Pezetszachowe rozważania – czyli o narzekaniu

16
98

Wczoraj, w piątek trzynastego maja, miało miejsce oficjalne otwarcie nowej siedziby Polskiego Związku Szachowego. Przy okazji tego wydarzenia naszło mnie kilka myśli, którymi chętnie bym się podzielił z Czytelnikami.

 

Otwarcie nowego lokum przy Al. Jerozolimskich 49 było imprezą kameralną, uświetnioną przez całkiem sporo ważnych osobistości. Wiceprezydent Warszawy Włodzimierz Paszyński, burmistrz dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy, Wojciech Bartelski, marszałek sejmu Marek Borowski oraz znany aktor Michał Żebrowski to tylko niektóre z osób, które pojawiły się w piątek w PZSzach. Można powiedzieć, że to mało, ale można też przypomnieć sobie, że jeszcze parę lat temu pojawienie się jakiejkolwiek „ważnej” osoby było wręcz niewyobrażalne – w związku nikt o to nie dbał. A tutaj, nie dość że coraz więcej znanych osób pojawia się przy okazji imprez szachowych, to jeszcze połączone to jest z konkretnymi osiągnięciami – nowa siedziba związku otwiera wiele nowych możliwości propagowania szachów. Już ogłoszony jest konkurs na animatora, który jak sama nazwa wskazuje ma animować życie szachowe w nowej przestronnej siedzibie.

Podczas spotkania ogłoszono także, że rusza Wojtaszek COMARCH CRACOVIA Team, o czym poinformowała także strona Polskiego Związku Szachowego. Na razie szczegóły nie zostały zdradzone (poza Radkiem w teamie znajdą się także utalentowani juniorzy), ale przekaz jest jasny – szachy zdobyły kolejnego mecenasa!

Otwarcie nowej siedziby i związanie się z firmą Comarch to kolejne sukcesy ekipy Tomasza Sielickiego. Przez niespełna dwa lata obraz polskich szachów zmienił się diametralnie i naprawdę trzeba sporo złej woli (albo totalnego zaślepienia), żeby tego nie dostrzegać. Nie brakuje jednak „specjalistów”, którzy krytykują poczynania Związku i o nich chciałbym właśnie napisać kilka słów. Pewnie podpadnę kolejnym osobom, które uważają, że za bardzo wychwalam obecną ekipę. Jednak nie robię tego bez powodu – ludzi, którzy chcą coś robić i robią to dobrze doceniać trzeba. Oczywiście, w działalności „nowego” PZSzachu nie brakuje pomyłek i błędów, ale ogólny obraz działań jest nader korzystny. Nie dla wszystkich jednak…

Specjaliści, których łagodnie określić można mianem malkontentów, dzielą się na kilka mniej lub bardziej szkodliwych grup. Szkodliwych? Tak! Wielu ludzi zupełnie nie zdaje sobie sprawy, że ich – zazwyczaj krótkowzroczne i egoistyczne działanie czy nawet zwykłe narzekanie (można także określić do nieco bardziej dosadnie) – wpływa bardzo destrukcyjnie na i tak kruche środowisko szachowe. Ja grupę „narzekaczy” podzielił bym tak (uszeregowanie przypadkowe):

1) Rodzic malkontent – w czasach, gdy dzieci zaczynają być wychowywane jak mali cesarze ta grupa jest bardzo niebezpieczna. W oczach rodzica ich dziecko (sukcesy nie grają większej roli) powinno mieć wszystko, w najgorszym razie więcej niż inni. Oczekiwania tej grupy osób są bardzo wysokie i zaspokojenie ich często jest nierealne. Rodziców takich pamiętam z własnej młodości, każdy kolejny rocznik „produkuje” następnych. Najbardziej agresywni potrafią wyjątkowo truć życie wielu instytucjom. Najgorsi w swoim zaślepieniu potrafią nawet słać pisma do ministerstw, czym skutecznie psują reputację szachów.

2) Malkontent, który nie spełnił się jako szachista – bardzo duża grupa osób, która zazdrości innym osiągnięć. W rozmowach z tymi osobami najczęściej słyszymy „szachy to w ogóle nie jest sposób na życie, dlatego w nie nie gram”. Gdy jednak jakiś zawodnik polski osiągnie sukces w naszym malkontencie odzywa się zazdrość i nagle czuje się niekomfortowo z osiągnięciem rodaka. Słysząc z różnych źródeł opinie typu: „Wojtaszek nie gra na 2700, szybko z niego spadnie”, „Wicemistrzostwo Radka Wojtaszka to żadne osiągnięcie, bo z nikim nie wygrał (Nisipeanu to już nie ta klasa), a na dodatek miał dobre kojarzenia” – po prostu łapię się za głowę. Takie głosy niestety istnieją. Oczywiście, nie wygłosi ich żadna osoba, która chce być jakkolwiek szanowana, ale jednak pewne grono „specjalistów” takie opinie rozsiewa. Grupa ta nie jest bardzo szkodliwa, ale wyjątkowo psuje atmosferę, budując wrażenie, że niespełnieni szachiści są wyjątkowo zazdrośni i zawistni. Możemy tego doświadczyć zwłaszcza w Internecie, gdzie niezliczone ilości postów obrażają wielu szanowanych ludzi, tylko dlatego, że coś dobrze zrobili lub osiągnęli. Na Polskim Związku Szachowym osoby takie wyżywają się głównie za to, że wspiera on najlepszych polskich szachistów, którzy przecież „są do wymiany”. Tacy ludzie często forsują teorie wyrzucenia wszystkich naszych najlepszych arcymistrzów z kadry – bo nie rokują nadziei – i zastąpienie ich utalentowaną (nie zawsze) młodzieżą. Przykłady praktycznie wszystkich federacji na świecie pokazują, że nie tędy droga, ale malkontenci przecież się tym nie przejmują.

3) Trener malkontent – narzekający trener często należy do niespełnionych zawodników. To wielki problem, nie tylko szachów, gdy ktoś, komu nie wyszło, przelewa swoją gorycz na podopiecznych. Pół biedy, gdy taki trener szybko zostaje uznany za trenera kiepskiego. Gorzej, gdy szkoleniowiec zdobywa pewną renomę (są przypadki gdy renoma ta jest tworem konsekwentnej autopromocji). Z tej „uznanej” pozycji tacy trenerzy potrafią oceniać wszystkich, wytykać im błędy, doradzać. Tacy „wybitni” trenerzy pozwalają sobie na krytykę nie tylko zawodników, ale także działaczy i kolegów po fachu. Ich szkodliwość to głównie uprzykrzanie życia działaczom bądź rodzicom.

4) Malkontent przegłosowany – to działacz, który nie został wybrany do władz. Istota dość niebezpieczna, zwłaszcza jeśli posiada media, które pozwalają na dystrybucję jego urażonej dumy. W przypadku posiadania charyzmy przyciąga do siebie innych działaczy, którzy wypadli z głównego obiegu. Zamiast zrobić coś konkretnego krytykują tych, którzy ich pokonali, wymyślając coraz bardziej absurdalne argumenty. Skłócanie środowiska i działalność destrukcyjna to główne przewiny takich przegłosowanych osób. Jest to tym bardziej przykre, że przynajmniej część „odrzuconych” działaczy posiada możliwości, które mogą pomóc w rozwoju szachów, ale po osobistej klęsce ich urażona duma hamuje jakiekolwiek poczynania mające na celu propagowanie szachów.

5) Malkontent paranoik – osoba mało niebezpieczna, bo całkowicie straciła jakikolwiek posłuch krytykując wszystko jak popadnie. Nieważne co się dzieje, jest źle, powinno być lepiej, a kiedyś było znacznie lepiej. Wszyscy to nieudacznicy, oszuści itp… W skrócie: świr.

6) Malkontent ignorant – nie śledzi na bieżąco życia szachowego, nie wie co się dzieje, ale marudzi – „bo przecież nic się nie poprawia”. Stoi z boku, ale i tak narzeka. Grupa spokojna, zupełnie nieszkodliwa, ale jednak irytująca.

 

Podobnych grup można wymienić jeszcze kilka. Być może wynikają one z polskiej mentalności, w której narzekanie jest przecież zakorzenione wyjątkowo głęboko („Jak leci?” – „Stara bida…” – typowo polskie). Tak czy owak takie narzekanie wyjątkowo mnie wkurza. Nie raz pisałem już na łamach Mata o tym zjawisku (choć może nie wprost). Sprawa jest prosta – takim podejściem tylko zniechęcamy innych do naszego środowiska, do naszej dyscypliny, do naszych przedsięwzięć. To narzekanie, za którym stoi przede wszystkim zazdrość, zawiść i egoizm bardzo mnie dziwi. Szachiści to w końcu (a przynajmniej takie miałem wrażenie) pewnego rodzaju elita intelektualna. Od lat wszelkiej maści działacze z radością powtarzają jak mantrę „Gens una sumus”, ale kończy się na tym, że „jedna rodzina” to bardzo krótkie grono osób. Szachy strasznie na tym cierpią. Gdyby Ci malkontenci energię, którą tracą na narzekanie przeznaczyli na działanie, jestem pewien, że szachy w Polsce miałyby się niemalże najlepiej na świecie. A tak idą do góry dzięki wysiłkowi niewielkiej grupy osób, które na dodatek są hamowane przez duże grono narzekaczy. Przykre.

Wcześniej wspomniałem też, że „narzekacze” są szkodliwi. Sam fakt tego, że tylko krytykują i nic nie robią to dopiero połowa zmartwień. Gorzej, że nawet najbardziej cierpliwe osoby, które poświęcają swój czas, swoją energię i nierzadko pieniądze mają w pewnym momencie dość, gdy różnego sortu znawcy ich krytykują, pouczają albo obrażają. W efekcie szachy tracą masę sensownych osób, które robią (lub mogłyby/chciałyby robić) coś dla naszej dyscypliny.

Krytyka jest potrzebna, zwłaszcza ta konstruktywna. Narzekanie jednak, w momencie gdy sprawy idą w dobrym kierunku, zupełnie nie jest potrzebne. Nie narzekajmy zatem, tylko działajmy!

16 KOMENTARZE

  1. Młodzieżą, Mati, młodzieżą 🙂

    Podpisuję się jednak wszystkim kończynami pod słowami (z wyjątkiem tego jego 🙂 )

  2. Zdecydowanie Mateusz wydawało Ci się, że szachiści to pewnego rodzaju elita intelektualna. Mnie też się tak wydawało, ale gdy zacząłem poznawać kolejne postaci, te mechanizmy, które rządzą naszym szachowym „światkiem” stopniowo zacząłem zmieniać zdanie, by w końcu dojśc do przekonania, że szachista wszechstronnie wykształcony i na poziomie, to raczej czterolistna koniczyna. Zgadzam się w stu procentach z tym co napisałeś. Permanentnych malkontentów mamy aż nadto. Przecież chodzi o to aby „odhermetyzować” szachy, chodzi o wypłynięcie i nabranie prawdziwego wiatru w żagle. Ja zauważyłem zmiany i większość z nich na lepsze ale dla „mruków” wszystko jest jak było. Weżmy Mistrzostwa Polski: spnsorzy, pieniądze, miejsce, nagłośnienie medialne.(Za to sami szachisci zawiedli, nie PZSZach, bo w turnieju panów był ni to szwajcar ni to kołówka) Współpraca z Ukrainą, Niemcami, Mistrzostwa za rok, Mistrzostwa aktywne w Warszawie w grudniu uff. zabrakło mi tchu!!Moznaby jeszcze wymieniać. Ale tym o których piszesz wiecznie jest źle. Tak z urzędu źle. Nawet jak jest dobrze to jest źle. Jedyny sposób jest na to taki, jak w tym przysłowiu: psy szczekają, karawana idzie dalej! Przecież to wszystko zaczyna już przypominać dobrze wyglądającą firmę, to co dzieje się w Pzszachu. Choćby strona!Aktualizowana, nowości, zaglądam prawie co dzień, a gdzie ja zaglądałem na nią powiedzmy 5 lat temu, jak nic się na niej właściwie nie działo! Róbmy swoje… Mateuszu, jak śpiewał Młynarski,ja tak mówię, a krytyków i malkontentów nie przekształcimy w sprzyjających sprawie optymistów. Musimy się nauczyć z nimi żyć i tyle…

  3. Brawo Mateuszu, niestety – dokładnie tak to wygląda. Tylko absolutny ignorant nie dostrzega faktów i pozytywów w działaniach Tomasza Sielickiego. Ludzi o złej woli nie brakuje. Życie…

  4. Gratuluję znakomitego rozeznania w środowisku szachowym. Jeśli dobrze zrozumiałem, to ludzi mających cokolwiek wspólnego z szachami podzieliłeś na: Tomasza Sielickiego, osoby go wspierające i pozostałych (szkodliwych – Twoim zdaniem). Ja bym się tak nie odważył. Hasło – kto nie jest z nami, jest przeciw nam – już wielokrotnie słyszałem. Nigdy nie powodowało pozytywnych skutków. Patentu na mądrość nie ma nikt – nawet ekipa Tomasza Sielickiego, ale jeszcze trochę „pochodzisz” po tym łez padole i sam się o tym przekonasz. W takiej organizacji jak PZSzach, każdy chce coś ugrać dla siebie a większość interesów jest przeciwstawna. Jeśli arcymistrzowie mają lepiej – gorzej muszą mieć pozostali i to wyzwala frustracje, bo „woreczek z kasą” jest bardzo malutki. Za chwilę ktoś Ci zarzuci, że chwalisz (każdy by chwalił), gdyż czerpiesz. A co będzie, gdy braknie prezesa? Pomyśl …

    • Ekonomia nie jest grą o sumie zerowej – zysk jednych nie musi automatycznie oznaczać stratę drugich. I też powstrzymywał bym się od podkreślania braku doświadczenia Mateusza – może nie ma doświadczenia w wielu kwestiach pozaszachowych, ale ma 26 lat z czego 16 spędził grając intensywnie w szachy, przeżył w tym czasie także mnóstwo zmian w PZSzachu i polskich szachach.

      Jako że Pana szanuję chętnie usłyszę o tym, kto z szachów stracił w ostatnich latach. Bo kto zyskał to wiem.

    • Zwykłem nie zabierać głosu w tego typu miejscach i dyskusjach, ale wydaje mi się, że nie do końca trafnie użył Pan pojęcia „kto nie jest z nami, jest przeciwko nam”, bo ono tutaj zupełnie nie pasuje. W tej debacie nie chodzi o to, by rozgraniczyć środowisko szachowe na „naszych” i „wrogów”.

      Jedyne na co Mateusz tak na prawdę chciał zwrócić uwagę to na typową dla nas, Polaków, pustą i bezpodstawną krytykę. Sam Mateusz napisał, że aktualna ekipa zarządzająca PZSzachem nie ustrzegła się błędów. Jednak błędów nie popełnia ten, kto nic nie robi. A najgorsza jest krytyka, która nic nie wnosi, a tylko podcina skrzydła tym, którym coś się chce.

      Patrzę na środowisko szachowe całkowicie z boku i muszę przyznać, że dawno już nie było tak głośno (i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu) o szachach, a to oznacza, że dobrze się dzieje zarówno dla dużych jak i maluczkich. A dlaczego? Bo im bardziej dany sport jest popularny i lubiany, tym więcej w nim ciekawych imprez i środków na rozwój tych największych talentów.

      A że w tej chwili w jakimś klubie jest trochę gorzej? Że któryś region nie dostał do organizacji jakiejś imprezy co zawsze i nie zarobili swojej doli? To może czas zakasać rękawy i poszukać godnego sponsora i zorganizować jakąś inną, ciekawą imprezę. A że można – niech przykładem będzie turniej w Trzciance, gdzie organizatorzy swoim zapałem zdołali zdobyć takie fundusze, by ściągnąć szeroką czołówkę polskich szachistów.

  5. „W takiej organizacji jak PZSzach, każdy chce coś ugrać dla siebie a większość interesów jest przeciwstawna. Jeśli arcymistrzowie mają lepiej – gorzej muszą mieć pozostali i to wyzwala frustracje, bo „woreczek z kasą” jest bardzo malutki.”

    Ale chodzi właśnie o to, aby ten woreczek powiększyć! I tu żadnych przeciwstawnych interesów być nie powinno.
    A prawda jest taka, że worek zacznie „rozdymać się” sam w miarę sukcesów naszych szachistów – tak, jak to było pod koniec lat 90. I w to trzeba inwestować zarówno pieniądze, jak i przede wszystkim pomysły.
    Team Wojtaszka jest ideą znakomitą – brawa dla PZSZach za znalezienie sponsora na ten projekt! Szkoda, że uda się go zrealizować na 80%, a nie na 100 🙁
    Jeszcze jeden pomysł, który służy „powiększeniu woreczka” i nie wymaga dużych nakładów – pomoc menedżerska naszym szachistom (zwłaszcza młodym, czołowka krajowa jakoś radzi sobie sama) w negocjacjach z organizatorami turniejów zagranicznych. To chyba robi Piotr Murdzia, mam nadzieję, skutecznie, ale warto na to zwrócić więcej uwagi.

  6. Moim zdaniem, za kadencji P. Tomasza Sielickiego zmieniło się bardzo dużo in plus. Jestem pod wrażeniem kolejnych inicjatyw. Wszystko jakby ożyło, pojawiły się duże firmy Commarch, Irena Eris, Enea, Budimex, Microsoft … Poprzez szachy można też się reklamować np.: ING i reklamy Konrat i Garri Kasparov. Z przyjemnością wchodzi się obecnie na stronę PZSzachu …

    Obawiam się jedynie tego, że jak zabraknie takich ludzi jak Pan Tomasz, czy nie wrócimy do starego kociołka … i poczynania niektórych „działaczy” przypadkiem nie przypominać będą tych ze sceny z filmu „Dzień świra” – http://www.youtube.com/watch?v=CBYDoSv8FFg

  7. Witam wszystkich
    Zachowałbym umiar w gloryfikowaniu PZSzach-u. A krytyka nie powinna być odbierana jako marudzenie, czy chęć podkładania nogi naszym szachistom. Skoro krytyka pojawia się, widocznie są powody do tego. Co do trzeciego punktu ” Trener malkontent”, zauważam tu jednoznaczne odniesienie do konkretnej osoby, której osiągnięcia bezpodstawnie neguje się w środowisku szachowym od wielu lat. Zarówno osiągnięcia, całą pracę, jak i od dawna proponowane koncepcje zmian w polskich szachach. Taka negatywna postawa w stosunku do tej osoby jest dla mnie kompletnie niezrozumiała, dziwna i przykra.

    • Panie Krzysztofie!
      Jak powiadają „uderz w stół…” takich trenerów „malkontentów” jest wielu a ten O Którym Wszyscy Wiemy z pewnością im przewodzi. jego problemy emocjonalne i to, ze jest niedoceniany i niszczony to wszystko jego problemy, które nie wiedzieć czemu maja się stać problemami polskich szachów. jakimś dziwnym trafem jak atakował naprawdę bezpodstawnie i osobiście i osobowo dyrektora Akademii to była to „rzeczowa i merytoryczna krytyka” podobnie jak i i taka zapewne jest krytyka polskich trenerów. Wynika z tego ,że juniorskie sukcesy zawdzięczamy tylko wyjątkowej odporności młodych ludzi na nauki . wystarczy zatem rozwiązać Akademię a trenerów- szkodników dać na trawkę zielona boć czas jest ku temu sprzyjający…
      Ów trener -malkontent doszedł nawet do tego, że Dworecki to w sumie człowiek jakiejś minionej epoki, który nie wie co jest grane. Bo Małachow i wielu innych go nie czytało a są arcymistrzami i to nawet dobrymi. Dobry argument, chociaż zapytałbym ilu z tych lub innych arcymistrzów czytało książki Tego O Którym Wiemy i jak to ma się do ich klasy szachowej?

  8. Dla mnie jedno jest niezrozumiałe. Mianowicie JAKIM prawem mamy oczekiwać, że nasze działania będą (odpowiednio) doceniane, skoro żyliśmy przez kilkadziesiąt lat w chorej atmosferze? Moim zdaniem jeśli nie będzie narzekania, marudzenia i krytykowania… to będzie oznaczało jedno: ŹLE się dzieje! Mogę się założyć, że gdyby ktoś rozdawał za darmo (!) książki szachowe, szachownice czy też programy szachowe… to także byłyby głosi krytyki, narzekania i marudzenia!
    Po prostu są pewne osoby, które NIE POTRAFIĄ żyć bez narzekania, krytykowania czy marudzenia (akurat to słowo mi nie pasuje).
    Tak więc życzę JAK NAJWIĘCEJ narzekania na prezesa, jego współpracowaników oraz ludzi, którzy chcą coś zmienić w naszej społeczności szachowej! Bez tego bowiem nie będzie docenienia WASZEGO wkładu!
    Dlatego nie przejmować się narzekaniem tylko traktować to jako „ja nie umiem, więc muszę cię krytkować i stale narzekać”. Szukać ludzi pozytywnie nastawionych oraz chętnych do współpracy. Pewni ludzie są niereformowali – NIE MA ZNACZNIA co człowiek (czy grupa a nawet społeczność) zrobi… i tak będzie źle, nie tak jak trzeba, itd.

    Powodzenia Mateuszu w Waszych działaniach!
    PS. W ostatnich 10-15 latach nie słyszałem tylu ciepłych słów o działaniach PSZACHu. Przy okazji za wieloma różnymi działaniami idą konkretne rezultaty oraz widać, że Prezes nie chce „nabić sobie kieszeni”, tylko w końcu zmienić obraz polskich szachów. Nie wiem jak to robi (mam na myśli tyle działań i efekty!), ale podejrzewam, że dużo dokłada z własnej kieszeni. Tak więc: życzę krytyki i niezadowolenia oraz narzekania i marudzenia! To będzie znaczyło, że sukces jest już rzeczywistością a nie jedynie planem!

  9. No nie, nie sprowadzajmy sprawy krytyki znowu do czasów PRL. Nie można wszystkiego tłumaczyć na tej zasadzie, że PRL to, PRL tamto. Nikt tu nie krytykuje wszystkiego i wszystkich, bo sprawa dotyczy konkretnych osób i konkretnych sytuacji, a nie krytykowania wszystkiego jak leci. Trudno dawać aplauz rzeczom z którymi się nie zgadza, prawda? Można siedzieć cicho, albo dać wyraz swojemu odmiennemu zdaniu. Ja wybrałem to drugie.

  10. Każda krytyka jest dobrze widziana, pod warunkiem, że jest to krytyka konstruktywna. Krytyka „nie, bo nie” przestaje być krytyką. Jeśli ktoś krytykuje, powinien zaprezentować pomysł na poprawę. Niby nic a jednak wiele…

Comments are closed.