Puchar Świata w Tromsoe

W niedzielę, o godzinie 15:00 ruszą pierwsze partie pucharu świata w Tromsoe. Kibicujemy trójce Polaków – Radosławowi Wojtaszkowi, Darkowi Świerczowi i Jankowi Dudzie. Poniżej o tym, jak wyglądają szanse Polaków i kilka słów o samym turnieju .

Choć nie wykonano jeszcze ani jednego posunięcia na szachownicach, to puchar świata jest już otwarty. Ceremonia rozpoczęcia zawodów dla publiki nie byłaby niczym szczególnym, gdyby nie fakt losowania kolorów. Wszyscy nasi zawodnicy w pierwszej partii wylosowali czarne. Czy to dobrze, czy źle, ocenić trudno. To trochę jak w piłkarskich rozgrywkach pucharowych – mówi się, że mecz rewanżowy lepiej grać u siebie. Z drugiej strony, wielu zawodników w pierwszym pojedynku woli „wejść” w turniej, a gra czarnymi z wymagającym (bo innych nie ma!) zawodnikiem często bywa trudna. Oby nasi gracze z wchodzeniem w turniej nie mieli problemów.

Tego nie chcieliby na pewno kibice, którzy w pierwszej rundzie będą mieli sporo do oglądania. Tak wielu zawodników w liczącym 128 zawodników pucharze nie mieliśmy od dawna, a dokładniej od 2007 roku, kiedy to grało aż czterech Polaków. Nie może to dziwić, bo mistrzostwa Europy, które są najnaturalniejszą drogą do pucharu, od ładnych kilku lat nie wychodzą Polakom za dobrze. W efekcie, żaden z naszych reprezentantów nie załapał się do pucharu poprzez eliminacje kontynentalne – dla Radka przepustką okazał się ranking, Darek występ zawdzięcza triumfowi w MŚ’20, a Janek inicjatywie Tomasza Sielickiego, który zwrócił się do Prezydenta FIDE z prośbą o przyznanie miejsc w PŚ dwóm najmłodszym (obecnie) arcymistrzom na świecie.

Oczywiście, największe szanse na długi pobyt w Norwegii ma Radek. Tutaj siła gry, którą dobrze opisuje posiadany ranking, ma podwójne znaczenie – wyższe rozstawienie w turniejowej drabince daje w pierwszej rundzie (ale głównie w pierwszej, bo z każdą kolejną traci to znaczenie i siły się wyrównują) potencjalnie łatwiejszego rywala. Dzięki temu Wojtaszek zmierzy się z brazylijskim arcymistrzem  Alexandrem Fierem, z którym wcześniej nigdy nie grał. Brazylijczyka nie można lekceważyć, bo w swojej karierze miał – i to w 2009 roku – ranking powyżej 2650, ale też obiektywnie oceniając szanse obu zawodników, Radek jest zdecydowanym faworytem. Pamiętać jednak musimy o stylu gry obu zawodników – nasz arcymistrz łączy świetne przygotowanie debiutowe, z grą solidną i opartą na przesłankach pozycyjnych, a Fier prezentuje południowoamerykańską nonszalancję w każdym aspekcie. Jeśli polski arcymistrz będzie w normalnej dyspozycji, powinien wypunktować rywala w obu partiach. Gorzej, gdyby Brazylijczykowi udało się w pierwszej partii szybko sprowadzić grę na nieznane tory i uzyskać chaotyczną pozycję – wówczas nierozgrzany Radek może starać się grać asekuracyjnie, a to w ostrych pozycjach bywa przyczyną problemów. Przekonałem się o tym na własnej skórze w tegorocznym turnieju szachów szybkich w Bazylei. Podczas partii byłem zaskoczony jak mój przeciwnik „słabo” gra, oceniałem swoją pozycję (mimo gry czarnymi) jako dużo lepszą i… zupełnie nie mogłem zrozumieć czemu po logicznym przebiegu zostałem rozgromiony w miniaturze. Po analizie partii z komputerem okazało się, że owszem, nie wszystko w grze mojego (a raczej Radka) przeciwnika było poprawne, ale przyniosło mu to punkt. Miejmy jednak nadzieję, że w fazie debiutowej i później podczas płynnego przejścia do gry środkowej nie stanie się nic, na co Polak nie byłby przygotowany i wszystko pójdzie po naszej myśli, bez brazylijskich sztuczek rodem z Copacabany.

Jeśli tak się stanie, na Wojtaszka czekać będzie zwycięzca z pary Aleksiejew – Adhiban. Pierwszy z panów „A” jest zdecydowanym faworytem i to zapewne jego należałoby oczekiwać w II rundzie. Z Aleksiejewem, w przeciwieństwie do Fiera, Radek mierzył się nie raz. Aleksiejew to zupełnie odmienny przeciwnik niż Fier – co prawda debiutowo przygotowany przeciętnie, ale za to znakomity pozycyjnie. Jego sukcesy – na przykład mistrzostwo Rosji – nie wzięły się przecież znikąd. Dalej, gdyby Radkowi udało się przejść przeszkodę numer 2, czekałby zapewne Hikaru Nakamura. Rywal także do przejścia – w końcu Wojtaszek pokonał go ostatnio i białymi i czarnymi. Zostawmy jednak analizę szans Radka na później – póki co emocjonujmy się jego (mam nadzieję zwycięskim) starciem z zawodnikiem z Ameryki Południowej. Mecz z Fierem może nam sporo powiedzieć o tym, na co stać Polaka. Choć z drugiej strony nawet pewna wygrana nie będzie żadnym gwarantem dobrej formy – mam jeszcze w pamięci poprzedni występ naszego arcymistrza w PŚ. Wówczas Radek bardzo pewnie odprawił solidnego Armana Paszikjana w stosunku 2-0, by potem dość głupio ( w szansownych pozycjach) odpaść z Baadurem Dżobawą… To jednak można zrzucić na karb braku doświadczenia, wszak dwa lata temu zawodnik z Kwidzyna debiutował w PŚ.

Typy:

GM Mateusz Bartel: 2-0 dla Wojtaszka

WGM Marta Przeździecka: 1,5-0,5 dla Wojtaszka

Dużo trudniejsze będzie zadanie Darka Świercza, który zmierzy się z doświadczonym  Wadimem Zwjagincewem. Rosjanin, niegdyś uznawany za wielki talent, to gracz bardzo ciekawy. W debiutach potrafi grać szalenie ekstrawagancko – na zawsze w mojej pamięci zapisał się wariantem 1.e4, c5 2.Sa3!?, który w partiach klasycznych stosował dziewięciokrotnie, pokonując tą bronią dwóch byłych mistrzów świata – Chalifmana oraz Ponomariowa. Jednak mimo swoich awangardowych inklinacji, Zwjagincew to zawodnik o dość spokojnym stylu gry. Jego ekstrawagancja to raczej poszukiwanie nietypowych rozwiązań pozycyjnych, niż gra na pograniczu ryzyka, przy nierównym materiale. Obserwując partie tego arcymistrza można odnieść wrażenie, że przy komplikacjach zdarza mu się popełniać przeoczenia i dużo lepiej czuje się w pozycjach z ustaloną strukturą. Pewne jest jedno – Zwjagincewa nie będzie lekko przebić. Z drugiej strony, Darek jest zawodnikiem o takim poziomie gry pozycyjnej, że atuty Zwjagincewa nie muszą mu być straszne. Dlatego też wcale nie wiadomo czy warto szukać szans w komplikowaniu gry, czy też lepiej grać swoje – a przyglądając się ostatnim poczynaniom Darka z ligi francuskiej wygląda na to, że „swoje” oznacza pełną maestrii grę techniczną. Myślę, że pojedynek Świercz – Zwjagincew to jedna z najbardziej wyrównanych par, co oczywiście potwierdzają rankingi, które są niemal takie same. Moim zdaniem będzie to długi mecz, w którym częstym wynikiem może być remis, a partie będą raczej spokojne i przemyślane niż szarpane i chaotyczne.

W porównaniu do Radka, Darek (oczywiście w przypadku pokonania Zwjagincewa) będzie miał dużo trudniejsze zadanie w II rundzie, bo jego rywalem (prawie na pewno) byłby wówczas Aleksander Griszczuk, który przez wielu – nie bez przyczyny – uważany jest za jednego z głównych faworytów do końcowego triumfu. To byłby pojedynek! Na razie jednak nie myślmy o tym, co będzie w II rundzie, skoro trzeba przejść pierwszą.

Typy:

MB: 4-2 dla Świercza (1/2, 1/2, 1/2, 1/2, 1-0, 1-0)

MP: 1,5-0,5 dla Świercza

Skoro napisałem, że Darka czeka trudne zadanie, to w przypadku Jana-Krzysztofa Dudy zapewne zabraknie mi określeń. „Mission impossible” brzmi chyba najbardziej adekwatnie, bo Wasilij Iwanczuk to nazwisko, przed którym drżą wszyscy, bez wyjątku. Nie ma zawodnika na świecie, który przed popularnym „Czukim” nie czułby respektu. Nie lubię nadużywania słowa „geniusz”, ale wśród kilku zawodników, wobec których można takim określeniem się posłużyć, Ukrainiec znajduje się, bez wątpienia. Opisywanie szachowych możliwości lwowianina nie ma większego sensu – może on zagrać każdy debiut, może zagrać do bólu agresywnie, ale też głęboko technicznie, święcić materiał bez umiaru lub spokojnie wymieniać wszystkie figury i wygrywać równiutką końcówkę.  Szachista – orkiestra. W beczce miodu, jaką są możliwości szachowe Wasilija, jest też, wcale niemała, łyżka dziegciu. Jest nią… sam Wasilij Iwanczuk, a raczej jego psychika. Ukrainiec jest totalnie niestabilny, w każdej chwili może zagrać genialnie, jak i bardzo słabo. Równie dobrze może wygrać całe zawody (poprzedni puchar świata skończył na trzecim miejscu, dzięki czemu awansował do turnieju pretendentów), jak i odpaść w jednej z początkowych rund. To właśnie wielka szansa Janka, dla którego starcie z Iwanczukiem wcale nie musi być tylko i wyłącznie pożyteczną przygodą szkoleniową. Nasz młody arcymistrz pokazał już nie raz, że potrafi wiele i jeśli nie pęknie przed bardziej utytułowanym rywalem, to Iwanczuk może pęknąć sam. Wysokie postawienie poprzeczki i walka do samego końca, do ostatniej szansy – to coś co może Jankowi przynieść efekty. Szkoda, że Duda zaczyna czarnymi – moim zdaniem lepiej byłoby, gdyby rozpoczął od białych. Wówczas bezpieczna gra mogłaby pozwolić uzyskać w pierwszej partii korzystny rezultat i zdobyć sporo pewności siebie. Zaczynając czarnymi, będzie dużo trudniej. Samo zgadnięcie wyboru debiutowego Iwanczuka graniczy z cudem, a potem przecież jeszcze trzeba grać! Bez wątpienia, pojedynek Duda – Iwanczuk będzie bardzo ciekawy, ale wydaje mi się, że na tym etapie Ukrainiec, to jeszcze za wysokie progi dla naszego młodego mistrza. Choć chciałbym się mylić.

Typy:

MB: 2-0 dla Iwanczuka

MP: 2-0 dla Iwanczuka

 

Warto by zająć się także wytypowaniem zwycięzcy całego turnieju, ale… nieco mija się to z celem. Zawody wygrać może – bez mała – jakichś 40 zawodników. Nie podejmę się typu konkretnej osoby, ale gdybym miał określić sylwetkę zwycięzcy, to miałby on minimum 30 lat (zawodnicy urodzeni w 1983 się wliczają) i ranking powyżej 2725. W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że puchar w Tromsoe jest najsilniejszym w historii – poza Carlsenem, Anandem oraz Topałowem grają wszyscy uprawnieni. Po wielu latach FIDE udało się „przekonać” czołowych zawodników do udziału w tym turnieju. Sztuczka była całkiem sprytna – jeśli zawodnik chce załapać się do turnieju kandydatów z rankingu, musi wziąć udział w PŚ. To właśnie dzięki temu na starcie widzimy Aroniana oraz Kramnika. Przy czym wydaje mi się, że Kramnik nie przykłada do swojego startu zbyt wielkich nadziei – gdyby bardzo zależało mu na triumfie w Tromsoe raczej odpuściłby turniej w Dortmundzie. Rosjanin nie słynie z bardzo dobrej kondycji i najczęściej nie wytrzymuje trudów bardzo długich zmagań (lub kilku turniejów z rzędu). Inaczej wygląda sytuacja w przypadku Aroniana, który od maja nie grał i zapewne szlifował formę. Mimo wszystko nie sądzę, by to on wygrał turniej, zwłaszcza, że już w pierwszej rundzie ma nieprzyjemnego rywala – kirgiski szachista Markow został oskarżony przez arcymistrza z Uzbekistanu, Antona Filippowa o wspomaganie się komputerem podczas azjatyckich kwalifikacji, z których wywalczył awans. Podejrzenia Filippowa są o tyle ciekawe, że on sam pokonał w tym turnieju Markowa.  Więcej o tym można przeczytać w artykule Chess-News. Oczywiście, smutne to, ale może się powtórzyć. Oszuści stają się coraz bardziej bezczelni, a szachowi sędziowie są – generalnie rzecz biorąc – wyjątkowo bierni i mało zdecydowani (prawdę mówiąc, najchętniej nie robią nic). Do tego dochodzi brak odpowiednich regulacji i pomysłów na walkę z tym, co może stać się taką plagą w szachach, jak doping w kolarstwie. Byłoby kiepsko, gdyby Aronian stał się ofiarą jakiegoś „X”-a z Kirgistanu…

Tym mało pozytywnym akcentem kończę i zapraszam wszystkich na 11 sierpnia na 15:00 (albo nawet nieco wcześniej) na relację z pierwszych pojedynków. Jutro postaram się komentować partie Polaków od pierwszego do ostatniego posunięcia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *