W odpowiedzi na komentarze (1)

10
46

Przede wszystkim chciałbym podziękować za komentarze. W założeniu nie mam zamiaru prowadzić długich dyskusji – bo ma być to jednak blog, a nie forum – ale na pewno od czasu do czasu odpowiem na interesujące komentarze. I jeszcze raz zachęcam do komentowania, pisania uwag i propozycji.

Jak napisałem na wstępie, dziękuję za komentarze. Liczę, że będzie ich więcej. Być może muszę pisać bardziej kontrowersyjne rzeczy, ale na to jeszcze przyjdzie pora. Interesujących tematów związanych z szachami nie brakuje, także kontrowersje, nawet te najciekawsze, można omijać. Już mam jednak sygnały, które informują o zapotrzebowaniu na tego rodzaju „atrakcje”, więc może niebawem do tego dojdzie. Ale jeszcze nie teraz.

Wracając jednak do tematu: wybrałem kilka komentarzy (proszę nie obrażać się, że nie wszystkie) które mnie zainteresowały. Oto one.

Na temat meczów pretendentów wypowiedział się „Alekroth”:

A można dać swoje typy? Co prawda Ja zawsze jak kulą w płot.
Topałow – Kamski. Gata do poprzedniego meczu był świetnie przygotowany i był bardzo blisko. A Wesselin jakby sobie ostatnio odpuścił. Mój typ – Kamski
Gelfand – Mamedjarow. Azer jest na wznoszącej, a Gelfand nie robi się młodszy. „Kiedy, jeli nie teraz?” – myśli sobie Mamedjarow, który jest moim typem.
Aronian i Kramnik – to wiadomo. Może któryś z nich to zwycięzca całego cyklu.

Cieszę się, że ktoś przedstawił swoje typy – zachęcam do szerszej dyskusji i o sympatiach i anypatiach, o szansach i ich braku. Zgadzam się, że Kamsky i Mamedjarow mają swoje szanse, chociaż bukmacherzy wierzą jedynie w Mamedjarowa – jego szanse w meczu z Gelfandem oceniane są 50%-50%. Topałow uchodzi za wyraźnego faworyta, nawet jeśli sobie odpuścił 🙂 Idąc jednak tropem wpisu „Dawnych szachów czar” trzeba by kibicować Kamskiemu!

Pozostałe wpisy dotyczą właśnie wpisu o dawnym świecie szachów. Użytkownik, który podpisał się ‚Jerzy’ nie odniósł się do meritum, a bardziej do wstępu:

Odkładanie partii w dobie komputerów nie ma większego sensu, ale kiedyś to była prawdziwa szkoła analizy. Co do merytoryczności komentarzy to pisać je każdy może, jeden lepiej drugi gorzej, nie masz Mateuszu co się obrażać. Nie tylko arcymistrzowie grywają w szachy.

Co do pierwszej części nic dodać nie mogę, ale druga, która jak sądzę jest odpowiedzią na moje zdanie:

Nie wiem co takiego jest w środowisku szachowym, ale ilość ludzi posiadających monopol na prawdę (a nie posiadających przy tym merytorycznego zaplecza do wydawania rzeczowych opinii) jest absolutnie zaskakująca

(a zdanie to przypadło do gustu osobie która podpisała się ‚Jacek’) wydaje mi się być zupełnym niezrozumieniem moich intencji. Nigdzie nie napisałem, że tylko arcymistrzowie mają prawo zabierać merytoryczny głos. Co to, to nie! Miałem na myśli to, że jeśli ktoś – a takich ludzi nie brakuje – wydaje kategoryczne sądy, o sprawach, na których się nie zna, to jest to nie tylko śmieszne, ale również żałosne. Zawsze uważałem, że środowisko szachowe to grupa elitarna w sensie intelektualnych możliwości, która nie tylko na szachownicy potrafić ocenić swoje dobre i słabe posunięcia. Jak robić ruchy – to możliwie najlepsze. Jak pisać to z sensem, a jednocześnie z szacunkiem do audytorium. Na pewno ten temat jeszcze rozwinę, ale muszę przygotować konkretną koncepcję zawarcia wszystkich drażniących – i to nie tylko mnie – zachowań wśród polskich ( i nie tylko) szachistów, sędziów, działaczy, rodziców i trenerów.

Ciekawie wypowiedział się ‚Arnie’. Jego wpis:

Niestety te nowoczesne podejście do szachów zeszło na sam dół na poziom podstawowego szkolenia szachowego i niestety zabiło wiele z cech prawdziwego szachisty. Teraz instruktorzy ida na łatwiznę i ucza dzieciaki na „pamięć” zamiast rozumienia szachów. A jakie są wyniki takiego szkolenia sami widzimy.
Może warto wrócić do korzeni…

zachęcił mnie do tego, by w przyszłości zająć się tym problemem, który bez wątpienia istnieje. Żeby daleko nie szukać wystarczy zaznajomić się z twórczością zawodników na MPJ (MEJ, MŚJ), we wszystkich kategoriach. Poziom zrozumienia szachów, a nawet – co gorsza – prostych elementów taktycznych spada. Chociaż, może to tylko złudzenie, które generuje niesprawiedliwe oceny. Jednak o tym później, także dlatego, że nie czuję się do końca przygotowany na opisywanie tego zjawiska – z juniorami mam kontakty niezbyt często, a i to akurat z tymi starszymi i grającymi dobrze.

W nieoficjalnej klasyfikacji na najdłuższy komentarz do pierwszych dwóch postów bezapelacyjnie zwyciężył pan Wojciech Krzyżanowski. Cytować – tym razem – nie będę, bo tekst naprawdę jest długi (a i tak każdy łatwo może go znaleźć), ale chciałbym się do niego odnieść. Szachy korespondencyjne to na pewno nie namiastka szachów, jednak na pewno to też zupełnie co innego niż szachy. Jeśli postawimy na dwóch biegunach szachów traktowanie ich jako sport i jako naukę, to na jednym końcu będziemy mieli grę praktyczną, gdzie o wyniku decyduje masa cech sportowych, a na drugim właśnie grę korespondencyjną, która właściwie „produkuje” partie prawie idealne. Zawsze ceniłem sobie sportową stronę szachów, związaną z rywalizacją, więc szachy korespondencyjne nigdy mnie nie zainteresowały. Wraz z nastaniem ery komputerów – w moim odczuciu – to już niestety głównie pojedynki programów, z niedużą pomocą człowieka. To jednak tylko moje zdanie – nie rozegrałem w życiu nawet jednej partii korespondencyjnej. Jeśli jest inaczej – zachęcam do opisywania swoich wrażeń. Grono szachistów korespondencyjnych (podobno) nie jest małe, ale naturą rzeczy bardziej ukryte niż typowych szachistów. Zapraszam do szerokiego coming outu z opisem własnych opinii na temat stanu szachów przez e-mail 🙂

Na koniec wpis ‚Krzyśka’.

Tak. Jak daleko zmieniły się szachy daje się najbardziej odczuć, gdy na sale turniejową wchodzą zaawansowani dość w latach szachiści, którzy w rozmowach często powracają do tej magii, czaru naszej dyscypliny sprzed lat. Jeśli chodzi o zegary ledwie się załapałem na kilka turniejów w którym „tykanie” dziesiątków zegarów przenosiło mnie w jakiś inny wymiar.Na swoim blogu często wracam do tych dawnych czasów, o których piszesz Mateuszu i ze smutkiem stwierdzam, że nie powrócą już. Szkoda tylko, że obecny w naszych czasach pośpiech zakradł się i do szachów, gdzie coraz popularniejsze staje się absurdalne tempo gry 90 min. na partie plus 30 sek. na posunięcie. Sam wiesz jak wyglądają te partie. Zmienia się całkowicie „optyka” partii: debiut,pół godzinki strategii i już 30 minut na zegarze i zaczyna się „aktyw” z dodawanym czasem. Czy o to chodzi w szachach i czy w dobrym kierunku to zmierza Mateuszu?

W zasadzie nie rozwinąłem odpowiednio tematu tempa gry, więc może warto – po wywołaniu do tablicy – napisać kilka słów. Przyspieszenie tempa gry ma swoje dobre i złe strony, ale mimo wszystko dobre – moim zdaniem – przeważają. Zależy czego w szachach szukamy – jeśli partii idealnych, fakt szybsze tempo im nie sprzyja. Jeśli emocji, dramaturgii, to na pewno gra pod nawet małą presją czasową jest dobrym środowiskiem dla przeoczeń.

Wydaje mi się, że w czasach, gdy rozwój fazy debiutowej jest ogromny, przyspieszenie czasu gry jest nieodzowne. Zwłaszcza w partiach najlepszych. Przy długim czasie do namysłu odestek szybkich remisów, których tak nie znoszą kibice byłby znacznie większy – byłoby mniej błędów. Im mniej czasu, tym zawodnicy muszą się bardziej wykazywać, częściej się mylą. Jest ciekawiej.

Do tego trzeba dodać, że skrócony czas do namysłu promuje zawodników pracowitych. Tych, którzy są dobrze przygotowani, którzy znają typowe plany w swoich strukturach, tych którzy wiedzą jak grać końcówki, również te teoretyczne. Suma sumarum – w moim odczuciu przyspieszenie tempa gry ma więcej zalet. Pytanie, które ja bym postawił jest trochę inne – gdzie jest granica, która rozgranicza szachy „poważne” od szachów „niepoważnych”. Co Państwo o tym sądzicie?

10 KOMENTARZE

  1. Oczywiście, są pozytywne i negatywne aspekty tego tempa gry. W tempie o którym mowa jakość partii jest znacznie niższa i jeśli ktoś jest koneserem szachów w większości przypadków srodze sie zawiedzie.Partie albo kończą się szybko, dzięki świetnemu przygotowaniu debiutowemu jednego z zawodników, albo gdy dojdzie do koncówki z resztką czasu na zegarach, to tak jak piszesz, pomyłki są na porządku dziennym. Ale jest druga strona medalu, ta lepsza: partie grane tym tempem są o wiele bardziej emocjonujące i ciekawe oraz interesujące ze sportowego punktu widzenia. Więcej się w nich dzieje i jakby szybciej, są „pod kibica”. Ogląda się je świetnie „live” podczas transmisji. Mnie czasem brakuje po prostu tych posunięć w partiach, po których aż podskakiwałem w fotelu z wrażenia, widząc głębię zamysłu ale zaczynam się „przyzwyczjać” już do współczesnych szachów. To trochę przypomina przesiadkę z PKP do francuskiego TGV ale przecież trzeba iść z postępem:)

  2. Każde szachy sa poważne, tylko realizuję inne cele. Ciekawe jest to, że szachy korespondencyjne (najbardziej zaawansowane) nie sa szeroko prezentowane, a przecież jest to gotowy magazyn wiedzy dla szachistów „tradycyjnych”. Może jak któryś z szachistów korespondencyjnych się odważy i też założy bloga, to dowiemy się więcej o tej formie uprawiania szachów.

  3. Pytanie jest odwieczne – po co to robimy? Jeżeli gramy dla samej gry to możemy wrócić do dawniejszych czasów i dbać o jakość partii szachowej. Natomiast, jeżeli gramy też dla innych, to wtedy przyspieszenie tempa połączone z podniesieniem jakości dzięki komputerom daje tej grze sens. A w szczególności danie szansy znalezienia przez widza błedu, dokonania analizy partii i „napiętnowanie” arcymistrzów powoduje, że nasz sport jest rozpoznawany przez masy, bo każdy znajdzie coś dla siebie. A partie nie muszą być idealne. Nie o to chyba chodzi. Dlatego niedoczasy, to jest to, co ludzie najbardziej lubią.

  4. Panie Mateuszu – czy napisze Pan coś na temat Ekstraligi? Szczególnie po meczu Wasko-Polonia Wrocław? Hit już w I rundzie!

  5. Panie Mateuszu, jak tam było na lidze? Sytuacja po pierwszej rundzie nie jest ciekawa dla Polonii.

  6. Pozwolę się niezgodzić z tym, że szachy korespondencyjne to nie szachy (?!) – a co to w takim razie jest? To są jak najbardziej szachy, oczywiście bardziej naukowe niż sportowe, ale element rywalizacji, proszę mi wierzyć, też tutaj występuje, choć nie ma oczywiście sekundowych niedoczasów, nerwów, wielu kibiców wokół stolika itp. Po drugie nie mogę się także zgodzić z tym, że szachy korespondencyjne to w zasadzie gra programów szachowych z niewielkim udziałem człowieka – oczywiście są tacy „zawodnicy”, którzy powtarzają ruchy zaproponowane przez program szachowy, ale jednak większość silnych zawodników korzysta z analiz komputerowych jedynie jako wsparcie własnych idei i przemyśleń. Niech ktoś spróbuje zagrać w jakimkolwiek solidniejszym turnieju korespondencyjnym chociażby klasy mistrzowskiej (ranking ok. 2400 i wyższy) grając to co program zaproponuje, a szybko się przekona, że nie tędy droga…Mówię to także z własnego doświadczenia (spróbowałem kiedyś zagrać samym programem w jakimś turnieju i nie na dobre mi to wyszło). I jeszcze trzecia rzecz – może dla niektórych gra w turnieju korespondrncyjnym to jedyna szansa sportowej rywalizacji szachowej z uwagi na brak możliwości udziału w kilkudniowych wyjazdowych turniejach gry bezpośredniej?? Poza tym jest wielu dobrych szachistów gry bezpośredniej (w tym także arcymistrzów), którzy z powodzeniem grają w turniejach korespondencyjnych i coś ich do tego skłania?! Na pewno nie komputer, z którym mogą zagrać przecież w domu, ani chętnie skądinąd odwiedzane witryny do gry przez internet, gdzie tak naprawdę grywa się jedynie blitze…
    Pozdrawiam

    • Panie Wojciechu,

      Dla mnie szachy korespondencyjne to ciemna magia, więc dalej głosu zabierać nie będę. Zachęcam do przybliżenia szerszemu gronu czytelników swoich przemyśleń poprzez założenie i prowadzenie własnego bloga na chessbrains.pl. Wiele osób grających w szachy nie ma o szachach korespondencyjnych bladego pojęcia, więc może warto zaprzeczyć wielu stereotypom, takim jak stwierdzenie, że w obecnej chwili to w głównej mierze pojedynki komputerów.

      Pozdrawiam

      • Dodam jeszcze, że kilka lat temu am. Leko poległ w partii korespondencyjnej (pokazowej?) z zawodnikiem o „przeciętnym” rankingu (ok. 2500). Wielkim miłośnikiem gry korespondencyjnej jest Joop van Oosteroom – organizator znakomitych turniejów arcymistrzowskich w Wijk aan Zee, zresztą były mistrz świata w gk.
        Osobiście żałuję trochę, że bedąc młodym człowiekiem (teraz mam 40 lat) nie miałem zbyt wielu okazji do grania w turniejach gry bezpośredniej i trenowania w porządnym klubie. W szachy uczyłem się grać sam, bez instruktura. Być może moja przygoda z szachami(bezpośrednimi) potoczyłaby się inaczej, gdybym spotkał wtedy dobrego trenera?
        Pozdrawiam

  7. Przepraszam za słowo „niezgodzić” – nie zauważyłem, że mi nie wskoczyła spacja.

Comments are closed.