Remis?

Jak długo może trwać szachowa partia? Rekordy przekraczają nawet 200 posunięć. Jak krótko? Okazuje się, że byliby tacy, którzy zrobiliby remis już po pierwszym posunięciu lub dajmy na to po trzech. Czy to jest w porządku?

 

Przychodzi wiosna i należy obudzić się z zimowego snu. Także na blogu. Od dawna nie popełniałem już żadnych wpisów, a co po niektórzy wydawali się takim stanem rzeczy nieco zawiedzeni. Wraz zatem z nową porą roku blog reaktywuję i mam nadzieję, że nie na krótko. W końcu podczas okresu większej aktywności w blogosferze nawet moje wyniki były lepsze…

Od jakiegoś czasu czaiłem się na jakiś wpis, zanosiło się, że powstanie jakiś „poważny”, z diagramem na przykład. Wyszło jednak inaczej. Dzisiejsze zagadnienie jest tematem „wiecznie żywym”, chodzi bowiem o remisy w szachach. Uprzedził mnie już co prawda Krzysiek Jopek, na swoim blogu Psychologia i Szachy, ale mam nadzieję, że wybaczy mi kopiowanie zagadnienia. Kamyczkiem, który ruszył lawinę, była wczorajsza partia Eljanow – So, podczas ostatniej rundy w Reykjaviku. Słowo partia jest w tym przypadku zdecydowanie na wyrost, bo zawodnicy rozegrali zaledwie trzy posunięcia. Taki obrót spraw zdecydowanie mnie rozczarował, a może nawet zezłościł, skomentowałem zatem ten pojedynek na moim Facebookowym profilu, uznając takie coś za niedopuszczalne i zaczęła się dyskusja. Dyskusja cokolwiek dziwna.

Zacznijmy może od tego, że praktycznie każdy szachista miał w swojej karierze jakiś szybki, a może nawet umówiony remis. Sam się do nich zaliczam. Jeśli mnie pamięć nie myli zrobiłem kilka remisów przed 15 posunięciem, ba!, kilka uzgodnionych przed grą – np. z kolegą z pokoju czy też z… narzeczoną. Ani z tych szybkich remisów nie jestem dumny (ciekawe, że niemałą część takich partii miałem będąc juniorem – co ciekawe, za jeden z nich, Tata nakazał mi zapłacenie za dobę hotelową, w ramach kary!), ani z tych kilku uzgodnionych remisów. Czuję się jednak o tyle dobrze, że nie były to remisy, które o czymś decydowały – o normie czy o nagrodzie. Ot, partie gdzieś na początku czy w środku zawodów.

W ramach dyskusji o pojedynku Eljanow-So wytknięto mi także propozycję remisu, którą złożyłem Fabiano Caruanie w partii granej rok temu na turnieju Aerofłotu, już w 11 posunięciu (rywal ofertę tę odrzucił). Znowu, nie jestem dumny z tej propozycji i z perspektywy czasu uważam, że to nie było dobre, ale też różnica pomiędzy zagraniem nawet 11 ruchów, ale na serio, przy partii trwającej ok. 45 minut, a może ok. godziny, jest czymś innym niż skończenie partii w przeciągu minuty czy dwóch. Co ciekawe, wiele osób uważa, że między tymi przypadkami nie ma znaczenia. To daje do myślenia.

Tak samo daje do myślenia to, że wiele osób dyskutujących o tym „trzyruchowym” dramacie nie widzi niczego złego w postępowaniu zawodników. Eljanow i So, koniecznie trzeba przy tym zaznaczyć, gracze wysokiej klasy, zarówno na szachownicy jak i poza nią, zadowoleni są odpowiednio z wygrania turnieju oraz przekroczenia rankingu 2700 (obu należą się słowa uznania) i nie mają sobie nic do zarzucenia, wielu arcymistrzów popiera ich, uważając, że postąpili słusznie, maksymalizując swoje szanse. Oponenci, którzy jednak czują się źle z takim remisem na pierwszej desce, nazywani są „pacerami”, którzy nic nie wiedza i nie rozumieją. Argumenty „za” można zresztą mnożyć, by zrozumieć decyzję zawodników, zrzucając domniemaną winę na organizatorów – mogli przecież wprowadzić zakaz remisów.

Fakt, mogli i zapewne powinni. Może jednak nie chcieli, by wielu amatorów, którzy grali po pracy, nie miało możliwości szybkiego remisu? Nie wiem. Sądzę jednak, że sam fakt braku zakazu, nie czyni takiego remisu akceptowalnym. Na pewno po takiej partii organizatorzy pomyślą o wprowadzeniu zakazu za rok.

Warto się także zastanowić kiedy remis byłby akceptowalny. Czy wystarczyłoby 10 ruchów i pół godziny gry? A może 15 ruchów i godzina. Nie wiem, na pewno jednak jako kibic chciałbym, żeby partia trwała jak najdłużej.

Innym pytaniem, które warto zadać, jest – Kto stracił na tym remisie? Niektórzy powiedzą, że nikt, że to klasyczna sytuacja Win-Win. Sądzę jednak, że to bardzo naiwne podejście. A jeśli na salę w dniu ostatniej rundy przyszedł potencjalny sponsor? A jeśli potencjalny sponsor śledził pojedynek – tak jak ja – przez Internet? Może zdarzyło się, że rodzic potencjalnego mistrza świata widząc jak wygląda walka profesjonalistów zrezygnował z wysyłania syna na zajęcia szachowe? Nie mówiąc już o organizatorach, którzy mogli spodziewać się czegoś zupełnie innego.

Takich przypadkowych sytuacji mogło być milion, bo negatywny oddźwięk takiej partii może być większy niż się zdaje. Szachy i tak trudno sprzedać w mediach, a w przypadku takich sytuacji jeszcze trudniej. Przecież nawet kamera telewizji, która przybyłaby te dwie minuty za późno nie natknęłaby się na graczy!

Zawodnicy bronią się – przecież zagraliśmy wcześniej – każdy – po 9 interesujących partii, dając kibicom dużo radości. Owszem, obaj zagrali świetne zawody, zwłaszcza partia Czeparinow-Eljanow była przedniej urody. Jednak turniej nie trwał 9 rund, a 10 i to właśnie w tej rundzie spotkali się dwaj najlepsi gracze w turnieju i wszyscy oczekiwali ich starcia. Starcia, którego nie było.

Zresztą, w tej całej dyskusji Eljanow i So, są trochę „Bogu ducha winni”. Równie dobrze moglibyśmy podstawić tutaj dziesiątki, jeśli nie setki innych arcymistrzów, którzy w podobnej sytuacji nie zastanawiają się i robią remis. Problem istnieje i to nie od dziś, można powiedzieć, że wysysa się go z krwią niemalże pierwszego kontaktu z szachami, skażone jest tym praktycznie całe środowisko, choć w różnym stopniu. Właśnie dlatego tak trudno walczyć z remisami.

Czy trzeba z nimi walczyć? Jak pokazuje przykład tej trzyposunięciowej partii – tak. Propozycji jest bez liku – 20/30/40 ruchów z zakazem propozycji, Sofia rule, albo propozycja Kasimdżanowa, by po remisie grać do skutku dogrywki coraz krótszym tempem. Każda ma jakiś sens. Prawdopodobnie jednak powinniśmy postawić na zmianę świadomości. Remis w szachach jest wynikiem bardzo naturalnym (zdecydowanie bardziej niż w wielu innych sportach), ale jednocześnie nie możemy uznawać, że remis bez gry lub po grze pozorowanej jest czymś normalnym. A obecnie zdecydowana większość czynnych szachistów tak właśnie myśli.

Oczywiście, wszelkie „zakazy” można obejść. Dobrze ilustruje to pomysł, który przedstawił Eljanow w ramach dyskusji. Jego znajomy powiedział mu, że remis po 3 ruchach źle wygląda i powinien po propozycji rywala odpowiedzieć mu, że się zgadza, ale że warto zagrać jeszcze kilka ruchów! Kilka osób uznało zresztą ten pomysł za znakomity. Podobno zresztą taki sposób „zgadzania” się na remis nie jest czymś niespotykanym, można powiedzieć, że zdarza się całkiem często. Stąd jest już niedaleko to większych „numerów”, np. do podkładek, które nie raz i nie dwa zdarzały się w partiach zwłaszcza zawodników urodzonych na wschód od Bugu. Mieliśmy nawet taką partię podczas memoriału Gawlikowskiego, bodajże 2005 czy 2006, kiedy to Wugar Gaszymow podczas partii „dogadał” się z przeciwnikiem, niejakim Gasanowem, co do tego kto ma wygrać, by awansować do pucharowej 16 (wygrał ostatecznie słabszy Gasanow, mający lepszą punktację pomocniczą – a na desce konieczne było powtarzanie ruchów). To akurat zawodników nie uszło na sucho, widzieli to inni gracze, a sędzia Tomasz Delega nie zawahał się wpisać do tabeli 0-0. Takie decyzje sędziowskie są jednak rzadkością, a zachowania „cwaniaków” wcale nie. Na wschodzi zresztą wszyscy strasznie wyczuleni są na wszelkie tego typu „wałki”. Ostatni Klubowy Puchar Europy zdobyła drużyna SOCAR-u z Azerbejdżanu, która ostatni mecz wygrała aż 5-1 z solidną drużyną z Tomska. Wiele drużyn, zwłaszcza zainteresowanych innym wynikiem, jest pewna, że to nie była czysta gra. No cóż, w końcu innych ocenia się przez pryzmat samych siebie…

To tylko potwierdza, że z szachami jest mocno nie tak jak powinno być. A może jest tak z całym sportem, w którym liczy się przede wszystkim wynik, a nie ‚fair play’, szacunek dla przeciwnika, kibiców, a wreszcie i siebie samego? W końcu królewska gra w starciu z ustawionymi meczami piłki nożnej czy koksującymi się kolarzami i tak prezentuje się nieźle. To jednak królewska gra i mamy prawo oczekiwać więcej. Nie tylko zresztą oczekiwać, a i sami to robić.

Jak zwykle zapraszam do przedstawienia swoich ocen i interesującej dyskusji!

6 komentarzy

  • 1 marca 2013 - 06:52 | Permalink

    Cyt. „…Może zdarzyło się, że rodzic potencjalnego mistrza świata widząc jak wygląda walka profesjonalistów zrezygnował z wysyłania syna na zajęcia szachowe?”.
    Dalsze przypadki:

    Pierwszy:
    Syn – nastolatek osiągający dobre wyniki w kolarstwie (czołowe miejsca juniorskie).Trenerzy stwierdzają, że takiego talentu nie było od dłuższego czasu. Treningi wykonuje z pasją. Rower jest dla niego z tym okresie życia – całym jego życiem. Czuje i wierzy, że osiągnie w tym sporcie bardzo dużo – nawet mistrzostwo świata.
    Ojciec mówi do syna: Musisz zrezygnować. Przeczytałem, że Amerykanin Lance Armtrong, czołowy kolarz świata brał doping. To jest zło, niegodziwość. Nie chcę, żebyś stał się negatywnym bohaterem. Ponadto dla twojego zdrowia nie będziesz brał jakieś świństwa. Chcę abyś dożył sędziwych lat.
    Syn jak syn – poddał się woli ojca.

    Drugi:
    Syn – nastolatek, dobrze zapowiadający się piłkarz. Kiwa rówieśników jak chce. Strzela w rozgrywkach szkolnych, ligi juniorów dużo goli. Trenerzy stwierdzają, że takiego talentu nie było od dłuższego czasu. Treningi wykonuje z pasją. Uważa, że dzień bez piłki to dzień stracony. W swoim pokoju duże zdjęcia a nich – Boniek, Messi, Ronaldo, Zidene, Lewandowski i inni. Marzy o występach na mistrzostwach świata w Moskwie lub w Katarze.
    Ojciec mówi do syna: Musisz zrezygnować. Dużo naczytałem się o aferach w sprawie meczy. Znajdzie się taki „Krawiec” i wpędzi Ciebie do więzienia. Matka nie wybaczyła mi do tego. Nie chcę się przez to rozwieść.
    Syn jak syn – poddał się woli ojca.

    Trzeci:
    Syn – nastolatek, dobrze zapowiadający się szachista. W przedszkolu gromił rówieśników „szewskimi matami”. Z podziwem patrzą na niego koledzy z klubu po wypełnieniu drugiej normy na kandydata na mistrza krajowego. Trenerzy stwierdzają, że takiego talentu nie było od dłuższego czasu. Nad szachami spędza kilka godzin, chłonie zawiłości kolejnych debiutów. Chce iść śladami Kamila Draguna, Radosława Wojtaszka, Magnusa Carslena.
    Ojciec mówi do syna: Musisz zrezygnować. Zobaczyłem w komputerze bazę partii w ChessBase jaką posiadasz. Przefiltrowałem pod względem wyniku – remis, ilość posunięć – do 8, ranking 2550-2875. Dużo. Parodia szachów. Blamaż. Nie po to pokazałem ci szachy abyś grał za parę lat w antyszachy. Skieruj zainteresowania na to, co ci przyniesie chleb w życiu. Zostań lekarzem.
    Syn jak syn – poddał się woli ojca.

    Kto stracił na remisie? Nikt, ale kto zyskał na remisie? Tu już można wskazać osobę, Syn.

  • Darek Chromiński
    3 marca 2013 - 18:52 | Permalink

    Witam. Odnośnie samego tematu napisałem już wcześniej swoje zdanie na blogu Krzysztofa Jopka. Jednakże, dziś spoglądając z perspektywy czasu oraz postępującej dyskusji pozwolę sobie na jeszcze kilka słów – tym razem mniej ogólnych, a konkretnych, i otóż: Każdy, jeszcze raz powtórzę – każdy – remis bez walki, bez chociażby próby podjęcia walki – absolutnie zasługuje na ostre i bezpardonowe słowo krytyki. Nie ma bowiem miejsca – zarówno w sporcie, jak samej sztuce walki – na ucieczkę z areny sportowych zmagań, a taką jest właśnie oddanie przeciwnikowi w tym przypadku pół punktu – bez żadnej walki. Walka do samego końca jest bowiem celem samym w sobie, jaki powinien z góry zakładać każdy sportowiec, każdy wojownik. I nie ma tutaj mowy o żadnym idealizowaniu wizerunku sportowca- wojownika. Tego po prostu należy wymagać; zarówno od siebie – w przypadku, jeżeli jesteśmy profesjonalnym sportowcem; oraz od drugiego człowieka – w przypadku, jeżeli jesteśmy kibicem/organizotarem/sponsorem/etc.
    Pozdrawiam. D.

  • 5 marca 2013 - 18:18 | Permalink

    Głos w dyskusji zabrała arcymistrzyni Susan Polgar na prowadzonym przez siebie blogu pod adresem: http://susanpolgar.blogspot.com/ Susan Polgar Chess Daily News and Information,
    szczególnie w postach:
    – My take on the response from Eljanov
    – Eljanov fights back of unfair criticism.

  • recyko
    4 kwietnia 2013 - 20:01 | Permalink

    Porównanie do piłki czy kolarstwa jest bez sensu. Różnica polega na tym, że w tych sportach takie zachowania są nielegalne i ścigane w miarę możliwości (choć być może te możliwości są niewielkie), a w szachach uzgodnienie remisu jest legalną praktyką. Jeżeli w szachach postępować podobnie jak w innych dyscyplinach, to trzeba by zdelegalizować w ogóle remisowanie wg uzgodnienia. Być może nie byłoby to takie głupie – gra do końca, do powstania pozycji remisowej – niestety remisu w wyniku powtarzania posunięć trudno byłoby uniknąć.

  • Uthark
    23 kwietnia 2013 - 14:22 | Permalink

    Jakże inaczej wygląda tu walka w turniejach na III kat. Dzieciaki nigdy nie poddają się nawet wtedy gdy mają gołego króla, a przeciwnik hetmana i wieżę. Walczą do końca. Końcówka wieża-skoczek bez pionów także będzie grana. Spotkałem się z chęcią gry w końcówce goniec-goły król (sic!).

  • Uthark
    23 kwietnia 2013 - 14:34 | Permalink

    Grałem w turnieju na III kat., „szwajcar”, 7 rund. Przed ostatnią partią miałem 5,5pkt. i kategorię w kieszeni. Remis w ostatniej partii dawał mi samodzielne zwycięstwo, grałem czarnymi, przeciwnik miał 5pkt. i też miał kategorię w kieszeni. Wcześniej rozegraliśmy dwa blitze, raz on wygrał, raz ja.

    Po kilku posunięciach partner zaproponował remis. Stwierdziłem, że to za prędko. Po kilkunastu posunięciach, gdy było widać, że gram nie nie-przegraną i czekam na jego błąd, znowu zaproponował remis. Powiedziałem, żebyśmy dograli przynajmniej 30 posunięć, żeby głupio nie wyglądało. Po 30 pos. znowu zaproponował remis, ale wtedy ja już miałem przewagę – on zrobił roszadę w sytuacji, gdy partia wchodziła w fazę końcówki i król powinien pójść do centrum. Potem zaatakowałem odstałego piona i wygrałem.

    W partii na poziomie 2700 ELO takich błędów jak wyżej opisany raczej się nie spotyka, szybki remis nie powinien dziwić, ale na poziomie III kat. nie warto brać przykładu z arcymistrzów. Trzeba walczyć i spróbować z każdej partii wycisnąć, ile się da. Tylko tak można się czegoś nauczyć.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *