Pezetszachowe rozważania – czyli o zmianach

16
67

W naszym kraju chwalenie się swoimi sukcesami nie jest odbierane zbyt pozytywnie. Taką już mamy mentalność. Może właśnie dlatego Polski Związek Szachowy pisze o swoich osiągnięciach nie tak znowu wiele jakby mógł. Skoro jednak zostałem już uznany za „nieoficjalnego” rzecznika PZSzach, to nic nie stoi na przeszkodzie by ten stan rzeczy nieco zmienić.

 

Uwaga, blog działa! Przerwa w pisaniu była spowodowana po trosze brakiem weny, a po trosze niską ilością komentarzy po wpisie ostatnim, kontrowersji pozbawionym. Dzisiaj jednak w PZSzachu miejsce miał kameralny turniej, którego niektórzy uczestnicy pytali co dzieje się z blogiem. Nie ma lepszej motywacji niż Czytelnik, który chce czytać, więc zmuszonym będąc produkuję coś nowego. Zatem do dzieła!

Gram w szachy już prawie 20 lat. Pojęcie o tym jak funkcjonuje Polski Związek Szachowy mam od lat 10. Na pewno nie jest to bardzo dużo, ale wystarczająco, by wyrobić sobie zdanie na temat różnych sfer, którymi stowarzyszenie jakim jest Związek się powinno zajmować.

Z perspektywy tych lat muszę przyznać i czynię to z wielką przyjemnością, że obecnie działający Prezes, Zarząd  oraz Biuro Polskiego Związku Szachowego są na naprawdę wyjątkowym poziomie. Oczywiście, na pewno mogłyby być lepiej – zawsze tak może przecież być – ale w porównaniu do tego co było, a zwłaszcza do lat 2005-2009, mamy teraz po prostu raj. Swoim odczuciom (które podziela zdecydowana większość osób, z którymi mam okazję rozmawiać) nie raz dawałem wyraz czy to na moim blogu, czy to w czasopiśmie Mat. Ta szczerość, bo swojej opinii nie koloryzowałem, przez wiele osób odbierana była zupełnie błędnie – niektórzy myśleli, że jestem lizusem, inni sądzili, że mogę mieć w tym interes, niektórzy uważali, że muszę chwalić, bo korzystam, a byli także tacy, którzy byli pewni, że ktoś mi płaci za dobre słowa.

Prawda jest jednak bardzo prozaiczna – jestem szczery i po prostu cieszę się z tego co widzę. Zawsze uważałem, że chwalenie kogoś, zwłaszcza, gdy są ku temu powody to zachowanie normalne. Okazuje się jednak, że wiele osób krzywo patrzy na pozytywne słowa. To chyba zaszłości czasów minionych, a także wszechobecna u nas niechęć do wszelkich organizacji państwowych. W myśl tego PZSzach „z automatu” kojarzy się wielu ludziom źle.

Oczywiście, pewne osoby będą zawsze niezadowolone (vide mój tekst o „narzekaczach”), ale część osób które to chwalenie drażni jest po prostu nie do końca świadoma co w PZSzachu się dzieje. Warto im zatem kilka spraw przybliżyć. Taki właśnie jest cel mojego dzisiejszego wpisu, który będzie poświęcony osobie Tomasza Sielickiego. W następnych wpisach zajmę się także Biurem, a może również Zarządem, a z pewnością niektórymi jego członkami.

Tomasz Sielicki

To, że szachom polskim trafił się taki prezes to czysty uśmiech losu. Co takiego dała nam osoba twórcy potęgi firmy Computerland (obecnie Signity) ? Rzeczy kilka.

Przede wszystkim: Nadzieję. Nadzieję na lepsze jutro. Nadzieję, której przez długie lata nikt nie miał, a jeśli już przez chwilę się ona pojawiała to umierała zatrważająco szybko. Szachy to nie piłka nożna, żeby w szachach było znośnie potrzeba naprawdę dużo pracy. Żeby o szachach było głośno musimy mieć nie tylko sukcesy, ale i ludzi, którzy te sukcesy będą umieli sprzedać mediom i sponsorom. PZSzach nie może pozwolić sobie na takie numery jak PZPN i nie może oddawać sterów ludziom pokroju Grzegorza Laty. Szachów na to nie stać.

Tomasz Sielicki dał także szachom powiew „świeżości profesjonalnej” – nagle okazało się, że wszystko może funkcjonować, a przynajmniej iść w kierunku cywilizowanego działania w standardach XXI wieku. Ale co to znaczy tak nieco konkretniej? Być może nie do końca to co przeciętny kibic oczekiwał.

Biuro PZSzach

Przede wszystkim PZSzach zaczął zmierzać w kierunku zorganizowania się od środka. Od już prawie dwóch lat (miną w lipcu) systematycznie rozbudowywane jest Biuro związku ( o którym więcej w następnym wpisie). Ta pozornie nieważna czynność to jedna z najważniejszych zmian. Taką organizacją jak Związek nie może dobrze kierować Zarząd, bo jego członkowie działają społecznie i mają swoje normalne etaty poza Związkiem, zatem bardzo wiele prozaicznych i całkiem ważnych decyzji musi podejmować Biuro, które sprawnie działające nie tylko poprawia reputację dyscypliny (poprzez reprezentację w ministerstwie czy w rozmowach z mecenasami), finanse (może efektywniej zarządzać środkami lub pomagać w ich pozyskiwaniu), kontakty z mediami, ale także rozwiązuje wiele innych „codziennych” spraw.

Imprezy

Dużo bardziej widoczne od zmian w Biurze były zmiany w organizacji wielu imprez. Głównie mistrzostwa Polski mężczyzn i kobiet odzyskały należny im status. Chociaż za poprzedniej kadencji zdarzały się udane „czempionaty” (Kraków 2006, Opole 2007 czy Lublin 2008), to wszystkie one leżały zupełnie pod względem nagród i reklamy szachów. Nie wspomnę już nawet o mistrzostwach kobiet, które grywały o zupełne kopiejki, często ukryte przed całym światem. Mistrzostwa 2010 i 2011 to już zupełnie co innego. Oczywiście, można je zrobić lepiej – kto nie chciałby widzieć wyższych nagród? – ale póki co jest dobrze. No i w końcu w mistrzostwach gra zdecydowana większość najlepszych zawodników, więc prestiż turnieju zdecydowanie się zwiększył.

Ludzie

Bardzo ważne jest także to, że osoba Prezesa przyciąga do Związku coraz to nowe osoby, które mogą coś zrobić, a które w innych okolicznościach szachom pomagać by nie chciały. Myślę, że śmiało do takich osób można zaliczyć Adama Dzwonkowskiego. Adam to osoba wyjątkowa, mająca tysiąc pomysłów na minutę (ale poza tym z wyjątkową konsekwencja wcielająca te pomysły w życie) i jej „zwerbowanie” to jeden z największych sukcesów „personalnych” obecnego Zarządu. I właśnie tutaj chciałbym płynnie przejść do zagadnienia nieco innego, ale z tematem związanego jak najbardziej.

Przyszłość

Całokształt działania prezesa Sielickiego to nie jest działanie „na dziś”, to nie jest działanie „na jutro” – to jest działanie na pojutrze. Oczywistym jest to, że kiedyś w szachach zabraknie Tomasza Sielickiego – ja mam nadzieję, że nie stanie się to za dwa lata, ale najwcześniej za sześć. Jednak kiedy ten smutny dzień nadejdzie nie zostaniemy z ręką w nocniku (tzn. o ile nie dojdzie do władzy grupa „sprytnych inaczej”, co niestety w demokracjach podobnych do PZSzach często się zdarza zaskakująco lekkomyślnie). Z naszym środowiskiem nie będzie źle, bo coraz więcej sensownych osób zbliża się nie tylko do szachów, ale do działania w nich. Nie będą to też działacze typu „nie ważne jak, ważny bym ja na tym zarobił lub coś z tego miał”. Takie mam przynajmniej wrażenie. I właśnie to może być największym kapitałem na przyszłość. Osoby, które pracują w Biurze, mogą związać się z szachami na lata. Osoby, które staną się regularnymi rezydentami  klubu w nowym lokalu przy Al. Jerozolimskich 49 po pewnym czasie także mogą zainteresować się działalnością „dla szachów”.

Ten aspekt, którego wydaje mi się wiele osób zupełnie nie dostrzega, mnie osobiście bardzo buduje. Bo często w wielu organizacjach zdarzali się „papierowi” prezesi, którzy faktycznie na krótką metę poprawiali kilka rzeczy (najczęściej finansowych), ale po ich odejściu (często szybkim, bo przecież żyjemy w tak życzliwym kraju) nie zostawał kamień na kamieniu. Myślę, że w przypadku PZSzachu tak się nie stanie.

 

Stosunek do szachów

No i na koniec fakt, który jest nie mniej istotny niż te wymienione wcześniej. Tomasz Sielicki kocha szachy i jest ich wielkim pasjonatem. To naprawdę budujące, gdy prezesa nie tylko można spotkać przy szachownicy, ale także porozmawiać z nim o przebiegu partii czy wynikach turniejów. Prezes jest także w świetnych relacjach z wszystkimi chyba czołowymi zawodnikami. Wśród jego poprzedników zdarzali się tacy, którzy z zawodnikami rozmawiać w ogóle nie chcieli, a zresztą i tak nie mieliby zapewne o czym. Te „drobnostki” wcale nie są nieistotne, bo wpływają na pozytywną atmosferę, która w dość hermetycznych środowiskach, a takim jest na pewno społeczność szachowa, jest niezmiernie ważna.

 

Zapewne mógłbym do tej „laurki” dopisać jeszcze kilka punktów, takich jak choćby fakt uzyskania prawa do organizacji DME’2013 (do Polski na 10 dni przyjadą naprawdę najwięksi szachiści Europy) czy osiągnięcie wyjątkowo respektowanej pozycji w strukturach europejskiej federacji szachowej, a także znakomite kontakty z organizatorami i działaczami z całego świata. Myślę jednak, że te najważniejsze z punktu widzenia krajowego udało mi się streścić (bo w szczegóły dotyczące uporządkowania przetargów czy regulaminów zagłębiać się już nie chcę). Na pewno ten „pozytywny” wpis budzi „niepozytywne” odczucia wśród wielu osób, bo „słodzę” prezesowi równo, a tego u nas się po prostu nie lubi. Tyle, że to są zwyczajne fakty, których wiele osób nie dostrzega lub nie chce widzieć. Lubię rozmawiać, a mam takie małe zboczenie, że rozmawiam często o sytuacji w Polskim Związku Szachowym. W rozmowach zdarza mi się słyszeć „A co tak naprawdę się zmieniło, skoro ja/mój klub/mój region nic z tego nie mam?”. No cóż, takie myślenie w naszym kraju jest nadzwyczaj popularne – „Ja nie mam, znaczy nic się nie poprawia”. A roszczeniowość w naszym kraju (ok, nie tylko w naszym) rozdmuchana jest przez te wszystkie socjalistyczne brednie masakrycznie. Dziwi mnie jednak to, że za marazm życia szachowego w niektórych regionach obwinia się Związek. Ok, być może centrala w jakiś sposób jest w stanie stymulować pewne procesy, ale przecież roboty za związki wojewódzkie nie wykona. To nie jest zresztą – w moim przekonaniu – zadanie PZSzachu. Wiele zresztą rzeczy, które wynikają często z winy bierności środowiska, ludzie chętnie zrzucają na PZSzach. Zapewne – nie brakuje sytuacji, w których uwagę zwracać trzeba, mam jednak wrażenie, że często pod adresem związku kieruje się oskarżenia, które powinny trafić zupełnie gdzie indziej. Ale wojewódzkie związki i ich fatalne funkcjonowanie, a także oczekiwania społeczności wobec różnych szachowych instytucji to już temat na zupełnie inny wpis. Na pewno nie tak pozytywny jak ten.

 

Jak zwykle zachęcam do komentarzy. Niestety, obawiam się, że będzie z tym krucho, bo temat nie z tych budzących emocje, ale może, może. Zapewne nie wszyscy zgadzają się z tym co napisałem (chociaż po cichu liczę, że jednak większość myśli podobnie – wtedy jednak nie ma dyskusji, jestem zatem w kropce!), chętnie zatem usłyszę dlaczego.

I jeszcze na koniec. W środę ogłoszono skład Wojtaszek COMARCH Team. Po programie „rozwojowym” (pod egidą Microsoftu) dla Darka Świercza to kolejna udana akcja Związku, której efekty poznamy za kilka lat. Pomysł całego teamu jest moim zdaniem rewelacyjny. Nie znam wszystkich szczegółów i zasad obowiązujących w tym programie, ale jasne jest, że polskie szachy na tym wiele zyskają. Cieszy zwłaszcza to, że sekundantem Radka został na stałe Grzesiek Gajewski, który jest uznanym teoretykiem na całym świecie od czasów wynalezienie wariantu… Gajewskiego. Jednym słowem brawo dla Związku i wielkie podziękowania dla COMARCHU!

 

16 KOMENTARZE

  1. Ciekawe, nie sądziłem, że komuś nie podobają się zmiany zachodzące w polskim związku szachowym jak i polskich szachach. Co do kwestii zarządu, czyli odpowiednich sukcesorów w PZszachu odnosić się nie trzeba, gdyż wszystko zależy od szczęścia, czasem dostajemy na co zasłużyliśmy, a czasem niedoceniamy tego co mamy.
    Chiałem jeszcze dodać, że odwiedzam i czytam twój blog głównie dlatego, że jestem twoim fanem, podziwiam Cię za twoje partie (szczególnie w obronie holenderskiej).
    Mie lubię wiedzieć co się dzieje za kulisami, nie to jest chyba najważniejsze w szachach, dlatego komentarzy może być mało, bo niewielu będzie potrafiło się odnieść do tematów wpisów. Liczę na to, że opiszesz tu kiedyś swoją partie, lub wstawisz ją w postaci wideo z twoimi komentarzami, co jest dość popularne w innych krajach.

    Pozdrawiam

  2. Mnie, prawdę mówiąc, nie dziwią pozytywne zmiany za czasów Pana Sielickiego. To przecież urodzony biznesmen, naturalną jego cechą jest zjednywanie sobie ludzi i rozkręcanie tego, za co się chwyci. Miałem zresztą przyjemność poznać go osobiście (a nawet zdarzyło mi się z nim rozegrać turniejową partię w YMCE) i jest to moim zdaniem znakomity człowiek na stanowisko prezesa, głównie dlatego, że jest oczywiste, iż robi to z powołania, a nie dla jakichś osobistych korzyści (bo, powiedzmy sobie szczerze – jakie personalne korzyści posada prezesa PZSzach może zaoferować takiemu człowiekowi, jak Tomasz Sielicki?)

    Jeśli chodzi o myślenie roszczeniowe, to w ogóle bym się tym nie przejmował. Tak, ludzie sądzą, że ma się im poprawiać bez żadnego wkładu z ich strony, ale to nie powód, żeby ich słuchać. Powiem więcej: jednym z widomych znaków, że idzie ku lepszemu w kraju, byłoby to, że niektórym by się pogorszyło (darmozjadom, więźniom, etc.). Dlatego uważam, że krytykę warto przyjmować tylko konstruktywną. Jeśli ktoś uważa, że zmiany są na gorsze, i potrafi to poprzeć własnymi, konkretnymi działaniami, które w wyniku zmian okazały się przeciwskuteczne, czy coś takiego – o, to z takim kimś można dyskutować. Bo robi, a nie tylko mówi.

    (P.S. Ja niniejszym tylko mówię, zatem równie dobrze można nie brać pod uwagę jakiejkolwiek krytyki zawartej w powyższym akapicie).

  3. Ja również uważam, że Pan Sielicki jest odpowiednią osobą, lecz chodziło mi głównie o atmosferę i otoczkę związku. Mogę się jednak mylić, bo mam 13 lat i mało widziałem. 😉

    • Kacper, może i mało widziałeś, ale to nie jest duża strata dla Twojego rozwoju szachowego ;).

      Tak mi się ostatnio przypomniały czasy, kiedy to Mistrzostwa Polski odbywały się w fantastycznym, pełnym atrakcji wszelakich kurorcie Nadole. Na jednej z takich imprez po chyba 6. rundzie jeden z pzszachowych ówczesnych działaczy oznajmił, że biuletynów więcej nie będzie, bo się ksero zepsuło.

      I tak się zaczęłam zastanawiać nad profilem społeczno-demograficzno-zawodowym przeciętnego narzekającego na obecnego Prezesa.

  4. Wszystko pięknie do ostatniego akapitu gdzie okazuje się, że PZSzach jest super, ale związki okręgowe już nie.

    Czy zadaniem PZSzachu nie jest też zadbanie o to by w podległych strukturach zasiedli odpowiedni ludzie? Rozumiem, że nie zawsze jest możliwość, bo nie zawsze odpowiedni ludzie się znajdą. Niemniej rozdzielanie tych dwóch kwestii nie wydaje mi się uzasadnionem, chyba że PZSzach nie ma wpływu na związki okręgowe?

    No bo co z tego, że będzie dobrze globalnie (i np. Mistrostwa Polski 2012 będą błyszczeć sponsorami i na otwarciu zaśpiewa Shakira), jak nikt nie zorganizuje mistrzostw podkarpacia do lat 12 z powodu braku szachownic/sędziego/czasu/czegokolwiek? 🙂

    • Problem w tym, że z tego co się orientuję centrala wiele ze związkami okręgowymi zrobić nie może. Mają przecież one swoje wybory i swoich przywódców. Działanie o podstaw jest niezmiernie ważne (silne ligi regionalne powinny być bardzo istotną częścią życia szachistów-amatorów), ale obawiam się, że w tym przypadku PZSzach ma związane ręce. O związkach zresztą postaram się kiedyś jeszcze napisać.

      • Chciałbym się odnieść do treści, że centrala to wiele nie może zrobić ze związkami okręgowymi. Jest sprawą oczywistą, że PZSzach jest wierzchołkiem piramidy a jej fundamentem są kluby i wojewódzkie związki. Pytanie za sto punktów co robi (planuje robić) centrala aby wzmacniać i poszerzać swój fundament automatycznie piąc się wyżej?
        Pojawił się swego czasu pomysł aby ujednolicić ligi regionalne i zmniejszyć liczbę zawodników do jednego samochodu (składy 4 osobowe i może bez obowiązku dziewczyny ?) ciekawi mnie mocno co w tym temacie jest robione ?

        Czy odbyły się spotkania z prezesami „okręgówek” i rozmowy na temat projektu przeorganizowania na jeden wzór wszystkich lig „dolnych” ?

      • Wiem, że spotkania prezesa PZSzach z prezesami okręgowych związków odbywają się w miarę regularnie. Jakie tematy są poruszane – nie wiem.

  5. Tak, brakowało mi wpisów na blogu, ale rozumiem, że arcymistrz robi to hobbistycznie, a czas głównie poświęca na trening i zawody.
    Od kilku lat dość uważnie śledzę życie szachowe w Polsce i na świecie i również mam wrażenie, że od czasów obecnego Prezesa idzie ku lepszemu. Oczywiście zawsze może być lepiej, ale każdy z nas może (powinien!) dołożyć swoją cegiełkę – choćby np. w swoim lokalnym klubie.
    Oczywiście na stronie Związku powinniśmy pisać o sukcesach Polaków, bo to najlepsza reklama i zachęta dla innych. Marzeniem byłaby mediateka – zbiór (lub chociaż linki) wywiadów (prasa, telewizja, internet) polskich szachistów i działaczy. Ludzie chcą znać opinie czołowych zawodników (ale też działaczy) na tematy szachowe.

    pozdrawiam serdecznie
    Slawek K

  6. Idzie ku lepszemu, ale niektóre przytoczone argumenty potwierdzają tylko, że autor bloga jako zawodowiec jest szczególnie zadowolony – skoro wszystkie wymienione MP były dobre, a ostatnio były znacznie lepsze bo zawodowcy miali większy zarobek. Argument, z którym trudno polemizować;)

    • Oczywiście, z moich ust brzmi to zapewne nieco naciąganie, ale tak działa większość sportów – im lepiej mają się najlepsi, tym lepiej ma cała dyscyplina. Jeśli w MP są niskie nagrody (jak kilka lat temu), wtedy udziału nie bierze wielu najlepszych, jest mniejsze zainteresowanie itp. Idąc dalej – i o tym wspominałem, w którymś z wpisów – jeśli zawodowcy walczą o niskie nagrody, to ich następcy nie będą zainteresowani wejściem na ich miejsce itp.

  7. Przypomniałem sobie, że nasz eksportowy arcymistrz Wojtaszek gra w jakimś turnieju w Rumunii. Pokibicowałoby się. Ale gdzie to znowu było, gdzie szukać… pierwsze kroki to oczywiście strona PZSzach. Szuku…szuku…nie znajduju… gdzieś tam na pewno ten link jest…

  8. Trudno mi stwierdzić, co tu jest dokładnie czyją zasługą, ale także z punktu widzenia amatora widzę sporo pozytywnych zjawisk. Ot choćby … lepszy obieg informacji o tym, gdzie można w szachy pograć, zapewniany przez wyraźnie od ok. roku ożywioną stronę http://mzszach.pl (Mazowsze) i przez sekcję turniejową http://chessarbiter.com (cała Polska).

    Natomiast co do nadziei na przyszłość: myślę, że aby szachy ją miały, musżą starać się poszerzać swoją bazę, wciągać do regularnej gry jak najwięcej amatorów. To i bezpośrednia baza finansowa (wpisowe do turniejów, składki klubowe, dotacje dla klubów, zakup sprzętu i książek, zainteresowanie lekcjami/zajęciami, …) i znacznie większe perspektywy marketingowe (kto w szachy gra, ten też o nich czyta, o nich rozmawia, śledzi związane z nimi wydarzenia) i nawet większe szanse, że ktoś decydujący o sponsoringu lub dotacji okaże się szachistą 😉

    Co mógłby tu zrobić PZSzach? Myślę, że możliwości są, np. można by popróbować zaprojektować i promować jakieś ogólnopolskie cykle masowych imprez (Grand Prix? Puchar? … – być może w szachach szybkich) dające amatorom poczucie uczestnictwa w czymś „większym”, może warto by dopracować i promować amatorskie rankingi w szachach szybkich i blitzu i rozważyć jakiś system tytułów (by dać jak najwięcej „motywatorów” do rywalizacji), może zainteresować się serwisami internetowymi obsługującymi grę w szachy i wzajemnie się promować (kurnikowe kwalifikacje do turnieju pzszach może nie brzmią zbyt poważnie ale … mogłyby zachęcić trochę graczy z owego kurnika by spróbowali szachów na żywo), może rozluźniać wymagania dotyczące „formalizowania” lokalnych turniejów (licencje sędziowskie, karty zawodnicze etc), może popracować nad jakimś „toolkitem” do promowania lokalnych turniejów szachowych, gdzie sędzia/organizator w prosty sposób mógłby uzyskać stronę internetową z informacjami, obsługę zgłoszeń, plakaciki promocyjne i co tam jeszcze może się przydać itd.

    Jakieś tło powyższych pomysłów: patrząc trochę na lokalne środowiska (oczywiście moja ocena może być przypadkowa, ale jednak) mam wrażenie, że w szachach jest sporo osób (trenerów, sędziów, działaczy) szczerze poświęconych szachom ale z ograniczonymi umiejętnościami organizacyjnymi i bez wiedzy jak promować swoje działania. Efektem są pracowicie przygotowywane zajęcia na które przychodzi po kilka osób (a wiele miałoby ochotę ale po prostu o nich nie wie), chaotycznie organizowane turnieje w niewielkim składzie itd itp.
    Można krytykować lub się oburzać ale … można pomóc i miękką ręką narzucić pewne standardy, dając zarazem użyteczne narzędzia.

    • Kierunek myślenia wg mnie jak najbardziej słuszny. Tak się zastanawiam, czy nie można stworzyć nowy poziom sędziego, który mógłby obsługiwać najsłabsze i najmniejsze turnieje. Niech będzie można zdobyć na nich tylko IV, niech sędzia nie płaci za licencję i nie pobiera „gaży” za sędziowanie, ale niech ich będzie jak najwięcej.
      Gdy ludzie masowo zaczną grać w takich prostych turniejach, to pojawi się naturalna chęć rywalizacji na wyższych poziomach. Będzie potrzeba zorganizowania „lepszego” turnieju i wtedy na pewno któryś z tych podstawowych sędziów będzie chciał zrobić uprawnienia na wyższy poziom.
      Ale do tego wszystkiego są potrzebne decyzje w centrali. Trzeba maksymalnie uprościć pierwszy krok w szachach, kolejne przyjdą dużo łatwiej.

  9. Mateuszu!

    W pełni się z Tobą zgadzam, nawet jeśli nie uczestniczę w tak prestiżowych imprezach jak MP. Dlatego bardziej niż nad kontrowersyjną polemiką zastanawiam się czy masz pomysł, aby zrobić (a jak istnieje, to poinformować mnie/nas) coś w rodzaju „bazy pomysłów” i „bazy problemów i rozwiązań” oraz „bazy pomysłów/działań zrealizowanych”. Następnie (a w zasadzie to już!) dać dostęp do niej wszystkim osobom, tak aby mogły wspólnie coś ważnego stworzyć. Przykładowo: Adam Curyło jest w pewien sposób nośnikiem i reprezentantem tego, aby rankingi „grały” (w bazie do której będą mieć wszyscy dostęp przez Internet), Ty jesteś nieoficjalnym medialnym rzecznikiem PZSzach (mówię poważnie, chociaż może brzmieć dziwnie) oraz są osoby, które są w stanie zajmować się swoją działką (szkolenie, publikacje, reklama, rankingi, turnieje, organizacja tego wszystkiego, itd.).

    Przecież jeśli udałoby się zjednoczyć takich znakomitych ludzi chcących poprawy w szachach (w sensie ogólnym) jak chociażby Prezes Sielicki, Ty, Adam Dzwonkowski oraz setki (a może i tysiące?!) innych… to wspólnymi siłami można naprawdę dużo, prawda?

    Szalenie brakuje mi takich mentorów, liderów czy animatorów życia szachowego, a bez nich może być problem, aby to wszystko porządnie ruszyło. Przykładowo: jeśli udałoby się zebrać kilka/kilkanaście osób, to można stworzyć program i materiał szkoleniowy dla wszystkich chętnych, którzy chcą uczyć innych. Mamy bowiem fachowców, którzy z pewnością by pomogli w merytorycznym nadzorowaniu i pomocy całości. Przykłady konkretne? Proszę bardzo: chociażby Piotr Murdzia – byłby w stanie objąć „patronat” nad tym, aby z CAŁEGO kraju zjednoczyć i popularyzować ideę solvingu; Adam Modzelan – jako patronat nad dawaniem rad i wskazówek na temat kontaktów/problemów/dobrych zasad na linii „rodzic-dziecko” w procesie szkolenia szachowego. Ryszard Berard – jako patronat dla szachistów słabowidzących czy niewidomych; Maciej Karasiński – jako osoba promująca (nadzorująca) relacja na linii „szachy do szkół” (a z pewnością działanie PZSzach obejmują także tego typu działania, prawda?). Wymieniać można dłużej, ale jeśli mi się udało zaprosić do napisania artykułu każdego (poza Piotrem Murdzią) z nich, to czemu by tego wszystkiego nie ogarnąć i nie zacząć jechać „pełną parą”? Przecież sam prezes Sielicki (pomimo wspaniałych działań i już widocznych zmian!) wszystko nie ogarnie, prawda?
    Ja osobiście też chętnie bym się włączył do tego, aby pomóc jakoś to „ruszyć”, niemniej jestem osobą zbyt odległą i za mało znaną, aby całość nadzorować. A na pewno zarówno Ty jak i prezes Sielicki czy Adam Dzownkowski musicie znać osoby (albo chociaż jedną osobę), która zechciałaby to wszystko jakoś ogarnąć, prawda? Chodzi mi o bycie kimś na kształt lidera czy koordynatora (kierownika), który by „odnalazł” ludzi „patronatów”, a ci z kolei byliby dostępni dla setek (czy tysięcy) zainteresowanych w całym środowisku.
    Pamiętajmy bowiem, że są ukryte talenty i osoby, które „czekają” (wahają się, potrzebują wsparcia, „lekkiego pchnięcia”, otuchy, itd.) na to, aby móc WSPÓLNIE działać!

    Dowodem, że jest to możliwe niech będzie drobny projekt, który WSPÓLNIE udało mi się zrealizować z kilkoma amatorami-pasjonatami szachowymi oraz osobami znanymi w środowisku szachowych (w/w. p. Bernard, Modzelan, Karasiński). Poniżej adres pod którym znajdują się materiały szachowe wspólnie przez nas opracowane.

    http://www.demonchessbooks.cba.pl/ –> STRONA główna
    http://www.demonchessbooks.cba.pl/ksiazka1.php –> książka nr 1
    http://www.demonchessbooks.cba.pl/ksiazka2.php –> książka nr 2
    http://www.demonchessbooks.cba.pl/ksiazka3.php –> książka nr 3

    Pozdrawiam i czekam na odpowiedź
    PS. Moja propozycja jest poważna (nie żartuję, lecz pokazuję, aby zrobić coś wspólnie) i przy okazji dodam, że nawet jeśli chwalenie się jest u nas źle odbierane, to bez owego chwalenia się nie ma okazji do tego, aby być zauważonym. A to z kolei powoduje, że inni się o tym nie dowiedzą (bo niby skąd), więc potem opinie „nikt (nic) nie robi”, „każdy próbuje sam i na własną rękę”, „brakuje wspólnych działań”, itd.
    PS. Jeśli zmiany mają być na większą skalę, to trzeba umożliwić (stworzyć) ludziom okazję do (realnego) wspólnego działania, tak czy nie?

Comments are closed.