Piąty bieg Kramnika

Fot. Anastazja Karlovich

Tego nie spodziewał się nikt. Władimir Kramnik, który w pierwszym kole zremisował wszystkie(!) siedem partii, w drugiej części turnieju bryluje. W pięciu partiach rewanżowego koła zdobył aż 4,5 punktu i, korzystając z niefrasobliwości rywali, wyszedł na samodzielne pierwsze miejsce. Na dwie rundy przed końcem!

 


Po dziewięciu rundach londyńskiego turnieju scenariuszy dla zakończenia było niewiele – awansować miał albo liderujący Carlsen, albo mający pół punktu straty Aronian. Niewiele zresztą zmieniła runda numer 10, w której zgodnie wygrała pierwsza trójka zawodników (czyli także trzeci w tabeli Kramnik). Wówczas na stronie ChessBase.com pojawiło się statystyczne przedstawienie szans poszczególnych graczy na końcowy triumf. Prowadzący Carlsen miał 75% szans, Aronian 21, a Kramnik… zaledwie 3. Słownie – trzy procent szans! Na ile wiarygodne są takie wyliczenia powiedzieć nie umiem, natomiast na dziś cyferki nieco się zmieniły i na dwie rundy przed końcem to Rosjanin jest najbliżej opuszczenia Londynu z prawem gry o szachową koronę. Ten, kto postawił wówczas pieniądze na zwycięstwo Władimira miał niezłego nosa!

Wspomniana 10 runda trzęsieniem ziemi nie była, choć było w niej coś, o czym wspomnieć należy. Mam na myśli pojedynek Griszczuka z Kramnikiem. Władimir Borisowicz nie tylko (jak sam stwierdził na konferencji prasowej) po raz pierwszy wygrał czarnym kolorem w obronie berlińskiej w partii granej klasycznym tempem (co samo w sobie jest niespodzianką w przypadku takiego eksperta), ale w końcu dostał od przeciwnika (niebios, losu, bogini Caissy – niepotrzebne skreślić) pokaźny prezent. Chodzi o ruch 30.Gd4, którym białe podarowały przeciwnikowi punkt. Zamiast tego, po 30.Ke3 białe… stoją lepiej (według Griszczuka) i to czarne muszą uważać – wszystkie ich piony stoją na czarnych polach, co rzuca się w oczy po ewentualnym 30…Sb3 31.e6.

Griszczuk- Kramnik: Po 30.Gd4?? białe dostały przegraną końcówkę pionową. Prawidłowe 30. Ke3 prowadziło do końcówki, w której czarne muszą powalczyć o remis.

Od tej partii rozpoczęły się „podarki” dla Kramnika, choć to raczej spore uproszczenie. Rosjanin od pierwszej rundy grał dobrze, a nawet bardzo dobrze. Niestety, czasami brakowało postawienia przysłowiowej kropki nad ‚i’, czasami postawienie jej uniemożliwiali rywale. Z biegiem czasu okazało się, że Władimir utrzymał swój wysoki poziom, a zmęczeni przeciwnicy bronią się coraz słabiej i stąd biorą się prezenty. Koniec końców, z grubsza właśnie o to chodzi w szachach – grać dobrze i wykorzystać błąd przeciwnika…

Następną ofiarą Kramnika był kiepsko radzący sobie w zawodach Radżabow. Rosjanin wybrał rzadką linię, która białym niczego nie daje (o czym zdaje się wiedzieli obaj zawodnicy). Azer nie pamiętał jednak wszystkich niuansów pozycji i na przełomie debiutu i gry środkowej popełnił błąd. Mając lepszą pozycję i więcej czasu Kramnik miał wymarzoną sytuacją do powiększenia dorobku punktowego. Sztuka ta mu się udała, ale nie bez pomocy rywala, który wpadł w diabelną pułapkę w momencie, gdy akurat wychodził na prostą.

Nastąpiło 28…Hxa2??, co po 29.e5, Sd5 30. Wb2!, Ha4 (30…Ha3 31.Wb8!) 31.Gxd5!, Wxd5 32. Wb4, Ha2 33.Sxe7+ ! dało białym wygraną pozycję. Po 28…Wc7 pozycja była dynamicznie równa.

Dwie wygrane z rzędu wobec porażki Aroniana (ze Swidlerem) dały Kramnikowi drugą pozycję, ale strata do Carlsena (który do tego miał zmierzyć się w 12 rundzie białymi z Iwanczukiem) wciąż wydawała się trudna do odrobienia. Jak się okazało, Wielki Piątek, przyniósł nam chyba najbardziej emocjonujący dzień w szachowym świecie od lat. 
Partia Aronian – Kramnik zapowiadała się hitowo i oczekiwań nie zawiodła. Przede wszystkim grającymi białymi Aronian absolutnie musiał wygrać. Remis nie dawał mu zupełnie nic i Ormianin zdawał sobie z tego sprawę – w debiucie mógł forsować remis, ale odrzucił tę kontynuację.

Aronian mógł forsować remis po 15.Gxb5, f4! 16. Gc4, He4 17.Gd3, Hd5, co w ocenie Kramnika byłoby logicznym zakończeniem partii. Po 15.Wac1 i dalszym 15…a6 16.Wfd1, f4! inicjatywę przechwyciły czarne.

Co prawda, Lewon jak się zdaje w tym momencie nieobiektywnie ocenił pozycję – uważał, że stoi lepiej, a w istocie miał spore problemy, co potwierdził zresztą przebieg partii. W odróżnieniu od Aroniana, Kramnik wygrywać nie musiał, a przynajmniej nie aż tak bardzo jak jego przeciwnik. Owszem, w obliczu wyniku Carlsena, nawet remis byłby niezły, ale trudno było to zakładać przed partią. Mimo to Rosjanin uznał, że lepiej grać (jak zwykle) solidnie. Ta strategia, która wydaje mi się ryzykowna w podobnych sytuacjach, zdała egzamin – Aronian bardzo szybko przesadził. Wówczas zaczęło się dziać.
Partia była bardzo emocjonująca do samego końca i obfitowała w wiele błędów – z obu stron. Koniec końców na szachownicy stanęła niezbyt trudna końcówka, która powinna zakończyć się remisem. Na prostej drodze jednak Aronian wywrócił się. Dlaczego? O tym za chwilę.

Po 50.g6?? Aronian przegrał partię, bo zapomniał, o tym, że po zbiciu białych pionów czarny król dojdzie do centrum i wraz z gońcem wygra oba białe piony. Remisowało 50.h6.

W tym samym czasie porażki doznał Carlsen. To był absolutny szok, choć nie dla wszystkich, bo byli tacy, którzy uważali, że z Norwegiem może wygrać właśnie Iwanczuk. I właśnie Ukrainiec, który przekornie twierdzi, że końcówkę turnieju, wobec braku celów sportowych, traktuje jako przetarcie przed… ligą rosyjską, zawsze był nieobliczalnym geniuszem i wczoraj potwierdził to kolejny raz. Co prawda, za wiele robić nie musiał – Carlsen zagrał koszmarną partię i nie krył zażenowania swoją grą na konferencji prasowej. Słabo rozegrany debiut, nic specjalnego w grze środkowej, a potem jeszcze wypuszczenie remisowych szans, po prezencie ze strony rywala. Kibice w końcu zobaczyli ludzkie oblicze Magnusa! Może dlatego, że Iwanczuka trudno zahipnotyzować, gdyż on wyraźnie egzystuje bardziej w światach równoległych, niźli na tym padole. 

Wydarzenia 12 rundy wielu komentatorów ocenia jako coś niebywałego, ale analizując w sumie sytuację, można dość do wniosku, że… należało się tego spodziewać. W Londynie siedzą już od ponad dwóch tygodni, każda partia jest trudna (arcymistrzowskich remisów było raptem kilka), a presja z dnia na dzień rośnie. Na finiszu obserwujemy prawdziwość słów Leszka Millera, o tym, że liczy się koniec, a nie początek. Aronian i Carlsen zaczęli znakomicie, a rosyjski niedźwiedź przespał pierwszą część turnieju. Młodzież wyraźnie się jednak „wyprztykała”, a weteran wrzucił w odpowiednim momencie piąty bieg. Z pewnością daje o sobie znać zmęczenie, które przy ogromnym napięciu odczuwa się jeszcze bardziej. Możemy się dziwić, że wielcy mistrzowie mylą się w prosty sposób, ale mało kto, po tak długim turnieju byłby w stanie grać tak samo dobrze jak na początku. No, poza Kramnikiem, ale jak widać on zbudowany jest z innej gliny.

Pamiętać jednak musimy, że zostały do końca dwie partie i wcale nie jest powiedziane, kto wygra zawody. Kramnik prowadzi, ale żeby być pewnym zwycięstwa, musiałby wygrać obie partie – w przypadku dzielenia miejsc wyżej będzie Carlsen, który… przegrał więcej partii (lub jak kto woli, więcej wygrał). Dla nas oznacza to… sporo emocji, a na to liczyłem kończąc poprzedni wpis. Arcymistrzowie na szczęście zastosowali się do starej piosenki zespołu Queen i faktycznie, na dwie rundy przed końcem wiemy tyle, co nic. Pytania, które wcześniej prawie się wyczerpały, teraz uderzają na nowo. Jak z porażką poradzi sobie Carlsen, a z dwoma Aronian? Czy Kramnik przedłuży swoją serię trzech wygranych? No i wreszcie – kto wygra? Cóż, mazurki – mazurkami, a jutro zamiast po południu spędzać czas z rodziną wielu z nas pobiegnie do komputera lub bezczelnie wyciągnie tablet/komórkę przy stole i będzie się emocjonować poczynaniami pretendentów. Sami tego chcieliśmy!

Póki co, najszczęśliwszy w święta Wielkiej Nocy będzie… Hindus. Skoro szanse najbardziej niewygodnego rywala tak wyraźnie zmalały, to mistrzowi świata pozostaje tylko zacierać ręce, że Kramnik nie wypuści wygranej. W końcu Rosjanina Anand ma już na rozkładzie, a na dodatek od meczu w Bonn z nim nie przegrał! Lepiej jednak nie życzyć Vishy’emu mokrego Dyngusa, jakim mogłoby być zwycięstwo Carlsena.

A jak Czytelnicy oceniają szanse Kramnika i Carlsena? A może ktoś nadal wierzy w Aroniana? Jakie są typy? Zapraszam do komentowania!

2 komentarze

  • Leszek
    31 marca 2013 - 15:50 | Permalink

    Można powiedziec że dzięki pretendentom mamy Świąteczny prezent szachowy 🙂 i co do typów to na początku stawiałem na Carlsena z powodu arcyciekawego meczu Anand – Carlsen, ale teraz po takich wyczynach Kramnika, chętnie zobaczyłbym mecz rewanżowy, tak więc który by nie wygrał będzie ciekawie, chyba że zupełnie niespodziewanie obydwoje przegrają swoje partie co wydaje się niemożliwe ale możliwe 🙂 ale tak serio, myśle że teraz większe szansę ma Kramnik, bo czy Carlsen pozbiera się po tej porażce…

  • 8 maja 2013 - 09:21 | Permalink

    Te remisy mogły zmylić 😀 Ostatecznie trochę szczęśliwie wyszedł tak wysoko, ale myślę, że jednak zasłużenie.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *