a tego p. Jerzemu nie brakuje – w wielu miejscach możemy natknąć się na teksty typu „X. się ZE MNĄ nie spotkał”, „X. nie znalazł DLA MNIE czasu”, „X. nie raczył MI odpowiedzieć”…) , by siedząc za granicą i mając informacje w najlepszym razie od osób trzecich (i zapewne średnio obiektywnych), atakować osoby wykonujące wielką i dobrą robotę. O Piotrze być może jeszcze napiszę, ale w kilku zdaniach – obecny Szef Wyszkolenia zasuwa bez wytchnienia, zostając po godzinach prawie każdego dnia. Jako zapłatę za swoje działania otrzymuje „miłe słowa” od takich ludzi jak p. Konikowski, który tak naprawdę nie ma zielonego pojęcia o tym, co dzieje się w kraju.

To samo tyczy się pouczania obecnego prezesa PZSzach, Tomasza Sielickiego. To, że mamy takiego prezesa i taki Zarząd, to wyjątkowy uśmiech losu. Naprawdę nie jestem w stanie pojąć jak osoba, która dobrze życzy polskim szachom (nie sobie, nie swoim ambicjom, nie swoim interesom, ale właśnie interesowi całej dyscypliny) może tego nie dostrzegać. Przyszedł człowiek, który kocha szachy, który umie tchnąć życie w skostniały od lat organizm, przy którym coś zaczyna się kręcić. Zamiast radzić, a takich specjalistów jest bez liku, lepiej zapytać się jak pomóc. Zamiast krytykować, lepiej dostrzec to co jest dobre. Dziwne, że tak wielu ludzie tego nie rozumie.

Podsumowanie

Żeby było jednak jasne,  Pan Jerzy Konikowski nie jest osobą, której zdanie nic nie znaczy. Autor wielu książek i doświadczony szkoleniowiec na pewno ma sporo interesujących przemyśleń. Jednak ciągłe stanie na stanowisku „Ja wiem lepiej” jest nie tylko mocno nieuzasadnione, ale też śmieszne. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że p. Jerzy jest święcie przekonany o swojej nieomylności, a najlżejsze przejawy wątpliwości co do tego faktu, traktuje atakiem na swoich „oponentów”. Każdy, kto nie uzna za stosowne wysłuchać i zaakceptować racji p. Konikowskiego szybko jest oczerniany na stronie trenera z Zagłębia Ruhry. Skoro p. Jerzy tak śmiało wszystkich poucza, to i ja spróbuję swoich sił. W końcu „mentorem” zostałem na wyrost, więc muszę się wprawiać. Radzę zatem p. Jerzemu by nie rozmieniał na drobne swojego niemałego autorytetu  regularnymi tyradami na rozmaite osoby, a po prostu robił to w czym, jak sam uważa, jest bardzo dobry – szkolił juniorów. Nic tak nie jest potrzebne polskim szachom jak silni zawodnicy, a tych z pewnością, p. Jerzy jest w stanie wyszkolić. Zatem czekamy na arcymistrza spod ręki Jerzego Konikowskiego!

Aha, i na koniec. Wiem, że opublikowanie tego wpisu skończy się w jeden sposób – p. Konikowski podważać na swojej stronie każde moje słowo. Wiem, że zapewne powinienem milczeć – to najlepszy sposób na tych, którzy ciągle starają się być zauważeni. Ciężko mi jednak pogodzić się z tym, że wiele osób, które szanuję, jest regularnie atakowanych bądź dyskredytowanych przez p. Konikowskiego, zwłaszcza kiedy nie ma ku temu specjalnych przesłanek.
Oczywiście, ten wpis wiele nie zmieni. Pan Jerzy (podobnie jak grupa osób, z którymi „trzyma” – a co to za osoby łatwo zrozumieć czytając jego stronę bądź bloga) swojego stanowiska nie zmieni – w polskich szachach dzieje się coraz gorzej, cofamy się, koniec jest bliski… Cóż, można myśleć i tak, zaprzeczając widocznym faktom, ale jak już wspominałem trzeba naprawdę sporo złej woli… Dalej zapewne będą pojawiały się takie kwiatki jak ten:

Jest jeszcze wiele problemów do rozwiązania w polskich szachach i Tomasz Sielicki powinien być tego świadomy. W tym celu publikuję artykuły polemiczne, aby prezesowi PZSzach ułatwić ich poznanie, co może w przyszłości być pomocne w podejmowaniu mądrych decyzji, aby polskie szachy rosły w siłę. Ja mam ciągle nadzieję, że jeszcze doczekam chwili, gdy polski arcymistrz zagra w turnieju w Dortmundzie!

Tak – problemów nie brakuje. Tak – nie brakuje pomyłek. Ale ja jak zwykle zachęcę – zamiast pisać i doradzać proszę zacząć działać i dołożyć swoją cegiełkę! To apel nie tylko do p. Jerzego, ale także do wielu „wszechwiedzących”. Złotymi radami nie zdobędziemy szachowych szczytów -czy to sportowych czy organizacyjnych, a jedynie działaniem. Wydaje mi się, że się powtarzam, ale może tak trzeba?

To mój pierwszy i (mam nadzieję) ostatni wpis dotyczący p. Jerzego. Żadnej „wojny” nie będzie – poddaję się już na wstępie. Będzie mnie zapewne korciło, by odpowiadać na jakieś „polemiki” i zaczepki, ale postaram oprzeć się pokusie. Myślę, że tyle co napisałem wystarczy, bo móc powiedzieć klasyczne „jaki jest koń, każdy widzi”.

40 komentarzy

  • Uczeń Jerzego Konikowskiego
    25 maja 2011 - 19:29 | Permalink

    To bardzo nieładnie, że mistrz polski podważa kwalifikacje jednego z najlepszych trenerów ostatniej dekady. Jerzy Konikowski osiągnął jako trener najwięcej w powojennej historii polskich szachów. Trochę pokory Panie Mateuszu.

    • Stanisław Zawadzki
      26 maja 2011 - 00:21 | Permalink

      Dlaczego nieładnie? Podaje konkretne przykłady i argumenty. Jeśli chcesz podważyć słowa Mateusza też podaj przykłady i argumenty. O to chodzi w dyskusji.
      Ja osobiście nie jestem świadomy, aby pan Jerzy (do którego osobiście nic absolutnie nie mam, kilka z jego książek posiadam w domu) miał duży wpływ na polskie szachy. Natomiast potrafię wymienić wielu pracujących w Polsce trenerów, których uczniowie zdobywali tytuły i medale na arenie międzynarodowej.

      • Shrek1953
        30 maja 2011 - 20:41 | Permalink

        No właśnie! Chciałbym zobaczyć ta listę nazwisk uczniów Mistrza Jerzego. Co najciekawsze kliku znam i wspominają go ciepło ale ona jakoś o nich nie pisze a pan. Krzysztof nie wymienia ani jednego nazwiska a bez tego to nie ma o czym pisać. Przede wszystkim jednak jak wszyscy praktycy wiedza trenera poznaje się i docenia ,gdy wyznacza on kierunki rozwoju, wskazuje na to co należy zrobić oraz jak to zrobić i co bardzo ważne jest osobiście obecny na turnieju i może mieć wtedy wpływ na to co się dzieje z podopiecznym.
        Jak słusznie tu napisano jest kilku trenerów polskich, których podopieczni zdobyli wiele medali w rozgrywkach najróżniejszych szczebli ale nazwiska są tu znane tak trenerów jak i wychowanków. poprosimy więc o konkretne nazwiska.

  • 25 maja 2011 - 22:44 | Permalink

    Obawiam się, że błędnie zinterpretował Pan pobudki działania Jerzego Konikowskiego. Co do zdania „…podobnie jak grupa osób, z którymi „trzyma” –a co to za osoby łatwo zrozumieć czytając jego stronę bądź bloga…” odbieram to jako daleko posuniętą niechęć wobec nas. Powodem zapewne jest to, że przyznajemy rację Jerzemu Konikowskiemu i że stoimy w opozycji do PZSzach-u. Osobiście nie wstydzę się samego siebie i moich poglądów na temat kondycji polskich szachów i dlatego wypowiadając się nie ukrywam mojej tożsamości pod wymyślonym nick-iem.

    • Olga Zajkowska
      26 maja 2011 - 01:59 | Permalink

      Pozwolę sobie zapytać, jak naukowiec naukowca: a jaka interpretacja przytoczonych zjawisk jest poprawna? I przy jakich założeniach?

      Natomiast w nawiązaniu do Pańskich poglądów na temat kondycji polskich szachów: przy tak wnikliwej diagnozie sytuacji i wypływających z niej wniosków gorąco zachęcam Pana do działania. Jeżeli złoży Pan lepszą ofertę organizacji Mistrzostw Polski/Ligi lub znajdzie Pan lepszych sponsorów Związku/konkretnych zawodników polskie szachy tylko na tym zyskają. Na co więc czekać?

  • Gaju
    26 maja 2011 - 08:57 | Permalink

    Panie Krzysztofie,
    Tak jak Pan krytykuje Polski Związek Szachowy, ja mogę równie dobrze krytykować Polski Związek Wędkarski. Łowienie rybek to moje hobby, nauczyłem się go oglądając filmiki na youtube. Posiadam więc merytoryczną wiedzę, aby zabierać głos w tych sprawach i oczekuję należnego mi posłuchu.
    Z poważaniem,
    Grzegorz Gajewski

  • 26 maja 2011 - 09:57 | Permalink

    „Olga Zajkowska pisze: Pozwolę sobie zapytać, jak naukowiec naukowca: a jaka interpretacja przytoczonych zjawisk jest poprawna? I przy jakich założeniach?”

    A dlaczego Pani uważa, że to akurat Pan Konikowski i ja nie mamy racji? Obaj widzimy jaka jest sytuacja i interpretujemy ją. Wnioski były wielokrotnie przedstwiane.

    „Natomiast w nawiązaniu do Pańskich poglądów na temat kondycji polskich szachów: przy tak wnikliwej diagnozie sytuacji i wypływających z niej wniosków gorąco zachęcam Pana do działania.”

    Kilka lat temu zajmowałem się „na własnym podwórku” skromną działalnością szachową, skromną na tyle, na ile starczało mi czasu i sił. Obecnie nie angażuję się już w tą działalność, ale i tak zajmuję się malutkim skrawkiem poletka szachowego, związanego z popularyzowaniem wybranych problemów z analizy partii szachowych. To niewielka działalność, ale i tak czerpię z tego zadowolenie.

    „Gaju pisze: Panie Krzysztofie, Tak jak Pan krytykuje Polski Związek Szachowy, ja mogę równie dobrze krytykować Polski Związek Wędkarski. Łowienie rybek to moje hobby, nauczyłem się go oglądając filmiki na youtube. Posiadam więc merytoryczną wiedzę, aby zabierać głos w tych sprawach i oczekuję należnego mi posłuchu.
    Z poważaniem, Grzegorz Gajewski”

    Każdy z nas ma prawo wypowiadać się na każdy temat, szczególnie gdy ma się odmienne zdanie od powszechnie uznanego. Tak samo Pan ma prawo do krytykowania Polskiego Związku Wędkarskiego, jak i mojej osoby. Doskonale to rozumiem i nie czuję się z tego powodu urażony. Tym bardziej, że prowadzona dyskusja, zarówno na blogu pana Mateusza, jak i blogu pana Jerzego jest dyskusją merytoryczną, na poziomie, bez wyzwisk i wulgaryzmów. Każdy z nas wykłada swoje racje i robi to z klasą, choć oczywiście nie wszyscy muszą zgodzić się z przedstawionymi argumentami. Na tym polega dyskusja w demokratycznym kraju.

    Skoro został poruszony temat należnego posłuchu, to pragnę zapewnić Pana, panie Grzegorzu oraz pana Mateusza, że pomimo prowadzonej polemiki nie żywię do Panów niechęci, nie chcę Panów urazić ani odbierać należnego Wam szacunku. Szanuję obu Panów, podobnie jak wszystkie pozostałe osoby biorące udział w tej dyskusji.

    • Olga Zajkowska
      26 maja 2011 - 14:23 | Permalink

      Panie Krzysztofie,
      ależ ja nic nie zakładam odnośnie racji bądź jej braku. Ja tylko pytałam o interpretację, która być może gdzieś już była przytoczona, ale ja jej osobiście nie znam, bo bloga pana Konikowskiego nie czytam. Byłabym wdzięczna chociaż za podlinkowanie odpowiednich argumentów.
      I dlaczego, mając receptę na sukces, porzucił Pan działalność szachową?

  • Gaju
    26 maja 2011 - 10:12 | Permalink

    Oczywiście mam prawo do krytykowania Polskiego Związku Wędkarskiego. Pytanie tylko, kogo to zainteresuje? Ja również nie darzę Pana, bądź Mateusza, niechęcią i obu Panów szanuję. Co do samej dyskusji – o ile Pan Jerzy Konikowski prowadzi ją w sposób merytoryczny, to o Panu nie mogę tego samego napisać – nie podaje Pan żadnych argumentów, żadnych tez, żadnych alternatyw. Jedynym przesłaniem, jakie odnajduję w Pańskich wpisach, jest „popieram Jerzego Konikowskiego”. Z mojego punktu widzenia wiele to debaty o polskich szachach nie wnosi.

  • Mariusz
    26 maja 2011 - 10:17 | Permalink

    Mistrzu Mateuszu
    Straaaszliwie długi post. Nie wyobrażam sobie ile czasu zajęło Ci jego napisanie. Godzinę, dwie.. mniej, więcej? Nieistotne. Istotne to, że czas ten został bezpowrotnie stracony. To se ne wrati 🙂
    Rzeczą istotną jest, że każdy jest właścicielem swoich poglądów i właścicielem problemów wynikających z tych poglądów. Po co komentować cudze problemy.

    pozdrawiam

  • Uczeń
    26 maja 2011 - 10:47 | Permalink

    Młodzież nie potrafi docenić tego, że bez osób pokroju Jerzego Konikowskiego nie byłaby dzisiaj tu gdzie jest…

    • Stanisław Zawadzki
      26 maja 2011 - 12:35 | Permalink

      Konkrety, poproszę. Bez podawania faktów takie posty nie mają najmniejszego sensu. Nie neguję, że tak jest, ale ja nie mam takiej wiedzy, a wszyscy piszący tutaj o panu Jerzym unikają podania choć jednego konkretu/nazwiska/tytułu. Ja naprawdę chętnie się dowiem 🙂

  • 26 maja 2011 - 19:51 | Permalink

    „Olga Zajkowska pisze: […]bo bloga pana Konikowskiego nie czytam. Byłabym wdzięczna chociaż za podlinkowanie odpowiednich argumentów.”

    Bez znajomości faktów nie sposób prowadzić dyskusji. Gorąco polecam zapoznanie się ze stroną domową Jerzego Konikowskiego, w szczególności z działami: „Komputery w szachach”, „Akademia mlodzieżowa” i „Problemy PZSzach”. Zawarte tam artykuły pozwolą spojrzeć na stan polskich szachów trochę z innej strony. A czytanie blogu proponuję zacząć od „Z życia PZSzach”.

    „I dlaczego, mając receptę na sukces, porzucił Pan działalność szachową?”
    Nigdy nie twierdziłem, że znalazłem receptę na sukces. Nie mogę zająć się szeroko rozumianą działalnością szachową chociażby dlatego, że praca zawodowa nie pozwala mi na to.

    • 26 maja 2011 - 20:22 | Permalink

      Właśnie przejrzałem dział „problemy PZSzach”. Same wypowiedzi albo jawnych krytyków z uwagi na sympatie z poprzednim zarządem (panowie Filipowicz i Więckowski), albo osoby dla mnie przynajmniej anonimowe.
      Dla mnie sprawa jest prosta.
      Lista sponsorów szachów w roku 2011:
      Microsoft, Budimex, Enea, Comarch, dr. Irena Eris i paru mniejszych
      Lista sponsorów szachów w roku 2008:
      Brak

      Może i istnieją większe lub mniejsze niedociągnięcia zarządu, ale w sprawie absolutnie najważniejszej dla rozwoju szachów przeskoczył o parę poziomów. Tak samo jak Pan potrzebuje pracy zawodowej, tak i szachy potrzebują środków.

  • Sławek
    26 maja 2011 - 20:48 | Permalink

    Pozwolę sobie włączyć się do dyskusji. W PZSzach nie jest dobrze, a najlepiej świadczy o tym informacja na stronach pzszach:

    http://www.pzszach.org.pl/index.php?idm2=173&idn=1217

    „Zgodnie z Uchwałą nr 11/02/2011 z dn. 13-02-2011 Pomorski Związek Szachowy zostanie wykreślony z rejestru członków PZSzach. PZSzach nie otrzymał odpowiedzi na wysłane listy polecone. Pomorski Związek Szachowy nie funkcjonuje od półtora roku i w związku z powyższym powinien zostać wykreślony.”

    Jak to możliwe, żeby w normalnej instytucji przez półtora roku istniały niedziałające struktury?

    Dlaczego poza dużymi miastami tak ciężko pograć w szachy? Na stronach PZSzach powinny być aktualne informacje o klubach. Dodatkowo trzeba wspierać powstawanie nawet małych klubików szachowych. Gdy taki klubik już powstanie, to prędzej czy później pojawią się kolejni chętni do gry.

    W mieście powiatowym, z którego pochodzę, szachiści przerzucili się na brydża… bez społeczności nie ma przyszłości.

    • mateuszbartel
      30 maja 2011 - 22:59 | Permalink

      Pana komentarz długo się nie pojawiał, bo… trafił do SPAMU – przepraszam. Tematem, który Pan poruszył także chciałbym się na moim blogu zająć. Sądzę, że informacje, których Pan poszukuje leżą w gestii związków wojewódzkich, a te niestety (w większości) leżą zupełnie. Związek krajowy może pewne działania stymulować, ale nie może zajmować się wszystkim – ale o tym jeszcze postaram się napisać.

      • Sławek
        3 czerwca 2011 - 11:04 | Permalink

        Związki wojewódzkie kiepsko działają, ale co robi tzw. centrala? Pomyślałem, że można stworzyć coś na wzór klubu, ale z ograniczonymi prawami. Jeśli się zbierze kilku pasjonatów, to niech np. nie płacą składek (płacą minimalną kwotę), ale za to nie mogą startować drużynowo. Jeśli jest powiedzmy pięciu znajomych, którzy grają dla przyjemności, pozwólmy się im zorganizować. Jak ktoś w okolicy o nich usłyszy, to może się dołączy. Jak zbierze się ich więcej, to wcześniej czy później założą klub, np. żeby organizować turnieje.

        Jeszcze jedno przemyślenie. W ilu domach kultury można usiąść i zagrać w szachy? Do szkół nie wiadomo czy kiedykolwiek w Polsce szachy wejdą, a do domów kultury mogą wejść dosłownie z dnia na dzień. Wystarczy kilka szachownic, zegarów (nawet stare analogowe, byle działały) i sala godzina tygodniowo. No i oczywiście jeszcze ktoś, komu będzie się chciało… a sądzę, że najbardziej brakuje tych którym by się chciało.

  • Marius Ringwelski
    26 maja 2011 - 21:12 | Permalink

    Dzien dobry,

    mieszkam od 22 lat w (okolicach Dortmundu) Niemczech i bardzo zawsze sie interesowalem polskimi szachami (Internet, abonament „Szachisty”, potem „MAT”a). Przepraszam na przod za barzo krucha polszczyzne….
    Ale moim skomnym zdnaniem ton i maniery tej dykusji, ktora sie juz dluzszy czas toczy, beda kosztowac Pana Wojtaszka nietylko niezmierne nerwy ale i 2700 ELO. Po koszmarze w Lublinie, dzis przgral katastofalnie wygrana (badz tylko duzo lepsza) partie bialymi we Francji.
    Naprawde nie znam szczegolow tej polemiki, albo kto i dlaczego ja zaczal, ale publikowanie bez zgody prywatnej korespondencji jest po prostu karalne. Nawet francuzcy „oszusci” Feller i Marzolo zostali pod tym punktem widzenia wysluchani, i ich mejle nie zostaly opublikowane!
    Wedlug mnie Pan Wojtaszek mial swoje powody na zakonczenie wspolpracy z Panem Konikowskim, bez wzgledu na to, jak sie ona da tamtego czasu toczyla.
    Dalszy bieg czasu dal mu racje, zostal on bardzo silnym arcymistrzem i spostrzegniety przez samego Ananda, u ktorego zobaczyl, jak trenuja ci najlepsi. Dokad by zaszedl pod opieka i z poradami z Dortmundu, to tylko spekulacja. Kto konkretnie zostal przez Pana Konikowskiego trenowany przez dluzszy okres czasu (przede wszystkim jako senior!) i co osiagnal do dzisaj?
    Jedyna osoba, ktora moze sprawe wyjasnic, jest Pan Wijtaszek sam. Ale wyglada na to, ze nie ma na to czasu i sil a takze , po ostatnim bezprawnym zaostrzeniu tej dyskusji, nawet najmniejszej ochoty. W tym punkcie bardzo go rozumiem.

    Z uszanowaniem

  • 26 maja 2011 - 22:08 | Permalink

    Gdy widzę coraz częściej pojawiające się słowo „merytoryczny” w tym waszym sporze, to jako żywo stają mi przed oczami nasi politycy, którzy używają tego słowa niczym alkoholik słowa „trzeźwość”. Otóż ja nie widze niczego merytorycznego w tej dyskusji. Zwyczajne, niczemu nie służące wylewanie „żalów” z domieszką dumy i przerośniętej ambicji interlokutorów.
    Czemu ma to wszystko służyć?? Obiektywna krytyka polega, moim zdaniem, na spojrzeniu na sytuację bez domieszki ambicji czy dumy własnej, bo w przeciwnym razie zaczynają się personalne ataki i na tym się sprawa kończy. Bardzo dobrze pamiętam sytuację w polskich szachach z początku XXI wieku, gdy myślałem sobie: gdzie ja to zawędrowałem i co to wszystko do djabła jest?? Kupy się to nie trzymało, nie wiadomo było kto czym rządził, kto za co był odpowiedzialny, ale wiadomo o co grano w Mistrzostwach Polski, na przykład. Pamiętacie tę „zawrotną” pulę nagród i całą resztę o której nie ma co pisać i wspominać?? Fakty moim zdaniem są takie, że w Pzszachu wszystko stopniowo zmienia się na lepsze, ale pracy jest tak wiele,że choćby ludzie, którym leży dobro szachów głęboko na sercu (i do których się zaliczam) „zarobili” się na śmierć to i tak wszystkiego nie ogarną.Ale, z czasem… jestem przekonany, że bedzie coraz lepiej! Chodzi o to, że azymut, który został obrany jest słuszny.Sama struktura Pzszachu była zdewastowana 40 letnim marazmem, który był na rękę Rosjanom, i którym bardzo zależało na tym, żebyśmy nie stali się mocni w szachach.Udało im się to całkiem dobrze. Mieliśmy jednego czy dwóch arcymistrzów na „eksport” o których wiemy,że byli. Czasem Smysłow wpadał do nas z „wizytą” gdzie na lotnisku kwiaty, wierszyki i tak to się kręciło. Naprawdę nie da się tego naprawić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ale idzie ku lepszemu i niewiem jak wy ale ja czuję ten orzeźwiający „wiatr przemian”. Zaczyna się bardzo pozytywny „ferment” i z tego może się urodzić niejedno. Ale napewno nie dzięki taki sporom, które tu prowadzicie…

  • 26 maja 2011 - 23:11 | Permalink

    „Stanisław Zawadzki pisze: Dla mnie sprawa jest prosta. Lista sponsorów szachów w roku 2011: Microsoft, Budimex, Enea, Comarch, dr. Irena Eris i paru mniejszych. Lista sponsorów szachów w roku 2008: Brak”

    Ależ nikt nie podważa osiągnięć obecnego zarządu w znajdowaniu sponsorów, to nie było i nie jest przedmiotem dyskusji.

    „[…]ale w sprawie absolutnie najważniejszej dla rozwoju szachów przeskoczył o parę poziomów. Tak samo jak Pan potrzebuje pracy zawodowej, tak i szachy potrzebują środków.”

    Tak, potrzebują środków, ale chyba najważniejsze (a przynajmniej równorzędne) dla rozwoju szachów jest właściwe nadzorowanie rozwoju szachistów, prawidłowy system szkolenia, dobór trenerów, sposobu pracy, itd.

    Myślę, że nie ma co wracać do problemu wpływu ZSRR na Polskę, a w szczególności na kondycję polskich szachów, bo nie ma to nic wspólnego z naszą dyskusją.

    • 27 maja 2011 - 11:40 | Permalink

      „…ale chyba najważniejsze (a przynajmniej równorzędne) dla rozwoju szachów jest właściwe nadzorowanie rozwoju szachistów, prawidłowy system szkolenia, dobór trenerów, sposobu pracy…”

      Skąd przekonanie, że aby coś się dobrze rozwijało, trzeba ten rozwój NADZOROWAĆ? Szachy nadzorowane są w stanie rozwijać się tylko na tyle dobrze, na ile ten rozwój pojmie nadzorca (może czasem rozwiną się lepiej czystym przypadkiem – póki nadzorca, ograniczony w swym pojmowaniu, a motywowany najlepszymi chęciami, nie wycofa szachów z tej ścieżki). Okresy największego rozwoju szachów w historii (nie wszystkie, ale między innymi) to odkrycia teoretyczne Philidora w dziedzinie gry końcowej, podwaliny gry pozycyjnej podłożone przez Steinitza na poziomie ogólnym oraz Tarrascha na poziomie nieco bardziej szczegółowym, rozwinięte potem twórczo przez Nimzowitscha. Proszę mi powiedzieć: kto ten rozwój nadzorował, dbał o prawidłowość systemu szkolenia, sposobu pracy, etc…?

      Pozdrawiam

  • 27 maja 2011 - 08:45 | Permalink

    Jeżeli uważa Pan, że nie ma żadnego związku z kondycją polskich szachów fakt, że do 89 roku byliśmy państwem satelitarnym pod kuratelą ZSRR, której priorytetem było między innymi to, żeby żadne z państw jej podległych nie wysforowało sie do przodu szachach, to proszę bardzo, to Pana pogląd:). W naszych, polskich szachach, ruszyło po 89 tym właśnie i to odrobinę, a już tak naprawdę od niedawna, więc właściwie trudno sobie wyobrazić o ile dalej byłby nasze szachy, gdybyśmy po 45 roku byli wolnym krajem takim jak, powiedzmy, Francja. Ma Pan rację z tym, że rzeczywiście nie ma już do czego wracać ale nie ma Pan racji,że to nie ma nic wspólnego z naszą dyskusją.

  • 27 maja 2011 - 09:08 | Permalink

    W jednym ze starszych postów, na moim blogu, zamieściłem dłuższy esej zatytułowany „Szachiści okiem reszty społeczeństwa, o ignorancji i kulturowej przepaści” w którym piszę między innymi o tym jak nas, szachistów postrzega reszta społeczeństwa i nie jest to obraz budujący. Nasunęła mi się w związku z tym taka myśl, że jeśli już nie potrafimy wszyscy żyć bez kłótni i każdy, chcąc nie chcąc, pragnie występować przeciwko komuś, to może zwróćmy wszyscy naszą energię na zmianę tego niekorzystnego wizerunku jaki pokutuje w świadomości społeczeństwa o szachistach. Nawet sobie nie wyobrażacie ile tutaj mamy do zrobienia! Ile pracy wymaga „odprogramowanie” społeczeństwa, żeby te nie myślało o nas jako o ślęczących wiele godzin nad szachownica „nudziarzach”. Niech Pan zagada osobę w pociągu, autobusie nie związaną z szachami i zobaczy co sądzi przeciętny Polak o szachistach, będący poza naszym środowiskiem. Za głowę się nieraz można złapać! Niech to będzie taki nasz pozytywny, konstruktywny „wróg”, czyli stereotypy o nas w świadomości społecznej! A sami nie kłóćmy się między sobą bo tylko potwierdzamy to co i tak o nas większość myśli;). Szachy to częśc szeroko pojętej kultury i to powinno zobowiązywać, a poprzeczkę każdy powinien przede wszystkim sobie, jak i innym stawiać bardzo wysoko.

    • Stanisław Zawadzki
      27 maja 2011 - 11:47 | Permalink

      Życia bez kłótni nie unikniemy. Szachiści(a nawet ogólniej-sportowcy) to w zdecydowanej większości osoby o dużej pewności siebie, średnio skłonne do kompromisów oraz przyzwyczajone do tego, że walczą o śmierć i życie nawet ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi. Ważne, żeby ogólny kierunek był wspólny, po większych lub mniejszych sporów uniknąć się nie da.

  • 27 maja 2011 - 12:28 | Permalink

    „pietshaq pisze: Skąd przekonanie, że aby coś się dobrze rozwijało, trzeba ten rozwój NADZOROWAĆ? Szachy nadzorowane są w stanie rozwijać się tylko na tyle dobrze, na ile ten rozwój pojmie nadzorca”

    Jejku – nadinterpretacja, chodziło mi o nadzorowanie szachistów w sensie ich treningu i szkolenia.

    „Krzysiek pisze: Jeżeli uważa Pan, że nie ma żadnego związku z kondycją polskich szachów fakt, że do 89 roku byliśmy państwem satelitarnym pod kuratelą ZSRR, której priorytetem było między innymi to, żeby żadne z państw jej podległych nie wysforowało sie …”

    Dyskutujemy o współczesnych problemach PZSzach-u, metodach treningu i współczesnych trenerach, a nie o martyrologii i historii sprzed kilkudziesięciu lat. ZSRR to słowo-wytrych, ale nie tłumaczy obecnego funkcjonowania PZSzach-u. W końcu warto patrzeć w przyszłość a nie ciągle zasłaniać się przeszłością.

    Konkluzja dwóch ostatnich (przed moim) komentarzy Krzyśka i Stanisława Zawadzkiego to taka, że nie należy dyskutować, żadnej polemiki, żadnej konstruktywnej opozycji, jedynie aplauz i owacje na stojąco w związku z działalnością PZSzach-u i kondycją polskich szachów. Proponuję obu Panom zapoznanie się z kultowym filmem pt. Rejs. Ten film dobrze obrazuje oczekiwania Panów.

    • Stanisław Zawadzki
      27 maja 2011 - 15:19 | Permalink

      Wbrew przeciwnie. Należy polemizować. Nie wiem, gdzie Pan z moich słów wywnioskował, że unikam polemiki.
      Podstawową zasadą jednak jest to, że polemikę zaczynają krytycy obecnych rozwiązań – póki co przeczytałem kilka niezbyt dla mnie jasnych haseł o braku nadzoru i niewłaściwym treningu.

      Myślę, że dyskusję można podzielić na trzy główne kategorie
      a/ Turnieje w Polsce. Czyli o jest organizowane, jaka jest tego jakość
      b/ Szkolenie w Polsce. Czyli kto się rozwija, jak szybko i dlaczego
      c/ Organizacja życia szachowego w Polsce (w rozumieniu istnienia sponsorów, zainteresowania mediów i innych bardziej organizacyjnych kwestii)

      Jak rozumiem, Pana krytyka dotyczy głównie punktów a i b.

  • 27 maja 2011 - 13:46 | Permalink

    Konstruktywna krytyka, a nie widzenie sprawy w jedynych, niezmiennie czarnych barwach. Ja żadnych konkretów właśnie nie usłyszałem, co proponujecie, tylko widzę bezpardonowe personalne ataki, nic więcej. Mnie akurat nie zależy na popieraniu, czy nie popieraniu Pzszachu, bo nic z tego nie mam, a napewno nie widzę świata na czarno – biało. Na swoim blogu nie pozostawiłem nieraz suchej nitki na zawodnikach(między innymi na autorze tego bloga) ale analizowałem problem, zastanawiałem się nad przyczynami a nie atakowałem kogoś bezpośrednio, bo elementarna kultura tego wymaga. Niewiem ale nie zauważyć nic, kompletnie nic pozytywnego tylko wszystko źle źle i wogóle źle, to z konstruktywną krytyką niewiele ma wspólnego raczej..Wogóle czy można użyć słowa krytyka gdy atakuje się osobę, a nie poglądy czy koncepcje?

  • chesskibic
    27 maja 2011 - 14:25 | Permalink

    A może Pan Kledzik załozy swojego bloga i przedstawi swoje pomysły?

  • 27 maja 2011 - 20:37 | Permalink

    „Krzysiek pisze: Konstruktywna krytyka, a nie widzenie sprawy w jedynych, niezmiennie czarnych barwach. Ja żadnych konkretów właśnie nie usłyszałem, co proponujecie”

    Pan Konikowski wielokrotnie podawał konkrety, warto zapoznać się z nimi na Jego stronie internetowej.

    „[…],tylko widzę bezpardonowe personalne ataki, nic więcej.[…] Na swoim blogu nie pozostawiłem nieraz suchej nitki na zawodnikach(między innymi na autorze tego bloga) ale analizowałem problem, zastanawiałem się nad przyczynami a nie atakowałem kogoś bezpośrednio, bo elementarna kultura tego wymaga.

    Jeżeli ktoś padł ofiarą personalnych ataków, to był to Jerzy Konikowski. „Zastanawianie się nad przyczynami a nie atakowanie kogoś bezpośrednio” – tu nie chodzi o rozważania filozoficzne, ale o konkrety. Jeżeli np. sprawa dotyczy am Wojtaszka, to rozmawiamy o Nim a nie o ogólnych przyczynach. Jeżeli dotyczy am Bartla, to dyskutujemy konkretnie o Nim. Co do tej „elementarnej kultury”, to proszę nie insynuować, że brakuje mi jej. O wychowanie mnie w kulturze i poszanowaniu w stosunku do innych osób zadbali moi rodzice gdy jeszcze byłem dzieciakiem. Dokładam starań, aby charakter mojej polemiki był na poziomie, z zachowaniem szacunku i kultury dla oponentów.

  • 27 maja 2011 - 23:17 | Permalink

    Schopenhauer w swojej „Erystyce” uważa, że atak bezpośrednio na przeciwnika w dyskusji to ostateczność i stosuje się go w momencie gdy wszelkie inne „cywilizowane” metody obalenia argumentacji zawiodą. Tutaj jest dokładnie na odwrót: atakuje jeden drugiego już na samym początku. Problemem jest w tym sporze to, że przeciwnicy nie zamierzają dojść do porozumienia. I nie dojdą! Każdy wygłsza swoje poglądy i brakuje otwarcia się na argumenty strony przeciwnej. Dyskusja odrazu staje się jałowa i nudna niczym spory w naszej polityce gdy zanim ktoś coś powie odrazu wiadomo co bedzie na końcu. Nie insynuuję,że Pan nie posiada elementarnej kultury, bo nikogo Pan nie obraził. Ja nie mogę zrozumieć w tym wszystkim pewnej przyjętej a priori niechęci do wszelkich działań Prezesa Sielickiego i obecnego zarządu Pzszach. Zauważam, że każde działanie, cokolwiek by nie zostało zrobione, nawet dobrze, jest przemilczane, tak jakby tego nie było, nieudane pomysły czy inicjatywy?? Oooo to jest zupełnie inna sprawa! Z kolei nie powiedziałem, że nie należy zastanawiać się nad indywidualnymi przypadkami ( abstrachować też trzeba, byle nie dojść w analizie przegranej partii przez arcymistrza do teorii superstrun czy wzoru na ceimną materię:) ) ale co innego atakowanie kogoś, a co innego chłodna analiza np. gorszego występu danego zawodnika. Myśle, że brakuje bardzo obiektywizmu tej krytyce, ponieważ krytykujący odczuwają tak wielką niechęć do Pzszachu, że momentalnie zamienia się w to żenujący spektakl indywidualnych „wycieczek osobistych”, którego śledzić na dłuższą metę niepodobna…

  • 28 maja 2011 - 09:16 | Permalink

    Nie rozumiem tej argumentacji. Przecież dyskutujemy na temat konkretnych osób i konkretnych przypadków. Tak jak pisałem w poprzednim komentarzu „Jeżeli np. sprawa dotyczy am Wojtaszka, to rozmawiamy o Nim a nie o ogólnych przyczynach. Jeżeli dotyczy am Bartla, to dyskutujemy konkretnie o Nim”. I na czym ma polegać ten atak na przeciwnika? Na tym, że np. Jerzy Konikowski stwierdził, że błędnie prowadzi się szkolenie Darka? I zaproponował inne podejście do treningu? – Chodzi tu o wybór strategii debiutowej. Że szef wyszkolenia powinien wykazać się większą elastycznością? Ja nie widzę tu personalnych ataków. Przecież dyskusja nie może polegać na takim scenariuszu: Dzień dobry, ładna dziś pogoda, prawda? O, witam Pana, jak zdrowie? Tak, pogoda ładna, ale może padać. Tak, może padać, to trochę popsuje sytuację na pierwszej szachownicy. Czy ma Pan kogoś konkretnego na myśli? A gdzie tam, absolutnie nie, to tylko takie rozważania teoretyczne. Acha, teoretyczne, to w porządku, miło mi się z Panem rozmawiało, do widzenia. Do widzenia.

    W dyskusji nie omawiamy pozytywnych dokonań PZSzach-u np. znajdowanie sponsorów, pisałem już o tym, gdyż nie one są tematem polemiki. Oczywiście popieram te starania, doceniam je, nikt z nas ich nie neguje. Ale ONE NIE SĄ tematem rozmowy, nie warto ciągle zasłaniać się stwierdzeniem, że wszystko negujemy, bo tak nie jest.

  • Gaju
    28 maja 2011 - 09:23 | Permalink

    Proszę przeczytać, jak Krzysztof Kledzik tłumaczył Pana Konikowskiego z zarzutu upublicznienia korespondencji prywatnej:
    „Ta korespondencja nie była objęta klauzulą tajności, więc nie widzę przeciwskazań do jej upublicznienia, tym bardziej że pełni rolę dowodową, potwierdzająca prawdziwość słów pana Jerzego.”
    Klauzula tajności? A co to takiego? Rola dowodowa? Pseudoprawniczy język, Panie Krzysztofie, gdyby na chemii się Pan znał na podobnym poziomie, to Uniwersytet Gdański już dawno temu wyleciałby w powietrze.

  • 28 maja 2011 - 09:37 | Permalink

    Sprawy związane z zachowaniem tajemnicy czy poufności (dotyczące np. ważnych spraw państwowych czy obronności kraju) są odpowiednio sklasyfikowane i opisane. O klauzuli tajności można poczytać w odpowiednim Dzienniku Ustaw. Poniżej podaję dwa linki:
    http://www.iniejawna.pl/przyciski/ustawa.html
    http://www.abc.com.pl/serwis/du/2010/1228.htm
    Nie jestem chemikiem zamkniętym jedynie we własnej dziedzinie i staram się orientować w różnych aspektach zycia.

    • Shrek1953
      30 maja 2011 - 20:25 | Permalink

      Panie Krzysztofie!
      Czy chce Pan powiedzieć, że każdy ale to każdy fragment korespondencji prywatnej można upublicznić gdy ma się rację samemu sobie przyznaną? Jako materiał dowodowy w jakiej sprawie zostały te listy zacytowane? Kto prowadzi tą sprawę?

  • 28 maja 2011 - 10:55 | Permalink

    To teraz Pan nieco „przerysował” moją argumentację;). Ale fajnie się czytało tą hipotetyczną rozmowę. Otóż nie to miałem na myśli. Ta dyskusja jest nasycona tak wielką niechęcią obu stron,a złe emocje wprost „kipią” w każdym zdaniu, że niepodobieństwem jest oddzielić w tym sporze obiektywnych faktów od tych, w których ktoś komuś chce zwyczajnie „dowalić”. Nie mówie żeby sobie słodzić jak Romeo w secenie balkonowej Julii,bo nie taka jest istota krytyki, ale jest granica pomiędzy sporem „z klasą” a obrzucaniem się błotem , tutaj chyba mi Pan nie zaprzeczy. Ten zaś spór raczej nie jest rzeczowym sporem „z klasą”.Nie uważa Pan Panie Krzysztofie:) ?

  • ktosik
    29 maja 2011 - 21:06 | Permalink

    Czy pan Kledzik to ten sławny uczeń pana Konikowskiego, który po 20 latach ciężkich treningów doszedł do poziomu V kategorii?

  • kolokwium
    19 czerwca 2011 - 15:52 | Permalink

    To przykład ataku w osobę, a nie w wyrażane poglądy. Schopenhauer miałby ubaw i dowód, że się nie mylił.

    >>Krzysztof Kledzik pisze:
    chyba najważniejsze (a przynajmniej równorzędne) dla rozwoju szachów jest właściwe nadzorowanie rozwoju szachistów, prawidłowy system szkolenia, dobór trenerów, sposobu pracy, itd.<>Krzysztof Kledzik pisze:
    „pietshaq pisze: Skąd przekonanie, że aby coś się dobrze rozwijało, trzeba ten rozwój NADZOROWAĆ? Szachy nadzorowane są w stanie rozwijać się tylko na tyle dobrze, na ile ten rozwój pojmie nadzorca”

    Jejku – nadinterpretacja, chodziło mi o nadzorowanie szachistów w sensie ich treningu i szkolenia.<<
    A kto ma być owym nadzorcą i nadzorcą nadzorcy? A co będzie jak któryś z nadzorców się pomyli, a jego nadzorca tego nie zauważy?

    Też kiedyś uważałem, że "z zewnątrz widać lepiej" jednakże tak jak i w szachach, tak i w życiu podpowiedzi nie zawsze są dobre. Dlatego nie zmuszajmy aby korzystano z naszych podpowiedzi, dajmy ludziom prawo wyboru (a raczej nie odbierajmy im tego prawa).

  • Demon
    17 lipca 2011 - 05:49 | Permalink

    Przepraszam, że się wtrącam.

    Być może mam ciekawe rozwiązanie. Nie chcę wnikać w istotę i realia sporu (konfliktu) na linii J.Konikowski – R.Wojtaszek, bo szkoda wg mnie na to czasu. Czy nie lepiej byłoby zaproponować p. Konikowskiemu opracowanie materiałów szkoleniowych (w formie PDF i dodatkowo jako zbiór partii/fragmentów/pozycji w PGN) wraz z innymi naszymi szkoleniowcami? W końcu z tego co się orientuję, to pan Konikowski jest znanym teoretykiem i napisał (wydał) kilkanaście publikacji. Co to tego chyba nie ma wątpliwości, prawda?

    W takim razie zamiast oceniania tego czy i w jakim zakresie pomógł albo zaszkodził R.Wojtaszkowi… to po prostu zaproponować formę wspólpracy na linii – materiały teoretyczne i szkoleniowe. Jeśli się nie mylę, to wydawnictwo Penelopa opublikowało co najmniej kilka pozycji p. Konikowskiego, więc jeśli w PZSzach znajdzie się odpowiednia osoba (grupa osób), która zechce ocenić jakość i przydatność takich materiałów, to skontaktować się z p.Konikowskim i zapytać o formę współpracy w opracowaniu. Obecnie mamy wiek XXI, tak więc Internetem można wszystko przesyłać sobie bezpośrednio między komputerami, a jak wszyscy uda się dogagać i zrealizować, to wówczas można zaprosić do siedziby PZSzach autora z Niemiec do nas, prawda? Albo nawet dzięki temu jako „łącznik” polepszyć (odnowić/nawiązać) kontakty z Niemickim odpowiednikiem PZSzach, zgadza się?

    Podsumowując: to co nasz WSPANIAŁY nowy mentor polskich szachów – Mistrz Mateusz Bartel proponuje (normalnie dla mnie to szkoł, że tak młody chłopak, a taki mądry i odważny):
    Zamiast dzielić – łączmy! Zamiast burzyć – budujmy! Zamiast każdy po swojemu – wspólnie!

    Pozdrawiam autora i podziwiam przede wszystkim za odwagę oraz fachowe i zachęcające do dyskusji wątki. Naprawdę Trójka Wspaniałych: Gaju, Bartel i Zawadzki zrobiła (i robi) na mnie duże wrażenie :). Rzadko spotykam takich ludzi z klasą! Brawo Panowie! Jak widzę, tak naprawdę MAT to był tylko pierwszy krok, a teraz kolejny to dalsze działania :). Tak trzymać!

    • Shrek1953
      2 sierpnia 2011 - 23:30 | Permalink

      Panie Demon!
      Gdyby to było takie proste to już by było! Piszę o współpracy. Akademia Szachowa jak i środowisko trenerów polskich jest przy każdej nadążającej się okazji krytykowane i to wcale nie merytorycznie. Jak można nazwać merytorycznym wywód ,że przyczyną zastoju polskich talentów jest zapewne mizerota polskich trenerów. Ten pogląd widziałem w komentarzach do partii, przewijał się w takiej lub innej postaci nie jednokrotnie. Rezygnują,nie pokazując wszystkich swych możliwości itd. Proszę popatrzeć co sobie cenią nawet najzdolniejsi juniorzy najbardziej.
      To szkoła, przyszła praca. Tylko bardzo nieliczni próbują ( Darek Świercz np). Inni szukają kompromisu a szachy te najwyższego lotu takiego kompromisu nie dopuszczają.Tylko czy można mieć do kogoś tu pretensje?.
      To jeden z przykładów. Trudno jest współpracować z kimś takim i po co zresztą?
      Osobiście nie znoszę chorobliwie tzw. nieomylnych. Gdy jestem zmuszony okolicznościami to oczywiście współpracuje ale dlaczego miałbym się o to starać?
      Są zapewne sytuacje, gdy inaczej nie można ale czy zawsze tak ma być?
      Poznałem , jeszcze za czasów Marka Kotańskiego kilku leaderów pracujących w różnych ośrodkach leczenia narkomanów. Oni byli praktycznie zmuszeni do takiej postawy bo mieli zbyt wiele do stracenia. Na ich prestiżu trzymało się leczenie i najmniejsze zachwianie pewności siebie mogłoby być fatalne w skutkach.
      Jerzy Konikowski napisał tak wiele książek, że nawet nie wiem ile ale mają one swych odbiorców w Polsce . I bardzo dobrze! każdy powinien mieć możliwość dostępu do różnych materiałów i to jest słuszne. A książek w języku polskim nie jest zbyt wiele. Z tego jednak nie wynika, że ma On patent na szkolenie. To są dwie „rożne różnice” jak mawiają w Odessie.
      Oczywiście trenerzy w Polsce też współpracują moim zdaniem w sposób niewystarczający ale cóż, to jest świat indywidualności i nie jest tu łatwo. Choć ja akurat nie mam większych problemów.Podstawą jest jednak szacunek i nawet jeśli mam coś do powiedzenia na temat polskich szachów, jakichś szczególnych przypadków to wolę kilka razy sprawdzić niż „podzielić się” opinią tylko dlatego, że mam prawo ją mieć.
      Demokracja to wspaniała rzecz ale trzeba do niej dojrzeć.
      Jak to mawiali za czasów mojej młodości”chcesz być ważny to stań na gazecie”
      Reasumując :czy chciałby Pan współpracować w takich warunkach?

    • Shrek1953
      3 sierpnia 2011 - 02:23 | Permalink

      W związku z twoim projektem o, którym piszesz to jestem jak najbardziej za i chętnie pomogę a to ze względu na dobry pomysł, zacne towarzystwo i możliwość przysłużenia się rozwojowi szachów.
      Mam nadzieję, że znajdę na proponowanych przez Ciebie stronach adres do korespondencji. Pozdrawiam!

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *