Wolne tempo liderów

W kolejnej odsłonie turnieju pretendentów dwójka liderów Carlsen-Aronian nie zdołał wygrać żadnej partii. Rozegrali się natomiast inni gracze, zwłaszcza Borys Gelfand.

 

Mało kto spodziewał się tego, że po świetnych pierwszych sześciu partiach Carlsen i Aronian zdecydowanie zwolnią w kolejnych trzech partiach. O ile Magnus remisując trzy pojedynki nie stracił zupełnie nic, o tyle Aronian przegrywając z Gelfandem zdecydowanie zmniejszył swoje szanse na końcowy triumf. Suche wyniki nie oddają zresztą całokształtu dokonań obu graczy. Carlsen, który wcześniej sprawiał wrażenie rozgrywającego się z dnia na dzień, zupełnie stracił impet. Najpierw o mało co (cudem?) nie przegrał z Radżabowem, a następnie oddał biały kolor z Aronianem. Jedyny jasny punkt trzeciej „trójki” zmagań to remis z Kramnikiem – Rosjanin zdołał zaskoczyć go w debiucie, ale mimo to Magnus sobie poradził – jak zwykle świetnie się bronił.

Rundy 7 i 8 dla Aroniana były bezbarwne – Griszczukowi najmniejszej krzywdy nie był w stanie zrobić, natomiast z Carlsenem gry prawie nie było. Gorzej poszło w partii z odrodzonym Gelfandem, który Aroniana po prostu ograł. Można się spierać czy pokonał go na polu strategii (wygrał w końcu dość spokojną pozycję) czy też na polu taktyki (najpierw aplikując rywalowi wtrącone e6!, a potem f5!), ale bezspornie Izraelczyk był lepszy.

Oczywiście, dla kibiców to ciekawiej, gdy liderzy nieco spuścili z tonu. Szkoda, że Carlsen nadal jest bez porażki – ewentualna strata całego punktu wyjątkowo wyrównałaby stawkę i do gry włączyliby się kolejni gracze. Niestety, na porażkę Norwega się nie zanosi i poza Aronianem (któremu trudno będzie się pozbierać po wczorajszej wpadce) chyba nikt nie włączy się do walki o awans.

Największe szanse z pozostałych graczy ma Władimir Kramnik, który w końcu zdołał wygrać jedną partię. Rosjanin, którego grę określano jako bardzo pechową (wypuścił kilka znakomitych pozycji) w końcu zdołał zapisać w tabeli cały punkt, ogrywając Swidlera. To była partia w stylu Władimira – mikroskopijny plus, cierpliwe poprawianie pozycji i bezwzględne wykorzystywanie niewielkich nawet niedokładności przeciwnika. Niestety, „+1” to za mało, by gonić prowadzącego Carlsena, zwłaszcza, że Rosjanin nie jest znany ze zbyt ryzykownej gry. Ostatnią szansą Kramnika było pokonanie w bezpośrednim pojedynku Carlsena, ale to się nie udało. Trudno krytykować zawodnika 2800+, ale wydaje mi się, że w partii, którą musiał wygrać, mógł pokusić się o nieco inny wybór debiutowy. Owszem, po debiucie dostał świetną pozycję, ale jej charakter był taki, że jeśli czarne potrafią się dobrze bronić, to przewaga szybko się ulatnia. Carlsen w takich sytuacjach jest chyba najlepszy na świecie i bez żadnych trudności uprościł grę do końcówki. Jasne, Carlsen jest po prostu znakomitym graczem i przegrywa od święta, ale skoro Kramnik musiał wygrać… No nie wiem, sporna kwestia – będę jednak trzymał się stanowiska, że podjęcie nawet nadmiernego ryzyka warte było świeczki, skoro liczy się tylko wygranie turnieju.

Pozostali gracze szanse na wygranie zawodów mają już bardziej teoretyczne niż jakiekolwiek inne. Nieoczekiwanie to Borys Gelfand ma z nich najwięcej do powiedzenia – w rundach 7-8-9 niedawny challenger grał znakomicie i zdobył aż 2,5 punktu. Pamiętając głupie wpadki Borys z rund 2 i 3 (podstawki w remisowych pozycjach) i doliczając kompletnie wygraną z Griszczukiem oraz (bardzo ulotną, ale wygrywającą) możliwość wygranej z Kramnikiem, to wychodzi nam, że Gelfand jest w świetnej formie, ale czegoś mu brakuje. Może szczęścia? Sam Borys stwierdził, że to być może wina przełożenia ‚kandydatów’ kilka dni wcześniej – wobec czego przerwa między tuniejem w Zurychy, a Londynem była za krótka. Kto wie, może to jest powód? W każdym razie, jego dwie wygrane z rzędu robią wrażenie – były to partie oparte na głębokim zrozumieniu szachów. Po partii z Radżabowem, Gelfand był wyjątkowo zadowolony i powiedział, że to partia, która znajdzie się w książkach. Zapewne tak się stanie. Ciekawe jak potoczą się dalsze losy tego zawodnika. Jutro wiele mówiąca partia z Carlsenem, czarnym kolorem. Kibicom marzy się zapewne scenariusz, w którym Gelfand wygra – finisz wówczas byłby taki, że aż palce lizać…

Reszta graczy gra… wyjątkowo ciekawie, co niekoniecznie oznacza dobrze. Sytuacja turniejowa zmusza ich do podjęcie ryzyka, bo tylko ewentualna seria wygranych może im coś dać. To znajduje odbicie w partiach. Świetną ilustracją zmiany nastawienia graczy był pojedynek Swidler – Griszczuk, który obserwatorom zaserwował niesamowite przeżycia. Ofiary, wtrącone ruchy, nierówny materiał, a wreszcie podstawka w niedoczasie. Można chcieć coś więcej? Tak, można – większego grona liderów 🙂

Aha, wszystkim którzy jeszcze nie widzieli, polecam rysunki Jose Diaza, które publikuje serwis ChessVibes . Grafika na temat turnieju pretendentów jest przednia.

Jeden komentarz

  • Leszek
    28 marca 2013 - 12:38 | Permalink

    Jeszcze kilka partii, jest ciekawie, czuje że będzie jeszcze ciekawiej i mogą być duże niespodzianki, co by bylo gdyby Carlsen nie zwyciężył…

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *